Ziemia "odzyskana". Ostróda po 21 stycznia 1945 roku

Analizy / reportaże
Typography

21 stycznia 1945 roku dobiegła końca historia niemieckiej Ostródy. Kilka miesięcy później, miasto po raz pierwszy w swoich dziejach znalazło się w granicach administracyjnych Polski. Kim byli pierwsi polscy osadnicy, którzy przybyli tu ponad 70 lat temu?

Ostróda (właściwie – Ostród), rok 1945. Do zrujnowanego po wojnie miasta zjeżdżają pierwsi polscy osadnicy. Są wśród nich przesiedleńcy z dalekich Kresów Wschodnich i przybysze z pobliskiego Pomorza, mieszkańcy przeludnionych wsi mazowieckich i rodowici warszawiacy. Bywają lekarze i nauczyciele, częściej rzemieślnicy i kupcy, ale dominuje niewykwalifikowana siła robocza, zwieziona tutaj pospiesznie na rozkaz władzy ludowej. Ludzie uczciwi i szumowiny. Łączy ich jedno – wszyscy są obcy.

W mieście i okolicach żyją jeszcze ostatni z przedwojennych mieszkańców: Niemcy, Mazurzy - wszystko jedno – dla nowoprzybyłych i tak są hitlerowcami. Dyrygujący akcją osiedleńczą komuniści na każdym kroku podkreślają „rdzenną polskość” Prus Wschodnich oraz dziejową sprawiedliwość, jaka dokonuje się po przegnaniu stąd Niemców. Liczą, że garstka autochtonów oraz masy napływające z różnych części zrujnowanej Polski stworzą wkrótce społeczność, która na nowo napisze historię ziem, zwanych odtąd odzyskanymi.

Ale prawdziwa historia jest inna.


Osterode in Ostpreussen

Przez ponad sześćset lat ziemia ostródzka leżała w granicach germańskich tworów państwowych. Mimo, że jej mieszkańcy tworzyli typową dla terenów pogranicza wieloetniczną społeczność, to jednak Niemcy zawsze sprawowali nad nią administracyjną kontrolę. Począwszy od Państwa Zakonnego, aż po III Rzeszę, wpływy mniej lub bardziej dyskryminowanej ludności polskiej ograniczały się do popularyzacji języka, kultury mazurskiej oraz nielicznych przypadków aktywności politycznej. Zanim pod koniec XVIII wieku ukształtowało się współczesne pojęcie narodu, Prusy Wschodnie pozostawały już pod przemożnym wpływem kultury niemieckiej.

W okresie istnienia Państwa Zakonnego, związki z Polską dotyczyły głównie opozycji antykrzyżackiej. W Ostródzie i okolicach działał aktywnie, wrogi wobec władzy w Malborku Związek Pruski, którego czołowym przedstawicielem był chorąży ostródzki Jan Baysen- Bażyński. To właśnie on, poddając Prusy Kazimierzowi Jagiellończykowi, doprowadził do wybuchu wojny trzynastoletniej, w wyniku której Krzyżacy zmuszeni byli przysięgać wierność królowi polskiemu.

O nieco bardziej dynamicznym rozwoju polskości w Prusach można było mówić dopiero po 1525 roku, kiedy ostatni wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego złożył hołd lenny Zygmuntowi Staremu. Od tego czasu, aż do początku XIX wieku, język i kultura polska były naturalnymi elementami ostródzkiego folkloru. Polacy mieli własną szkołę i kościół, a burmistrz musiał uczyć się ich języka. Jeszcze w 1815 roku polskojęzyczna ludność stanowiła prawie połowę mieszkańców Ostródy, jednak postępująca z czasem germanizacja stopniowo ograniczyła jej wpływy. Przeciwko ekspansywnej polityce zniemczania występowali lokalni działacze społeczni. Do najbardziej znanych i wpływowych należeli pastor Gustaw Gizewiusz oraz wydawcy polskiej prasy: Jan Karol Sembrzycki i Karol Edward Salewski, którzy mimo ogromu podejmowanych działań, nie byli w stanie przeciwstawić się naciskom władz pruskich.

Na przełomie XIX i XX wieku Ostróda była już niemal całkowicie zgermanizowana. Zniemczani Polacy - przez pruską administrację nazywani Mazurami - powoli zapominali o swoich korzeniach i, często ze strachu, coraz chętniej deklarowali przynależność do narodu niemieckiego. Od 1901 roku w mieście działał powiatowy oddział hakaty – organizacji zwalczającej wszelkie przejawy polskości na wschodnich rubieżach Cesarstwa Niemieckiego. Kiedy w 1920 roku na Warmii, Mazurach i Powiślu zorganizowano plebiscyt, w którym mieszkańcy mieli określić swoją przynależność państwową, za Polską nie głosował prawie nikt. W samej Ostródzie, na 8696 oddanych głosów, tylko 17 nie padło na Niemcy.

Ćwierć wieku później Ostróda była już czysto niemieckim miastem. Dojście do władzy nazistów skutecznie wyeliminowało wszelkie przejawy narodowej odrębności, a działalność organizacji takich jak Związek Niemiecki Wschód, odstraszyła ludność mazurską od przyznawania się do polskich korzeni. Kiedy w połowie stycznia 1945 roku potęga III Rzeszy chyliła się ku upadkowi, a oddziały armii sowieckiej stały u granic Ostródy, żaden z pozostających w mieście obywateli niemieckich nie mógł czuć się bezpieczny. Zarządzono ewakuację - kto nie uciekał, musiał liczyć na łaskę zdobywców.

Ci postanowili, że Ostróda, podobnie jak większość Prus Wschodnich, zostanie przyłączona do Polski. Wiosną 1945 roku ruszyła zakrojona na szeroką skalę akcja osadnicza, która doprowadzić miała do całkowitego przeobrażenia stosunków ludnościowych na poniemieckich terenach. Do miasta, w którym wciąż pozostawało około 2 tysięcy niemieckich mieszkańców, przybywali kolejni przesiedleńcy z różnych stron Polski. W historii Ostródy rozpoczął się nowy rozdział.
Za chwilę miało tu dojść do zderzenia kultur.

Autochtoni i przybysze

Pierwsi powojenni mieszkańcy Ostródy tworzą wyjątkowo zróżnicowaną strukturę społeczną. Oprócz najbardziej widocznego podziału na autochtonów i osadników, ujawniają się wewnątrzgrupowe kontrasty, wyznaczane przez język, religię i miejsce pochodzenia. Pośród dymiących ruin zabytkowego miasta, spotykają się Polacy i Niemcy, Mazurzy i Warmiacy, repatrianci z Kresów Wschodnich i dobrowolni osadnicy z Polski centralnej, katolicy, ewangelicy i prawosławni, przedstawiciele odmiennych kultur, tradycji i obyczajów. Doświadczeni miesiącami sowieckiej okupacji miejscowi obawiają się teraz przymusowych wysiedleń, nowi mieszkańcy - powrotu dawnych panów tych ziem. Towarzyszący poczuciu wyobcowania strach podsyca wszechobecną nieufność.
W takich warunkach nie trudno o konflikt.

Stanowiąca coraz mniejszy odsetek ogółu mieszkańców Ostródy ludność autochtoniczna poszukuje własnej tożsamości. Z jednej strony, żeby pozostać w rodzinnych stronach, dotychczasowi obywatele niemieccy muszą wykazywać związki z Rzeczpospolitą, z drugiej, nawet Mazurzy - potomkowie dawnych polskich osadników – w większości nie odczuwają już więzi z krajem przodków. Ci, którym udało się uniknąć przymusowego wysiedlenia w październiku 1945 roku, spotykają się z nietolerancją i ostracyzmem. Uważani powszechnie za Niemców, nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Miejscowi to przeważnie niemieckojęzyczna ludność wyznania luterańskiego –kobiety, dzieci i starcy, którzy w oczekiwaniu na wcielonych do armii członków rodziny, postanowili nie emigrować na Zachód. Wielu z nich ma polskie korzenie, jednak mało kogo cieszy nowe osadnictwo. Utrwalone latami nazistowskiej propagandy stereotypy sprawiają, że niektórzy z autochtonów wciąż myślą o Polakach jako narodzie prymitywnym, znajdującym się na niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego. Przekonanie to umacniają przypadki napaści, grabieży i samowolnych eksmisji. Chociaż stanowią one ledwie margines, to fatalnie zniekształcają wizerunek nowych osadników.



Wśród Polaków dominują dwie, zasadniczo odmienne grupy ludności – byli mieszkańcy Mazowsza i Polski centralnej oraz repatrianci z zajętych przez Związek Radziecki Kresów Wschodnich. Członkowie pierwszej osiedlają się tutaj dobrowolnie. To głównie młode, pozbawione dobytku małżeństwa, które nie widząc dla siebie przyszłości w zrujnowanej ojczyźnie, postanowiły rozpocząć nowe życie na „ziemiach odzyskanych”. Poza ogólnie pojętym miejscem pochodzenia, zbiorowość ową spajają wspólne obyczaje i przeżycia. Dramatyczne doświadczenia wojenne i głęboko zakorzeniona niechęć do Niemców wykluczają bliskie kontakty z autochtonami. Osadnicy są przekonani, że po latach germańskiej okupacji, to właśnie oni powinni przejmować kontrolę nad dawnymi Prusami Wschodnimi. Część z nich aktywnie angażuje się w politykę. Wielu to funkcjonariusze milicji i Urzędu Bezpieczeństwa.

Zupełnie inną zbiorowość tworzą przesiedleńcy z Kresów Wschodnich. Od 1944 roku, na mocy porozumień jałtańskich, są oni zmuszani (oficjalnie – „namawiani”) do opuszczenia domów na Litwie, Białorusi i Ukrainie, a następnie przewożeni na ziemie przyłączone do Rzeczypospolitej, gdzie tworzą hermetyczne społeczności. To najczęściej wielopokoleniowe rodziny, czasem nawet całe wspólnoty lokalne, które w nadziei na rychły powrót, zamieszkują blisko siebie i starają się nie zapuszczać tutaj korzeni. W zamkniętych enklawach pielęgnują swoją tradycję i obyczaje. Kulturowa odrębność naraża ich na niezrozumienie i drwiny ze strony przedstawicieli pozostałych grup etnicznych, a przywiązanie do ojczystych stron znacznie utrudnia identyfikację z nowym otoczeniem.
Podobne problemy dotyczą zresztą wszystkich ówczesnych mieszkańców miasta.

Pierwsze powojenne pokolenie ostródzian nie odczuwa jeszcze więzi z nowym miejscem zamieszkania. Tym bardziej nie buduje wspólnej tożsamości lokalnej. Chociaż priorytetem nowo powstałej administracji Okręgu Mazurskiego jest maksymalnie najgłębsza asymilacja miejscowych i przyjezdnych, rzeczywistość zdaje się zmierzać w odwrotnym kierunku. Poszczególne grupy etniczne zamykają się w szczelnych enklawach, a wciąż nienaruszalne więzi – czy to z dawnym miejscem zamieszkania, czy dotychczas dominującą kulturą – jeszcze długo będą budować ich relacje z otoczeniem.

Charakterystyczne dla zderzenia kultur poczucie wyobcowania ustąpi dopiero w kolejnym pokoleniu. Różnice pomiędzy poszczególnymi grupami etnicznymi będą się sukcesywnie zacierać, by po kilkunastu latach mogło dokonać się zjawisko amalgamacji, czyli wymieszania grup etnicznych, spowodowane zawieraniem międzygrupowych małżeństw. Dopiero generacja dzieci powojennych ostródzian stworzy tutaj społeczność lokalną. Zanikną podziały na Polaków i autochtonów, Kurpiów i Wilniuków – powstanie jednolita struktura, a o zderzeniu kultur przypominać będą tylko - często nieuświadomione – symbole i artefakty. Zanim to jednak nastąpi, w Ostródzie pojawią się jeszcze rodziny ukraińskie, przesiedlone w ramach akcji „Wisła”, oraz – w późniejszym okresie – Romowie, których komunistyczne władze skłonią do „przejścia na tory produktywnego życia osiadłego”. Dopełnią oni kulturowego tygla, by w końcu wtopić się w zastygającą strukturę społeczności lokalnej.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.