Jost, wieczny tułacz

Legendy
Typography

W zakamarkach pamięci dawnych ostródzian zachowała się opowieść o pewnym wyrobniku imieniem Jost, który mieszkał niedaleko Ostródy, w dawnym krzyżackim majątku Symsy (dzisiejsze Marciniaki). Jego dom stał na północ od folwarku, w cieniu niewielkiego bukowego lasu. Historia działa się na początku XVII wieku, w czasach kiedy ostródzianom żyło się raz gorzej, raz lepiej. Ot, żyli z dnia na dzień, często o zmierzchu topiąc smutki w kuflu niezbyt wyszukanego ostródzkiego piwa zwanego Dünebacken, czyli cienkusz.

Tak zwykł czynić i Jost. Po skończonym dniu pracy schodził w dolinę i wędrował do karczmy nad jeziorem Sajmino. Karczma ta, nazywana Gelbe Krug (pol. Żółta Karczma), stała na południowym brzegu jeziora, tam gdzie do dnia dzisiejszego widoczny jest nasyp dawnej kolei do Olsztynka. Poza folwarcznymi parobkami i wyrobnikami, takimi jak Jost, zbierali się tu także rozmaici łazikowie kochający karty i wędrowni opryszkowie, chcący zbyć swój łup u jednookiego karczmarza, na którego wszyscy wołali Dybel.

Któregoś listopadowego dnia, w podmarzającej już nieco szarudze, Jost jak zwykle poszedł do karczmy. W środku było gwarno i tłoczno, przedwieczorny chłód przygnał do przybytku chyba wszystkich ponurych samotników, chcących zapomnieć o swych troskach. Jost przysiadł z kuflem w kącie izby i sącząc cienkusza błądził wzrokiem po twarzach gości. Jeden z nich, o wyjątkowo kaprawej fizjonomii, podszedł do Josta i zaczepnie go zagaił, jakby szukając powodu do burdy. Jost, z natury spokojny milczek, spuścił wzrok, a potem łagodnie uśmiechnął się do obcego. Chyba podziałało, bo opryszek tylko gęsto smarknął pod nogi Josta i wrócił do swojego towarzystwa. I nie byłoby w tej scence rodzajowej niczego nadzwyczajnego, gdyby nie wydarzenia następnych dni.

Las, na którego skraju mieszkał Jost, sięgał wydłużonym pasem aż za starą krzyżacką drogę do Ostródy i kończył się na południowo-wschodniej skarpie doliny jeziora Sajmino. Tam, wśród rzadkiego grabowego zagajnika, czerniała miejska szubienica. Ponure to było miejsce, omijane z daleka przez wszystkich wędrowców. Także Jost, choć bliżej by mu było chodzić do karczmy przez las, nadkładał prawie dwa kilometry, żeby z dala omijać szubieniczne wzgórze.

Kolejnego listopadowego wieczora, osuszywszy kilka kufli, Jost opuścił zadymione acz przyjemnie ciepłe wnętrze karczmy. Przystanął na chwilę, żeby opróżnić pęcherz i w błogim rozmarzeniu spojrzał w niebo. Było wyjątkowo bezchmurnie, przymrozek mocno oszrenił wyschnięte badyle ostów na poboczu drogi. W błogostan Josta wdarł sie nagle obcy dźwięk, coś jakby zduszony jęk, a potem głuche stłumione wycie. Jost skulił się w sobie i ruszył w kierunku, z którego dochodziły dziwne odgłosy. Na środku piaszczystego traktu zobaczył leżące ciała kobiety i mężczyzny, nad którymi pochylały się cztery czarne sylwetki. W blasku księżyca błyskały raz za razem ostrza tasaków, którymi oprawcy ćwiartowali swe ofiary. Jost zachłysnął się głośno z przerażenia i w tej samej chwili jeden z napastników odwrócił w jego stronę głowę. Młody wyrobnik od razu rozpoznał kaprawą fizjonomię gościa z Żółtej Karczmy, który zaczepił go nie dalej jak wczoraj. Przekrwione białka oczu błyskały z wykrzywionej wściekłym grymasem, zbryzganej krwią ofiar twarzy. Bandyta ryknął i wymachując tasakiem ruszył biegiem w kierunku Josta. Ten ocknął się nagle z odrętwienia i popędził w kierunku szubienicznego wzgórza, by schronić się wśród drzew. Pędził szaleńczo, nie zauważył nawet, że opryszek po kilkunastu krokach zaniechał pogoni i wrócił do swych kamratów, by kontynuować krwawą jatkę.

Jost przetrwał w zaroślach do pierwszych oznak świtu, po czym z duszą na ramieniu postanowił wrócić do domu przez las, przez szubieniczne wzgórze. Pomyślał, że po tym, co spotkało go poprzedniego wieczora, prawowite miejsce kaźni nie może być niczym strasznym. W końcu wdrapał się na szczyt skarpy i zdyszany uniósł głowę, chcąc złapać głębszy oddech. I z tym oddechem w gardle zamarł. Oto stał przed majestatem miejskiej szubienicy, na której wisiały ciała czterech skazańców... A z wysokości stryczka patrzyła na niego twarz oprawcy z Żółtej Karczmy. Wisielec podniósł ramię i głośno rechocząc wskazał na Josta swym zakrwawionym paluchem. Jost zawył i pomknął na oślep przed siebie. Włóczył się przez kilka dni po okolicy, nocując w leśnej szopie i nie mogąc odnaleźć drogi do domu. Kilka dni potem, prawie zamarzniętego na śmierć, znalazła go stara zielarka. Niedługo potem Jost zmarł nie odzyskawszy zdrowych zmysłów. Wiedźma pochowała go w małej dolinie nad Drwęcą, a nad grobem posadziła krzew głogu, żeby bronił spokoju zmarłego...

Niedługo potem goście Żółtej Karczmy zaczęli opowiadać, że po zmroku na starym trakcie do Olsztynka pojawia się zawsze jasna postać młodego mężczyzny, który przechadza się w poprzek drogi, czasem przystaje na jej skraju i bacznie spogląda najpierw w kierunku karczmy, a potem w stronę szubienicznego wzgórza. Nikt nie znał jego imienia, a kiedy ktoś do niego zagadał, w odpowiedzi uśmiechał się łagodnie i rozpływał w powietrzu jak wieczorna mgła.

Wiele lat potem, po wojnach szwedzkich chyba, w okolicy Ostródy pojawiła się opowieść o strasznym zbóju nazywanym Kuginn, który zawisł na ostródzkiej szubienicy, ale i po śmierci mordował podróżnych na trakcie olsztyneckim. Podobno mordy ustały od czasu, gdy duch młodego Josta podjął stróżę na drodze...

Szubienicy, którą ostródzianie nazywali Vischalken, od wieków już nie ma. Znajdowała się na wzgórzu tuż nad budynkiem hali Expo Areny, na krańcu ulicy Grunwaldzkiej. W XIX wieku lasek, który przez stulecia straszył ponurą sławą golgoty, stał się chętnie odwiedzanym przez ostródzian miejscem spacerowym. Ciekawe, czy spacerowicze wiedzieli, że nazwa tego parkowego lasku – Kuginnenwäldchen – to pamiątka po straszliwy zbóju.

A Jost...? Podobno można go czasem spotkać w okolicy ślimaka przy zjeździe na trasę S7, szczególnie po tym, jak wydarzy się tam jakiś wypadek komunikacyjny...

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.