Czym pływać po jeziorach ziemi ostródzkiej? Kowalczyk: Kanu lepsze od kajaka

Wywiad
Typography

Kanu jest tylko trochę wolniejsze niż kajak, a przewyższa go wygodą, sterownością i pakownością. Być może popularność kajaka wynika z tego, że Melchior Wańkowicz pisząc książkę o Warmii i Mazurach, pływał właśnie nim? Może też i dlatego, że kanu było takie zachodnie, amerykańskie i źle się kojarzyło za czasów komuny. A może dlatego, że w kajaku wystarczy machać wiosłem i jakoś się płynie, a kanu wymaga instruktażu i choćby krótkiego treningu - mówi w rozmowie z Ryszardem Boguckim, instruktor kanuingu i kajakarstwa Krzysztof "Kris" Kowalczyk.

Kanu (canoe) to tradycyjna łódź wiosłowa Indian północnoamerykańskich, która odegrała ogromny wkład w eksplorację i podbój wschodnich obszarów kontynentu przez przybyszów z Europy. Kryte korą brzozową kanu było lekkie i łatwe do przenoszenia pomiędzy ciekami wodnymi i akwenami. Małe zanurzenie pozwalało pływać nawet po niewielkich strumieniach. Specyficzny sposób wiosłowania umożliwiał ciche i szybkie poruszanie się łodzią.

Szkielet canoe budowano z gałęzi świerkowych. Poszycie z kory zszywano przy użyciu włókien roślinnych lub jelit zwierzęcych, a następnie uszczelniano. Dziób i rufa były zakończone półokrągło, ze znacznym wychyleniem w kierunku wnętrza łodzi. Symetria kanu powodowała, że można było nim pływać w obu kierunkach, przy prostej zmianie osadzenia wioślarzy.

Ryszard Bogucki: Od kilku lat można spotkać twoje kanu na okolicznych jeziorach i rzekach. Prowadzisz szkolenia, czy po prostu zabierasz znajomych na wycieczki?

Krzysztof Kowalczyk: Zawsze zaczynam od krótkiego szkolenia, bo w kanu pływa się zupełnie inaczej niż kajakiem i trzeba poznać kilka zasad wiosłowania, a szczególnie sterowania. Ale po kilkunastu minutach machania wiosłem większość już sobie radzi z płynięciem tam, gdzie chce. Owszem, zabieram na wycieczki również znajomych, ale głównie organizuję krótkie spływy dla mieszkańców okolicznych gmin.

Dlaczego akurat gmin?

W ten sposób realizuję zadania projektu propagowania kanuingu na terenie Lokalnej Grupy Działania „Kraina Drwęcy i Pasłęki”, ale pływałem też z mieszkańcami Ostródy – na przykład w czasie Targów Organizacji Pozarządowych.

Na czym dokładniej polega twój projekt?

Projekt zakłada zapoznawanie mieszkańców z gmin objętych LGD z techniką pływania kanu oraz pokazywaniem im okolicy, w której mieszkają, od strony rzek i jezior, dzięki czemu lepiej ją poznają i będą bardziej doceniać swój region zamieszkania. Założyłem, że jeśli przynajmniej część polubi pływanie kanu, to kiedyś pojawią się one w wypożyczalniach i będą bardziej popularne na Warmii i Mazurach.

Od jak dawna pływasz na kanu?

Kanuing uprawiam od ponad 10 lat. Kiedyś kolega zostawił u mnie swoje kanu na przechowanie, i oczywiście mogłem też z niego korzystać. Na początku nauczyłem się jednego sposobu wiosłowania i jakoś mi to wystarczało. Później okazało się, że kanu jest dużo bardziej praktyczne niż kajak. Znalazłem w Internecie stronę o kanu i pojechałem na Ogólnopolski Zlot Kanu. Spotkałem tam bardzo ciekawych ludzi. Jeżdżę na zloty od siedmiu lat, a trzy z nich nawet sam organizowałem. Teraz, gdy jestem już instruktorem i stosuję kilka sposobów wiosłowania, tym bardziej wolę kanu niż kajak.

A w czym kanu jest lepsze od kajaka, jest przecież bardziej wywrotne?

To nieprawda. Wszystkim tak się wydaje zanim do niego wsiądą, a potem okazuje się, że jest wygodne i stabilne. Niektórzy pytają czy w kanu się klęczy, tak jak w sportowej kanadyjce – otóż nie, siedzi się wygodnie, a moje łódki mają nawet dodatkowo oparcia. Przede wszystkim manewrowanie kanu jest bardziej efektywne. Wystarczy lekki ruch wiosłem i łódka skręca tam, gdzie chcę. Ponadto mogę płynąć prosto nawet wtedy, gdy wiosłuję cały czas po jednej stronie. Wsiadanie i wysiadanie jest łatwiejsze niż w kajaku, również pakowanie i wyjmowanie sprzętu biwakowego. W ogóle kanu jest stworzone do warunków, jakie są na naszych jeziorach, kanałach i rzekach. Kajak został skonstruowany na morze.

Dlaczego w takim razie kajaki są u nas bardziej popularne?

Zastanawiałem się kiedyś nad tym i logicznie trudno mi to wyjaśnić. Bo kanu jest tylko trochę wolniejsze niż kajak, a przewyższa go wygodą, sterownością i pakownością. Być może popularność kajaka wynika z tego, że Melchior Wańkowicz pisząc książkę o Warmii i Mazurach pływał właśnie nim? Może też i dlatego, że kanu było takie zachodnie, amerykańskie i źle się kojarzyło za czasów komuny. A może dlatego, że w kajaku wystarczy machać wiosłem i jakoś się płynie, a kanu wymaga instruktażu i choćby krótkiego treningu.

Czy można wybrać się z tobą na krótki kurs kanuingu?

Oczywiście, wystarczy się ze mną skontaktować i umówić na jakieś popołudnie w środku tygodnia, bo niestety weekendy przeważnie mam już zajęte na cały sezon. Przyjadę wtedy wraz z łódkami i popływamy. Mimo, że preferuję grupy z terenu działania LGD „Kraina Drwęcy i Pasłęki”, to również osoby z miasta i innych gmin również serdecznie zapraszam.

Jak liczną grupę możesz szkolić jednocześnie?

Maksymalnie 12 osób, minimalnie 4. Wszyscy muszą założyć kamizelki ratunkowe i spróbować najpierw powiosłować na sucho na brzegu. Potem na wodę i płyniemy.

Jak można się z tobą skontaktować?

Telefonicznie lub e-mailowo, moje dane można znaleźć na liście przewodników turystycznych na stronie mazury-zachodnie.pl.

Widziałem cię w kajaku i wiem, że masz jakieś osiągnięcia również w kajakarstwie.

Tak, ale to trochę inna bajka. Jak nie mam z kim płynąć kanu, albo wybieram się na dziką lub zarośniętą rzeczkę, to wtedy biorę kajak – ale jednoosobowy, a to zupełnie co innego. Uprawiam tak zwane kajakarstwo zwałkowe, jestem instruktorem kajakarstwa i brałem udział w Otwartych Mistrzostwach Instruktorów Kajakowych w Kolbudach koło Gdańska.

Na czym polega „kajakarstwo zwałkowe”?

Na pływaniu rzeczkami poprzegradzanymi zwalonymi pniami – czyli zwałkami. Podstawowa zasada to nie wychodzić z kajaka. Jest kilka sposobów pokonywania zwałek – górą i dołem, czasem zamaczając ramiona i głowę, pochylając kajak na bok lub razem z kajakiem przechodzić nad pniem. Pływamy kajakami górskimi z polietylenu, najczęściej w wodoszczelnych strojach, w kaskach i z fartuchami uszczelniającymi przestrzeń między kajakarzem a pokładem. To takie jakby kajakarstwo górskie, ale na nizinach – nie ma u nas takich bystrzy i kamieni jak w górach, ale za to są zwałki.

To które miejsce zająłeś na tych mistrzostwach i ilu było zawodników?

Byłem tam trzy razy i zająłem ósme, szóste, a ostatnio czwarte miejsce w klasyfikacji indywidualnej. W sumie startowało około siedemdziesięciu zawodników, ale część z nich chciała tylko przepłynąć starorzecze Raduni, w które puszczono na czas mistrzostw około 10 metrów sześciennych wody na sekundę. Rzeka robi się wtedy rwąca jak górska, a trzeba jeszcze pokonywać zwałki. Poza tym jest jeszcze sporo innych konkurencji, a całość trwa trzy dni.

Życzę ci następnym razem miejsca na „pudle” i do zobaczenia na kanu.

Dziękuję i do zobaczenia.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.