O dewastacji Bergkaserne

Analizy / reportaże
Typography

Mamy w Ostródzie znakomity przykład wybitnej w swym zamyśle architektury militarnej. Wbrew pozorom nie są to przeżywające inwestycyjny boom Białe Koszary ani też smętnie puste Czerwone Koszary. Ta zdecydowanie ponadregionalna wartość to zapomniane przez decydentów resztki tzw. Bergkaserne, koszar powstałych w połowie XIX wieku na północnych wzgórzach doliny Drwęcy, przy obecnej ulicy Garnizonowej.

O Bergkaserne pisał między innymi Janusz Kozłowski w swojej arcyciekawej książce „Dawna Ostróda. [...]”.  Na łamach „Rozmaitości Ostródzkich” o koszarach i ich bezpośrednim otoczeniu pisał także autor niniejszego tekstu. Owe historyczne felietony powstawały w przekonaniu, że czytelnikami są nie tylko zwykli mieszkańcy Ostródy, ale także przedstawiciele władzy samorządowej, urzędujący na terenie miasta. I że choćby z ludzkiej ciekawości zainteresują się pełniej swoją chudobą, boć przecie samorząd to trochę jak własne gumno, o które dbać trzeba w całości, od „aliganckiej” furtki aż do brogu za oborą.

W świadomości ostródzian przez całe powojenne lata okolice ulicy Garnizonowej, która długo nosiła nazwę Armii Ludowej, kojarzyły się nieodmiennie z bazą PKS. Było to – jak już kiedyś na tych łamach napisano – „poza świata granicą”, na wzgardzonej wyspie niewartej troski i zainteresowania. Obszar miasta na północ od linii ulicy Olsztyńskiej został przekreślony jako strefa rozwoju funkcji społecznych i kreacji przestrzeni publicznej Ostródy. Teren ten został potraktowany jak zapas potencjalnych terenów inwestycyjnych nie do końca określonych co do ich przyszłej funkcji. Paradoksalnie ten brak precyzji może być szansą na odwrócenie złej passy dla północnych przedmieść Ostródy. Wymaga to jednak zmian w akcentowaniu priorytetów rozwojowych miasta. Nie może być tak, by w przypadku terenu dawnych Bergkaserne jedynym działaniem było bierne przyglądanie się dekapitalizacji przestrzeni architektoniczno-urbanistycznej, w oczekiwaniu na jej samoistną destrukcję...

Lokalne media donosiły niedawno o swoistym tegorocznym rekordzie dziewiętnastu interwencji ostródzkiej Straży Pożarnej przy gaszeniu pożarów w opuszczonym budynku dawnego koszarowca przy ulicy Garnizonowej 14a.

Budynek ten opustoszał na przełomie lat  2007/2008, gdy wyprowadził się z niego Urząd Celny obsługujący TIR-y ostródzkiego PKS. Obiekt znalazł się w dyspozycji Starostwa Powiatowego, które przekazało go do zasobu komunalnego miasta Ostródy. W zakładanej wstępnie koncepcji, po przeprowadzonym remoncie w budynku miały powstać mieszkania socjalne dla osób nie wywiązujących się z obowiązków czynszowych. Dość szybko jednak, po sporządzeniu wstępnej kalkulacji tej inwestycji, głównie w zakresie doprowadzenia gazu i innych mediów, ze względu na zbyt wysokie koszty zrezygnowano z jej realizacji. Miasto próbowało zwrócić Starostwu Powiatowemu budynek, skończyło się to jednak niepowodzeniem.

Koszarowiec przy ulicy Garnizonowej 14a od 2007 r., a zatem jeszcze przed jego opustoszeniem, posiadał dokumentację konserwatorską w postaci tzw. „białej karty”, sporządzonej z urzędu przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie. Karta taka stanowi podstawę do wszczęcia postępowania o wpisie do rejestru zabytków. Od 2009 r. Ostródzkie Stowarzyszenie Kulturowe „Sasinia” czyniło starania o wykorzystanie opustoszałego koszarowca do celów kulturotwórczych, jako siedziby tzw. Akademii Twórczej Przedsiębiorczości. Rozmowy z władzami miasta nie przynosiły żadnych efektów, wobec czego stowarzyszenie wystąpiło do WKZ z wnioskiem o wpisanie obiektu do rejestru zabytków, mając nadzieję, że wymusi to na zarządcach miasta określone przepisami prawa działania. Oczekiwania okazały się naiwne i nie był to skutek jedynie bierności władz miasta, ale i braku mocy wykonawczej Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Choć bowiem koszarowiec został wpisany do rejestru zabytków, nie ustrzegło go to przed całkowitą dewastacją. Po odstąpieniu przez miasto od planów remontu obiektu na cele mieszkań socjalnych i fiasku usiłowań zwrotu budynku Starostwu Powiatowemu, z obiektu zniknęła instalacja monitoringu i oznaczenia informujące o ochronie obiektu przez firmę ochroniarską. W ciągu niespełna miesiąca koszarowiec został wyszabrowany z wszelkich instalacji metalowych, a obecnie trwa jego bezprecedensowa totalna dewastacja, połączona z podpaleniami lub przypadkowymi zaprószeniami ognia przez osoby bezdomne.

Znany szczeciński architekt-urbanista Grzegorz Ferber, w jednym z komentarzy dotyczących zagospodarowania  tzw. Śródodrza w Szczecinie, napisał: „ [...] W wielu miastach europejskich, jeśli chce się zmienić wizerunek atrakcyjnej, ale podupadłej dzielnicy, zamieszkałej przez tzw. trudnych mieszkańców, to właśnie tam lokalizuje się np. atrakcyjne muzeum czy ważny obiekt użyteczności publicznej. Teoretycznie jest to absurd, ale w rzeczywistości ta dzielnica powoli się renowuje. Dlaczego? Bo ciąg pieszy doprowadzający do tych obiektów będzie się rozwijał w sposób naturalny. Dzielnica jest powoli odkrywana przez bogatych ludzi, którzy zjawili się w muzeum, sali koncertowej itd. A co ważniejsze, jej mieszkańcy sami dostrzegą, że może być ona źródłem ich zamożności, a więc sami o nią zadbają. [...]” (Gazeta Wyborcza, 4.08.2008 r.).

Trudno być może porównywać potencjał szczecińskiego Śródodrza z potencjałem ostródzkich Bergkaserne, jednakże w skali lokalnej takie porównanie jest jak najbardziej uprawnione.

W latach 2009-2010, gdy „Sasinia” usiłowała namówić miasto do współpracy w zakresie wykorzystania pustego koszarowca do funkcji kulturotwórczych, studenci V roku Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej – we współpracy z autorem niniejszego tekstu - wykonali kilka projektów zagospodarowania terenu dawnych Bergkaserne ze szczególnym uwzględnieniem funkcji owego opuszczonego budynku. Projekty te, poza powierzchownym zaciekawieniem, nie spotkały się z głębszym zainteresowaniem władz miasta.

Pod koniec 2010 r., z inspiracji OSK „Sasinia”, obiektem zainteresowań znawców architektury fortecznej z Wrocławia, Poznania i Torunia stał się niewielki ceglany budynek stojący opodal dewastowanego koszarowca. W wyniku pogłębionych kwerend archiwalnych i szczegółowych oględzin okazało się, że ten domek to tzw. tradytor, pozostałość jedynego w całych Prusach, od Odry aż po Mierzeję Kurońską, arsenału obronnego, zaprojektowanego w latach 20. XIX wieku przez pruskiego ministra wojny von Boyena (tego od twierdzy w Giżycku) i generała Grolmana, bohatera wojen napoleońskich. Arsenał wzniesiono w latach 40. XIX wieku jako pierwszy z zaplanowanej serii takich obiektów w różnych miastach pruskich. W związku z ustąpieniem von Boyena ze stanowiska ministra wojny i zmianą doktryny obronnej państwa, poza obiektem ostródzkim nie zrealizowano jednak już nigdy ani jednego arsenału obronnego tego typu.

Mamy zatem unikatowy, bo jedyny na całym świecie obiekt XIX-wiecznej architektury militarnej, z zachowanymi oryginalnymi strzelnicami i stropami bomboodpornymi! I cóż z tego...Tym obiektem także nie chce się zająć nawet pies z kulawą nogą. W maju 2012 r. OSK „Sasinia” wystąpiła do burmistrza o wszczęcie działań zabezpieczających, z propozycją współpracy w zakresie zagospodarowania tradytora. Dopiero po specjalnej interwencji pismo odnalazło się w stercie wielu niewątpliwie ważnych spraw i w końcu z datą 5 czerwca  2012 r. (sic!) dotarła do stowarzyszenia kilkuzdaniowa zbywająca odpowiedź, że miasto - doceniając inicjatywę - nie może zająć się tradytorem, ponieważ jest zaangażowane w remonty innych obiektów zabytkowych.

Z tygodnia na tydzień, podobnie jak sąsiedni koszarowiec, tradytor pogrąża się w totalnej rujnacji. Niewielki jednokondygnacyjny budynek, w narysie około 10 m x 12 m, nie wymaga na początek zbyt wiele. Wystarczy oczyścić jego wnętrze ze śmieci zgromadzonych tam przez bezdomnych, zamurować wszystkie otwory okienne w ochronie przed ponownym zaśmiecaniem i – co w tym momencie najważniejsze –  przykryć dach mocną folią, która zapobiegnie dalszemu zapadaniu się więźby. Moment jest krytyczny, jeśli nie podejmie się tych działań natychmiast, budynek runie i trzeba go będzie rozebrać.

A przecież tak być nie musi. Po wstępnym zabezpieczeniu możliwe jest wszak przygotowanie modelowego wręcz projektu zagospodarowania unikatowego obiektu XIX-wiecznej architektury militarnej. W chwili obecnej powstaje na ten temat praca dyplomowa w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Nowa perspektywa finansowania unijnego 2014-2020 nastawiona jest na realizację projektów służących zmianie społecznej, zatem głęboko umocowanych w koncepcji działań rewitalizacyjnych.

Okolice ulicy Garnizonowej, wraz z ulicami Olsztyńską i Gizewiusza, zamieszkałe w dużym stopniu przez ludność dotkniętą syndromem wykluczenia społecznego, znakomicie wpisują się w założenia nowych ram finansowania. Może warto, poza hipnotyczno-mantrycznym wpatrywaniem się w nabrzeża zatoki Jeziora Drwęckiego, spojrzeć na północne przedmieścia Ostródy? Kiedyś już na tych łamach autor niniejszego tekstu nawoływał: Idźcie na północ! To tam tak naprawdę wschodzi słońce! Może warto poddać się temu zawołaniu? Może warto zrobić trochę więcej dla zwykłych mieszkańców tego miasta w sposób bezpośredni, poprzez działanie tu i teraz?

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.