Wścieklizna polityczna

Analizy / reportaże
Typography

Cham, idiota, złodziej, prostak, kreatura, menda, karierowicz. To tylko najłagodniejsze z określeń, jakimi w gorącym okresie kampanii referendalno- wyborczej 2012 roku częstowano postaci ostródzkiego życia publicznego. Mowa nienawiści? Ostródzianie mówią tak od lat!

- Jak trzeba nienawidzić Dąbrowskiego, żeby umieścić mnie w jednym szeregu z mordercami księdza Jerzego Popiełuszki – pytał na swoim blogu odwołany burmistrz, wkrótce po tym jak zmieszano go z błotem w przedwyborczej gazetce-paszkwilu. - Wiem kto jest na początku tego łajdackiego łańcuszka – grzmiał, wskazując na osoby kojarzone ze sztabem jego niedawnego przyjaciela i mocodawcy, Jana Nosewicza. Nie był to pierwszy taki przypadek. Oczernianie osób piastujących lub ubiegających się o funkcje publiczne ma w Ostródzie długą tradycję. Jej korzenie sięgają czasów pierwszego referendum, kiedy celem niewybrednych ataków stał się burmistrz Zbigniew Babalski, choć wtedy jeszcze – zapewne wyłącznie za sprawą słabo rozwiniętych środków społecznego przekazu - czarny PR nie zdołał zawładnąć świadomością ostródzian. Wszystko zmieniło się w 2002 roku, przy okazji pierwszych w historii bezpośrednich wyborów burmistrza.

Historia paszkwilu

Opracowana przez rząd Jerzego Buzka reforma samorządowa zmieniła styl uprawiania polityki na poziomie gmin. Wprowadzenie bezpośredniego wyboru wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zmuszało lokalne środowiska polityczne do planowania kampanii w stylu amerykańskim, skoncentrowanych na promocji wyrazistych liderów. W Ostródzie faworytami pierwszych bezpośrednich wyborów byli: popierany przez postsolidarnościową prawicę, były wojewoda i burmistrz Zbigniew Babalski oraz kandydat Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Jan Nosewicz.

Szanse obu były wyrównane do czasu, gdy Ostródę zalały anonimowe ulotki, szkalujące kandydata prawicy. Środowisko dołującego w sondażach AWS niemal natychmiast połączyło je ze sztabem głównego konkurenta, a wśród osób wskazywanych w kuluarach jako prawdopodobni autorzy paszkwilu, przewijała się litania nazwisk lewicowych działaczy. Olgierd Dąbrowski - autor kampanii Nosewicza, który po zwycięstwie swojego kandydata został jego zastępcą - konsekwentnie odpierał zarzuty o stosowanie czarnego PR-u. Z drugiej strony, ostródzka prawica mogła jedynie snuć domysły co do rzeczywistego autorstwa ulotki. Choć podnoszone były argumenty, że „zawinił ten, który na tym zyskał”, do dziś nie wiadomo, kto wypuścił pierwszy i jak się miało okazać, nie ostatni w historii ostródzkich wyborów paszkwil.

W 2006 roku mieliśmy już dwa paszkwile. Pierwszy, mniej znany, atakował burmistrza Jana Nosewicza – drugi nie pozostawiał suchej nitki na liderze Platformy Obywatelskiej Włodzimierzu Brodiuku. W porównaniu do ulotki z 2002 roku, ataki na ostródzkich polityków stały się teraz bardziej bezwzględne, dotykały ich rodzin i życia prywatnego. Tak jak poprzednio, nie udało się stwierdzić jednoznacznie, kto za nimi stał, jednak siła ich społecznego oddziaływania wyraźnie wzrosła. W przypadku późniejszego starosty Włodzimierza Brodiuka, atak na jego ukraińskie korzenie okazał się tak skuteczny (kandydat PO odpadł w I turze wyborów burmistrza), że osoby za nim stojące postanowiły powtórzyć go w kolejnej kampanii.

W 2010 roku Włodzimierz Brodiuk znów kandydował na burmistrza, a jego przeciwnicy przedstawiali go w paszkwilach jako wroga Polski, polskości i religii rzymskokatolickiej. Przypisali mu m.in. słowa, że hymn Polski to "tak naprawdę jakaś tam piosenka", fikcyjne hasło "Ostróda bliżej Ukrainy" oraz postulat budowy w Ostródzie nowych bazarów. W ulotce znalazły się też fikcyjne cytaty, w których starosta miał nieudolnie krytykować politykę ówczesnych władz miasta. - To wyraźnie pokazuje, kto stoi za gadzinówką – komentowali na gorąco politycy Platformy, ale i tym razem nikogo nie złapano za rękę.

Dwa ostatnie paszkwile to już najnowsza historia. Pierwszy pojawił się na kilka dni przed zeszłorocznym referendum, drugi przed pierwszą turą przedterminowych wyborów burmistrza. Oba atakowały Olgierda Dąbrowskiego.

Pierwsza z kolportowanych ulotek miała formę listu. Jej rzekomym autorem był sam burmistrz Ostródy, przedstawiający się jako "Olgierdas Dąbrowski", „syn żydowskich kupców”, oszust i łapownik. Z paszkwilanckiego listu mogliśmy dowiedzieć się m.in., że Dąbrowski kradł chryzantemy na cmentarzu, wspólnie z księdzem z Lubajn molestował ministrantów oraz że dzięki oszustwom został zastępcą Jana Nosewicza, a następnie burmistrzem Ostródy. Całość ilustrowały zdjęcia Olgierda Dąbrowskiego oraz fotografia przedstawiająca ortodoksyjnych Żydów.

Drugi, tym razem przedwyborczy paszkwil to już nie ulotka, a cała gazeta! Ośmiostronicowa publikacja była zbiorem artykułów z internetowego blogu, na którym przez całą kampanię referendalno- wyborczą atakowano burmistrza Dąbrowskiego. To właśnie tam zarzucono mu współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa i połączono ze wspomnianą na wstępie śmiercią księdza Popiełuszki.

W sieci nienawiści

Przedwyborcze paszkwile to tylko wisienki na torcie pogardy, którą ostródzianie bywają karmieni w Internecie. Rozwój mediów elektronicznych sprawił, że plucie jadem stało się permanentne i nie ustaje nawet, kiedy w tle nie toczy się już żadna kampania wyborcza.

- Zjawisko nazywane często „mową nienawiści” funkcjonuje na ostródzkich forach od lat, choć dopiero w ostatnim czasie przybrało na sile – mówi dr Tomasz Chyrzyński, językoznawca, autor książki o języku w Internecie. – Wynika to z coraz powszechniejszego dostępu do sieci oraz rosnącej roli lokalnych serwisów informacyjnych, którą zauważają również osoby zaangażowane w życie polityczne miasta. Jak pokazuje przykład ostatniej kampanii, zdarzają się wśród nich i tacy, których jedynym celem jest opluwanie i poniżanie konkurentów. W zeszłym roku najboleśniej odczuł to odwołany burmistrz Olgierd Dąbrowski, ale nie ma chyba w Ostródzie polityka, którego nie obsmarowano by w Internecie.

To prawda, dostało się wszystkim. Cham, idiota, złodziej, prostak, kreatura, menda, karierowicz - to tylko najłagodniejsze z określeń, jakimi w gorącym okresie kampanii referendalno- wyborczej częstowano postaci ostródzkiego życia publicznego. Spośród setek komentarzy w dyskusjach wokół internetowych debat serwisu Nasza Ostróda.pl, co dziesiąty nie nadawał się do publikacji z powodu wulgaryzmów albo nikczemnych pomówień. Co dwudziestym powinna zająć się prokuratura.

„Mieszkam na tzw. Międzylesiu i często widuję pana X jak wychodzi z burdelu” – pisała o jednym z kandydatów „mika”. Albo ten: „Y dorobił się na łapówkach i przekrętach, wiem bo sam mi kiedyś mówił, a teraz to wielkie panisko, nie poznaje dawnych kolegów... Burak, cham i prostak, a do tego złodziej”. Bywało nawet ostrzej: „Z to przykład zwykłego dwulicowego cwaniaka. Po pijaku leje żonę, w domu jest tyranem, ale przy ludziach ta obrzydliwa fałszywa morda zmienia się w uśmiechniętą mordkę (bo nie twarz). Uśmiechnie się sk*** taki a za chwilę nóż w plecy wbije”. Oczywiście żaden z tych komentarzy nie ujrzał światła dziennego. Nasz serwis moderuje wypowiedzi internautów i nie dopuszcza do obrażania osób publicznych, jednak ich autorzy z uporem maniaka pisali je znowu, licząc że może jednak moderator nie zauważy i uda im się kogoś opluć.

- Osoby specjalizujące się w pisaniu napastliwych komentarzy są przekonane, że ich głos ma ogromne znaczenie w politycznej dyskusji o problemach miasta – mówi dr Tomasz Chyrzyński – Prawda jest jednak taka, że większość czytelników nie przywiązuje wagi do opinii wygłaszanych na forach, ograniczając się do przeczytania informacji i ewentualnie udostępnienia jej na portalu społecznościowym. Do tego dochodzi moderowanie komentarzy pod artykułami w największych ostródzkich serwisach. Usunięcie jednoznacznie obraźliwego wpisu umacnia przekonanie frustrata o słuszności jego sądów, a do tego wzmaga poczucie, że media spiskują z władzą, manipulują i ograniczają swobodę wypowiedzi „praworządnym obywatelom”.

Na forach ostródzkich serwisów działa aktywnie co najmniej kilkunastu „praworządnych obywateli”. Wszyscy anonimowi, ukryci za zmieniającymi się pseudonimami, tworzą wrażenie, że ich skrajne opinie podziela więcej osób. Część z nich zakłada własne strony internetowe, blogi, czy profile w serwisach społecznościowych, na których publikują kompromitujące przeciwników materiały – inni ograniczają się do wymiany złośliwości w komentarzach pod artykułami prasowymi. Łączy ich jedno: wszyscy związani są z jakimś środowiskiem politycznym i mają jasno określonych wrogów. Być może czują się jak żołnierze, oddelegowani do walki na odcinku Internetu?

Co dalej?

Pytany o stopień brutalizacji języka debaty publicznej, profesor Jerzy Bralczyk cytuje Stanisława Jerzego Leca: - „Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu” - mówi w dzienniku „Polska The Times”. - Eskalacja zawsze rodzi negatywne zjawiska, także na pewno nie zaryzykowałbym opinii, że doszliśmy do ściany. Język w takich sytuacjach potrafi być bardzo elastyczny.

Niestety, słowa profesora Bralczyka znajdują odbicie również w ostródzkich realiach. Zeszłoroczne referendum i przedterminowe wybory burmistrza rozbudziły negatywne emocje do tego stopnia, że w przyszłości trudno będzie nad nimi zapanować. Dzisiaj obiektem ataków są już nie tylko najważniejsi politycy – burmistrz, starosta, radni – ale także osoby nie pełniące żadnych funkcji publicznych, a tylko kojarzone z określonymi środowiskami. Co gorsza, napastliwe treści przenikają również do mediów głównego nurtu, nastawionych na szybki, kontrowersyjny, przyciągający odbiorców przekaz.

- To poważny problem, bo brutalizacja języka debaty publicznej przekłada się na relacje międzyludzkie – mówi dr Tomasz Chyrzyński – Samorządowcy skrupulatnie czytają lokalne media (na pewno znacznie częściej, niż przedstawiciele innych grup), a przy tym snują domysły, który z przeciwników oczernia ich w komentarzach, wyciąga kompromitujące dokumenty albo robi zdjęcia z ukrycia. Jak w takiej sytuacji można zbudować jakąkolwiek koalicję? Jak współpracować dla dobra miasta, jeżeli podejrzewamy, że ludzie naszego partnera zrobią wszystko, żeby nas oczernić?

Adrian Godlewski, Rozmaitości Ostródzkie 2012.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.