Parki Collisa. Wiedzieliście, że w Ostródzie są dwa?

Analizy / reportaże
Typography

Każde miasto posiada historię swego rozwoju. Chciałoby się powiedzieć – a czasem to trudne lub wręcz niemożliwe - że posiada też logikę swego rozwoju, ukryty zamysł, który jest kluczem do dobrobytu mieszkańców. Taki zamysł budują głównie miejskie węzły przestrzenne: place, osie i otwarcia widokowe oraz parki.

Nad północnym brzegiem Jeziora Drwęckiego w 2011 r. oddany został do użytku Park Collisa. Zielona scheda po dziewiętnastowiecznym rajcy miejskim wróciła na łono użytku społecznego mieszkańców Ostródy. Wprawdzie można by tam jeszcze sporo zrobić - i należy mieć nadzieję, że tak się w końcu stanie – ale wartością samą w sobie jest przywrócenie parkowej funkcji wieloletniemu zakrzaczonemu nieużytkowi. Wniosek z tego płynie, że jak się chce, to można. Z drugiej jednak strony wiadomo wszem i wobec, skąd to chcenie przyszło. Gdyby nie nadzieje na ustanowienie miejsca pobytowego dla bliżej nieokreślonej drużyny grającej w tzw. „szmacianą-kopaną”, park dalej byłby pewnie zasikanym krzakowiskiem.

I w ten oto sposób dotarliśmy do meritum niniejszego wywodu. Służby miejskie opanowały już metody porządkowania zapuszczonych terenów zielonych, skoro zatem powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Szlachetny rajca i mieszczanin Collis tuż za opłotkami miasta miał całkiem spory folwarczek.

Starsi mieszkańcy Ostródy znają zapewne nazwę Koliszewo, używaną na określenie osiedla przy ulicach Paderewskiego, Moniuszki i Prusa. Z osiedlem tym sąsiaduje od lat teren dawnego GS-u na tzw. Zajezierzu. Jeśli Koliszewo dodamy do Zajezierza, otrzymamy zgrubne wyobrażenie o rozmiarach Collisowego folwarczku. Do owych dóbr ziemskich przynależał park. Został urządzony na skraju dawnego miejskiego lasku rekreacyjnego Kuginnenwäldchen, a jego wschodni najwyższy kraniec obejmował miejsce po starej miejskiej szubienicy, zwanej przed wiekami Vischalken.

Przez zgrzebne geesowskie lata dawny park przekształcił się w dzikie wysypisko śmieci i został tak skutecznie zapaskudzony, że nikomu ani przez myśl nie przejdzie, że ta zielona plama kryje pięknie ukształtowane dzieło krajobrazowo-ogrodnicze. Wystarczy jednak zagłębić się w te tzw. „chęchy”, żeby odkryć pozostałości dawnych alej poprowadzonych sztucznie usypanymi groblami, dostrzec dolinki dawnych strumieni łączących dwa zgrabne stawy, odszukać przyczółki mostków przerzuconych kiedyś nad strumieniem, czy wspiąć się na wzniesienie tzw. belwederu, którego szczyt wieńczyła kiedyś ażurowa altana.

W sąsiedztwie dawnej collisowej dziedziny swoją działalność rozkręca duma naddrwęckiego miasteczka – ARENA. Ludzkość ostródzka co i raz proszona jest o łaskawe zaszczycenie antyszambrów i salonów nowego pałacu… Wrażenie budynek robi spore, duma z posiadania w granicach miasta wypasionego centrum targowego też jest. Ale skoro taki rozmach, to może warto wspólnie pomyśleć o dawnym parku? Tak trochę per analogiam. Nad jeziorem park Collisa, i na Zajezierzu park Collisa, tam arena (stadionowo-imprezowa), i tu arena (targowo-widowiskowa) – toż to się składa jak stary parasol!

Żarty żartami, ale problem jest jak najbardziej poważny. Przestrzeń miasta wymaga sieciowania, wypracowania takiej struktury rastrowej, która wytworzy naturalną delimitację inwestowania. Ciągłe dolepianie inwestycji i inwestycyjek na obrzeżach miasta prowadzi do tego, że w majestacie obowiązujących przepisów prawa o zagospodarowaniu przestrzennym, fundujemy sobie chaos przestrzenny. Zadbanie o zapomniany park Collisa na Zajezierzu przynieść może wielorakie korzyści. Z punktu widzenia społeczeństwa Ostródy i naszych gości czyli turystów, nie do przecenienia będzie stworzenie zielonej enklawy w sąsiedztwie potężnego centrum targowego. Może to być miejsce odpoczynku uczestników imprez targowych, miejsce plenerowych eventów, a także wizytówka miasta na jego dość ważnym obrzeżu, tuż przy drodze krajowej nr 7. Zróżnicowane ukształtowanie terenu parku, cieki i zbiorniki wodne, jak też cała potencjalna infrastruktura (mostki, spiętrzenia wody, schodki, podejścia, oświetlenie), mogą być szansą na wykreowanie nowej jakości miejskiej o znaczeniu prestiżowym.

To kolejna zachęta do wychylenia głowy za opłotki miasta. Czasem może warto się wychylić? Wszak miasto to nie pospieszny do Pcimia i ryzyko tego, że przywali się głową w słup trakcyjny, jest raczej małe...

Wiesław Skrobot, Rozmaitości Ostródzkie 2014.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.