Czarny Zamek nad Czarnym Jeziorem

Legendy
Typography

Długie zatoki Jeziora Drwęckiego wrzynają się głęboko w gęste lasy, które swoimi ramionami ujmują Ostródę z trzech stron. Ten, kto przepłynie jezioro żaglówką lub zimą przemierzy je na łyżwach aż do leśniczówki za mostem, wnet może znaleźć się w pięknym wysokopiennym lesie urodziwych sosen, buków i jodeł. Jeśli nasz wędrowiec uda się na północny wschód, już po 20 minutach dotrze do małego, prawie okrągłego leśnego jeziorka, przebłyskującego spomiędzy potężnych pni sosen. Wszędzie tu rozciąga się dywan bujnie rozkrzewionych wrzosów. Lustro jeziora robi wielkie wrażenie, jest prawie czarne i lśni niczym wypolerowana stal. Gęsty las, wiotkie, delikatne trzciny, wysokie leszczynowe zarośla chronią jezioro przed podmuchami wiatru i wygląda to wszystko jak rzęsy czarnego oka, które spokojnie, z niewzruszonym smutkiem patrzy w niebo. Co ciekawe, brzegi jeziora nigdzie nie są zabagnione, wrzosy rozrosły się więc prawie aż do lustra wody. Cisza tego jeziora, przez które tylko czasem przepłynie samotna łyska lub para nurów, jest tak doskonała, wręcz niesamowita, że nawet najbardziej rozgadane grupy wędrowców, jeśli znajdą się tu przypadkiem, milkną zaskoczone widokiem Czarnego. Tak, Czarne Jezioro ma swoją tajemnicę.

Przed wieloma laty, na miejscu, które obecnie zajmuje jezioro, wznosiło się okazałe, strome wzgórze. Pewnego razu przybył tu potężny czarownik ze swoją piękną córką Eryką i postanowił na tym wzniesieniu zbudować zamek, potężny, nie do zdobycia, zamek wyciosany z jednej bryły czarnego diamentu! Tak, czarownik tego dokonał, ale przy pomocy złych duchów, demonów, które zamienił w swoich niewolników. Aby ustrzec się ich zemsty, dla własnego bezpieczeństwa najstarszego z tych demonów zamienił w smoka i umieścił w bagnisku, po drugiej stronie jeziora. Gdzie było tamto bagno? Ano prawie w tym miejscu, gdzie dziś przebiega ulica Stapińskiego ale bliżej dawnego kościoła farnego...

Ten zły demon, zamieniony w smoka zdołał podstępnie do zaklęcia czarnoksiężnika włączyć pewną klauzulę czyli warunek, o którym władca diamentowego zamku nie wiedział. Otóż ta klauzula polegała na tym, że diamentowy zamek tak długo zachowa swoją trwałość, dopóki smok będzie mógł bezkarnie każdego, co się zbliży do bagniska, wciągnąć w głąb, obojętnie czy to trafią się zwierzęta czy ludzie; pasterze, chłopi, dzieci i kobiety.

I tak upływały lata, setki lat. Aż tu pewnego dnia pojawił się w lesie piękny rycerz na śnieżnobiałym rumaku, a zbroja rycerza srebrem lśniła. Przybył w te strony, aby zabić straszliwego smoka. I właśnie Eryka spotkała tego rycerza w lesie. Zaprowadziła go do ojcowskiego czarnego zamku z diamentów. Czarownik bardzo się uradował, gdy rycerz wyjawił mu cel swego przybycia; gościa przyjął serdecznie, bo już wyobraził sobie, jak jego śmiertelny wróg, czyli smok ginie przebity lancą lub mieczem walecznego rycerza. Następnego ranka Eryka odprowadziła miłego jej gościa na brzeg Jeziora Drwęckiego. Rycerz wraz ze swoim rumakiem odpłynął łodzią z białymi żaglami na spotkanie ze smokiem. Eryka nie wróciła do zamku, nadsłuchiwała odgłosów z tamtej strony jeziora.

Najpierw było całkiem cicho, ale wkrótce potem dały się słyszeć odgłosy walki, a więc dźwięki miecza, wściekłe ryki smoka, okrzyki rycerza, aż wreszcie rozległo się przeraźliwe wycie tego potwora, które pozwalało domyśleć się, że okropne straszydło już zostało pokonane, że rycerz w tej walce zwyciężył. Tak rzeczywiście się stało. Zwłoki smoka rycerz deptał tak długo i tak silnie, aż się całkowicie pogrążyły w głębi bagna. W tym samym momencie rozległ się straszny łoskot towarzyszący trzęsieniu ziemi, bo dumny, czarny, diamentowy zamek razem z czarnoksiężnikiem zapadł się pod ziemię, a w tym miejscu, gdzie przedtem stał, rozlało swoje wody ciemne jezioro. Eryki oczywiście nie było w pobliżu, stała nad brzegiem jeziora i nie widziała, jak łono ziemi otwarło się, by pochłonąć zamek. Ale i ona zmieniła swą postać. Stała się maleńką roślinką o pięknych drobnych kwiatuszkach, które my tak bardzo lubimy i nazywamy ją albo po niemiecku „erika” albo po polsku – wrzos. Rozrosła się ta roślinka wokół całego Jeziora Czarnego i stąd ruszyła w świat, we wszystkie jego strony, by szukać owego pięknego rycerza na śnieżnobiałym koniu, bo ten rycerz zabrał jej serce i po bitwie nie wrócił.

Jednakże ten przeklęty warunek, ta klauzula smoka w zaklęciu czarownika działać miała jeszcze bardzo długo. Rzecz w tym, że zabity smok zatruł całe bagno a także Ostródę, która tu na wyspie utworzonej przez rzekę Drwęcę została zbudowana. Smród tego bagna był okropny, zatruwał powietrze, ludzie po prostu chorowali, niektórzy nawet umierali zatruci. Ilekroć jakiś człowiek z tego powodu umierał, tyle razy przy następnej pełni księżyca wynurzał się spod wody diamentowy zamek, a Eryka znów stawała się piękną dziewczyną. To cudowne zjawisko trwało tylko godzinę.

W końcu ostródzianie postanowili całe to bagnisko zasypać. Długo trwała praca, całe 60 lat, ale od tej pory smok był już całkowicie nieszkodliwy. Zamek też już się nie wynurzał, a Eryka została na zawsze tą śliczną, szlachetną roślinką, którą wszyscy się zachwycają.

Historię walki mężnego rycerza upamiętnia herb naszego miasta; są na nim i rycerz i rumak, i zwyciężony smok. Nie tylko herb miasta świadczy o tamtych dawnych wydarzeniach. W Czarnym Jeziorze rośnie też bardzo mała, niepozorna roślinka, pamiątka czasów tak odległych, że ich najstarsi ludzie nie pamiętają, nawet żadne kroniki ich nie zapisały… To bardzo, bardzo cenna roślina, nie ma jej w innych jeziorach, rośnie tylko tutaj w wodzie. Nazywa się poryblin jeziorny. Nie próbuj jej szukać, ani broń Boże zrywać! Jest pod ochroną jako unikat z bardzo dawnej przeszłości. Nawet nie zbliżaj się do brzegów jeziora. Ostrzegam. Tam jest dużo żmij. One pilnują, aby poryblinowi nie stała się krzywda. Są jadowite. Ich jad to bardzo groźna trucizna. Wbije ci żmija swoje zęby w nogę, gdy staniesz przy brzegu jeziora i będzie kłopot. A po co ci to? Zostaw poryblin w spokoju. Niech sobie rośnie w ciemnej wodzie.

Wokół jeziora rosną także wspaniałe czarne jagody. Nie zrywaj ich! Skoro tylko ktoś zbliży się do brzegów jeziora, natychmiast Wężowy Król gwiżdże na swojej srebrnej piszczałce i z całego lasu, a nawet z wyspy śpieszą mu na pomoc wszystkie węże i żmije, aby przegonić nieproszonego gościa znad Jeziora Czarnego.

***
Czy na wyspie okolonej ramionami Drwęcy mieszkali przed przybyciem Krzyżaków jacyś ludzie, nic nam jeszcze nie wiadomo. Krzyżacy niewątpliwie to miejsce wybrali na swoje siedlisko ze względów bezpieczeństwa. Wokół mieli bowiem swoje osady i twierdze pogańscy Sasinowie, więc z pewnością wrogo nastawieni do obcych przybyszów. Nowe, powstałe na wyspie miasto otrzymało nazwę niemiecką, przeniesioną z Saksonii, skąd pochodził założyciel miasta Luder z Brunszwiku. Po raz pierwszy nazwa miasta pojawiła się w dokumentach już w 1332 roku jako Osterrode czyli wschodnie karczowisko. Aby odróżnić od siebie nazwy dwóch miast, w niemieckich dokumentach spotykamy określenie Osterode am Harz oraz Osterode in Ostpreussen. Tuż po II wojnie światowej przez krótki czas nasze miasto nazywało się Ostród, ale szybko z tej formy męskiej zrezygnowano, niemniej została w dokumentach i pamięci najstarszych mieszkańców, przybyłych tu w 1945 roku.


***
Warto wiedzieć, że poryblin jeziorny noszący łacińską nazwę Isoëtes lacustris należy do gromady widłaków, których wymarłe gatunki osiągały w zamierzchłej przeszłości ogromne rozmiary. Żyjący współcześnie przedstawiciel tej gromady, nasz poryblin jest rośliną niezbyt okazałą. Ma około 3 cm wysokości, listki ciemnozielone skierowane ku górze. Należy do rzadkich roślin flory polskiej, występuje w 122 jeziorach Lubelszczyzny, Pomorza oraz w górach. Na Pojezierzu Mazurskim znaleźć go można tylko w 3 jeziorach. Dlatego podlega ścisłej ochronie gatunkowej. Jest rośliną kapryśną, bardzo wymagającą, rośnie na dnie jezior oligotroficznych, czyli takich, które charakteryzują się obfitym natlenieniem, skąpymi osadami organicznymi, małą ilością organizmów roślinnych i zwierzęcych. Jeziora oligotroficzne to jeszcze młodociane stadium rozwoju akwenu, dużego, głębokiego o chłodnej wodzie.
Takie idealne warunki zapewnia poryblinowi Jezioro Czarne, zwane także w mowie potocznej Ukliniak lub Kliniak. Ta nazwa pochodzi od ryby, która zwie się ukleja, ale nie wszyscy językoznawcy zgadzają się z tym tłumaczeniem.

Legendy i opowieści ziemi ostródzkiej, OSK Sasinia 2010.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.