Adolf Wenzel wspomina, że tę legendę opowiedział mu nocny dozorca, który pilnował cegielni w Zatoce. Również starsi mieszkańcy Miłomłyna znali dobrze opowieść, bo matka Adolfa wielokroć mu o niej mówiła, gdy był jeszcze dzieckiem.

Pewnego dnia rybak, mieszkający nad brzegiem jeziora wypłynął razem ze swoim synem na połów. Martwili się bardzo, bo ostatnio wydawało się im złowić zaledwie parę rybek; to nie wystarczało do wyżywienia licznej rodziny, a co dopiero mówić o sprzedaży i zarobku... O tym mówili, gdy ich łódź dopływała do skały wystającej z wody. Tam zarzucili sieci, ale wyciągali je prawie puste. Znów niepowodzenie... Nagle usłyszeli cichy śmiech, jakby ktoś naigrawał się z ich kłopotów. Zdumieni raz oglądali się dookoła... Na skale siedziała przepiękna pół kobieta, pół ryba, wiatr rozwiewał jej jasne włosy, a oczy płonęły dziwnym blaskiem. Rzucili się do wioseł chcąc do nie dopłynąć, ale rusałka błyskawicznie skoczyła do wody i znikła.

Jak wygląda? Jest niewielki, jak dziecko, co to jeszcze nie chodzi do szkoły. Ale ma nastroszoną diabelską brodę, na głowie czerwoną czapkę z frędzelkami i mieszka głęboko, głęboko pod jeziorem naprzeciwko Koziej Góry, która się kiedyś nazywała Ziegenberg albo Schönhausen. Słychać tam, jak Topnik woła różnymi głosami: cicho albo głośno i wtedy trzeba bardzo uważać, bo on koniecznie potrzebuje ofiary. Chce kogoś wciągnąć pod wodę, mężczyznę, kobietę albo dzieciaka. Prawie co roku  mu się udaje taka sztuka. Topnik jest strasznie sprytny i przebiegły. Czyha w gęstych trzcinach, gdzie bagnisty brzeg. Kto się tam nieostrożnie zbliży, zapada coraz głębiej, trzcina go nie puszcza, oplątuje nogi i Topnik już go ma! Wciąga w głąb i już po człowieku.

Zima trwała w najlepsze. Mroźna, długa i śnieżna. Drogi zawiało tak dokładnie, że ani pomyśleć o tym, aby ruszyć saniami ze wsi. Dlatego w idzbarskiej karczmie koczowało kilku chłopów, którzy zaskoczeni śnieżycą w drodze, nie mogli wrócić do swoich domów. Psa by szkoda na dwór wyrzucić w taką pogodę, a co dopiero konia z saniami! Po prostu trzeba przeczekać. Kiedyś to się przecież skończy...

Więcej artykułów…

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.