W szczękach bestii

Opowieści
Typography

Wydarzenia, o których rozpisywała się nazistowska prasa w całych Niemczech, rozegrały się na początku lipca 1940 roku w lesie Skapen, w pobliżu ujścia Kanału Oberlandzkiego (obecnie Elbląskiego) do Jeziora Drwęckiego. Swój początek miały trzy tygodnie wcześniej pod Miłomłynem, gdzie na śródleśnej drodze w okolicach Bieberswalde (dzisiejsza Liwa) oddział motocyklistów SS zatrzymał niewielki tabor litewskich Cyganów. W dwóch klatkach na wozach podróżowały z nimi trzy tresowane w słynnej akademii smorgońskiej niedźwiedzie. W jednej dwie młode samice, w drugiej wielki, prawie czterystukilogramowy samiec. Po „rutynowym” w przypadku skundlonych rasowo Ariów, za jakich mieli Cyganów niemieccy teoretycy rasizmu, przeszukaniu i wybebeszeniu wozów, skatowaniu mężczyzn i upokorzeniu kobiet, dowódca oddziału zarządził pokaz dla swoich żołnierzy. Pod lufami szmajserów kazał muzykom grać, a Cygankom tańczyć razem z niedźwiedziami. W końcu, znudzony, rozkazał zabić zwierzęta, a ludzi związać i wrzucić na wozy. SS-mani otworzyli ogień. Obie niedźwiedzice przeszyte kulami padły na miejscu, ale samiec, niegroźnie tylko ranny w kark, zdołał uciec do lasu.

To był czwarty dzień ich kajakowego spływu po Kanale Oberlandzkim. Po nocy spędzonej w leśniczówce Gruenort przy Śluzie Zielonej, tuż przed południem powiosłowali w kierunku Ostródy. Dwa kilometry przed leśniczówką Skapenwald złapał ich deszcz. Przez prawie dwie godziny płynęli w nieustającej ulewie. Kiedy w końcu późnym popołudniem wyszło słońce, byli tak przemoczeni i zmęczeni, że postanowili poszukać miejsca na biwak.

Kaspar Zimmer, ukochany syn działacza ze ścisłego kierownictwa gdańskiego oddziału NSDAP, był tegorocznym absolwentem Medizinische Akademie in Danzig, uczelni na wskroś ideologicznej, przesiąkniętej duchem nazizmu. To w jej laboratoriach kierownik Instytutu Chemii, prof. Rudolf Spanner, przeprowadzał pierwsze eksperymenty z produkcją mydła z ludzkiego tłuszczu. Studenci Akademii obowiązkowo uczestniczyć musieli w wykładach z higieny rasowej, podczas których dowodzono wyższości rasy aryjskiej i konieczności eliminowania osobników z chorobami dziedzicznymi, w celu uniemożliwienia ich reprodukcji.

Kaspar, aktywny działacz Narodowosocjalistycznego Niemieckiego Zrzeszenia Studentów, przedtem członek Hitlerjugend, wyglądał jak postać z goebbelsowskich plakatów propagandowych: wysoki, atletycznie zbudowany niebieskooki blondyn, uczelniany mistrz w pływaniu. Wraz z dyplomem ukończenia studiów otrzymał powołanie w szeregi Wehrmachtu, z czego był niesłychanie dumny. W jednostce miał stawić się za dwa tygodnie.

Heidi Schreiner, szczupła ale umięśniona, ładna blondynka, członkini kadry narodowej Niemiec w kajakarstwie, pracowała jako instrumentariuszka na Oddziale Chirurgii Urazowej gdańskiej kliniki. Tam poznała Kaspara, który w klinice odbywał praktyki studenckie i wkrótce stali się nierozłączną parą. Ostatnie dni przed wcieleniem Kaspara do wojska postanowili spędzić razem na kajakowej wyprawie po Kanale Oberlandzkim.

W pewnej chwili dostrzegli bindugę, miejsce gdzie składuje się drewno i zbija tratwy przeznaczone do spławu i tam skierowali swój kajak. Rozglądając się po obozowisku drwali dostrzegli niewielki, zbity z okorowanych pali szałas. Zatrzymała się w nim na nocleg para turystów z centralnych Niemiec, która zaprosiła ich pod dach. Ale młodzi woleli rozbić namiot. W szałasie zostawili jedynie swoje marynarskie worki z konserwami, apteczką i częścią odzieży. Po wspólnej kolacji z nowymi sąsiadami, zakrapianej obficie sznapsem, wyczerpani ale w świetnych humorach poszli spać.

Około siódmej rano, kiedy zajmująca szałas para dawno opuściła obóz, Heidi i Kaspar jeszcze spali. Obudzili się słysząc głośne sapanie i odgłosy węszenia. O ich namiot otarło się coś wielkiego.

Kaspar ostrożnie rozsunął sznurowane wejście i wyjrzał na zewnątrz. Tuż przed sobą zobaczył szeroko rozwarty pysk, pełen ostrych zębów.

- Heilige Scheisse! Niedźwiedź! Skąd tutaj wziął się pieprzony niedźwiedź – krzyknął do Heidi.

Chcąc spłoszyć zwierzę zaczęli gwizdać na palcach i głośno krzyczeć. Kiedy po chwili ucichli, słyszeli jedynie własne nierówne oddechy. Czyżby odszedł? Nagle potężna łapa rozerwała płachtę namiotu.

- Kładź się, szybko – krzyknął Kaspar. Przycisnął Heidi do brezentowej podłogi i narzucił na nią materac z gąbki. Sam chciał schować się pod drugi, ale nie zdążył. Namiot zawalił się, a niedźwiedź zaatakował, przeorując pazurami jego plecy i nogi. Następnie, przytrzymując go łapą, zaczął wyszarpywać zębami kawałki ciała z lewego pośladka i biodra Kaspara. Schowana pod materacem Heidi mogła jedynie bezradnie słuchać jego rozdzierającego, nieludzkiego krzyku.

- Heidi, ratuj, zrób coś do cholery! O Jezu, on mnie zabije, pożre! Mamoooo!

W miarę, jak niedźwiedź coraz zacieklej atakował, umysł Kaspara pod wpływem szoku zaczął dystansować się od tego, co się działo. On, od niedawna lekarz, analizował swoje rany tak, jakby dotyczyło to kogoś innego. - Mam chyba uszkodzony nerw kulszowy – pomyślał, kiedy po kolejnym ukąszeniu i ostrym paroksyzmie bólu, stracił nagle czucie w lewej nodze.

Heidi, korzystając z tego, że niedźwiedź  pochłonięty jest rozszarpywaniem Kaspara, wypełzła z namiotu i rzuciła się biegiem do odległego o 10 metrów szałasu.

Kaspar pogodził się z tym, że musi umrzeć. Ale niedźwiedź wcale nie zamierzał go zabijać. Wyszarpywał tylko i pożerał kawałki mięsa z jego biodra i pośladka. Kaspar modlił się o szybką śmierć, ale wiedział, że bestia może go jeszcze długo masakrować, dopóki nie rozerwie tętnic i nie spowoduje śmierci z wykrwawienia.

Miotając się wysunął głowę spod brezentu. Niedźwiedź natychmiast zatopił kły w jego skroni. Trzymając głowę Kaspara w zaciśniętych szczękach szarpnął nim do góry, próbując wyciągnąć go z namiotu. Zęby zwierzęcia dosłownie go skalpowały.

Heidi, której serce waliło jak oszalałe, omiotła wzrokiem wnętrze szałasu. Żelazny piecyk, ich marynarskie worki, ułożone w stosik bierwiona, pogrzebacz, kilka pustych butelek, dwie ławy, dwie prycze, stół... Nagle dostrzegła na nim duży tasak z drewnianą rączką. Złapała go i wybiegła na zewnątrz, skąd dobiegało nieludzkie wycie Kaspara.

Ostrożnie podeszła do niedźwiedzia od tyłu, wzięła zamach i z całej siły uderzyła go tasakiem w łeb. Ogłuszone zwierzę puściło ofiarę i rycząc uciekło do lasu.

Zakrwawiony Kaspar był ledwie przytomny.

- Wstawaj, rusz się! Szybko! On może wrócić! - nagliła Heidi.

- Nie... nie... nie mogę – wymamrotał Kaspar, krztusząc się zalewającą mu oczy i ściekającą do gardła krwią.

Heidi zatknęła tasak za pasek spodni, chwyciła Kaspara za obie ręce i zaczęła ciągnąć go po trawie w stronę szałasu. W środku położyła go na podłodze.

- Kaspar, ocknij się do cholery, co teraz mam robić?

- Apteczka, wyjmij z worka apteczkę – wychrypiał. - I koc. Szybciej, na Boga…

Lekarz Kaspar wiedział, że jeśli nie dopuści do wyziębienia organizmu, ma większe szanse na przeżycie.

- Zostaw te rany na głowie. Zajmij się tamtymi. Są groźniejsze.

Heidi obandażowała mu biodro i pośladek. Ułożyła go na boku, żeby w razie utraty przytomności i torsji nie zadławił się wymiocinami. Kiedy opatuliła go kocem powiedział jej to, o czym już wiedziała. Że musi sama wyruszyć po pomoc. Ale najpierw musi przynieść wody z kanału, żeby Kaspar się nie odwodnił. Otworzyła drzwi i natychmiast zatrzasnęła je z powrotem.

- Wrócił – wyszeptała z pobladłą twarzą. - On wrócił.

Niedźwiedź stał nad powalonym namiotem i lizał zakrwawiony brezent.

- Nie wychodź. Zostań... – wychrypiał zrezygnowany Kaspar, chociaż wiedział, że oznacza to dla niego pewną śmierć.

Ale Heidi w jedną rękę wzięła tasak, w drugą bierwiono spod pieca i wyszła przed drzwi.  Zaczęła krzyczeć, podskakiwać i wymachiwać ramionami. Niedźwiedź, mrucząc gniewnie, wycofał się do lasu. Wtedy dziewczyna rzuciła się pędem do kanału i napełniła wodą metalową bańkę, którą wyjęła z kajaka. Gdy wróciła rozpaliła ogień w brzuchatym piecyku.

- Jeśli znowu wróci, sam będziesz musiał się bronić – powiedziała i wetknęła Kasparowi do ręki tasak.

Ostrożnie uchyliła drzwi i wyjrzała na zewnątrz. Niedźwiedź już tam był. Znowu zaczęła krzyczeć i rzucać w niego kawałkami drewna. Raz jeszcze zwierzę, oglądając się siebie, niechętnie odeszło. Heidi zamknęła drzwi na zamontowaną z zewnątrz zasuwkę, zabezpieczyła je dodatkowo linką, którą wyciągnęła z marynarskiego worka, po czym pobiegła nad kanał, zepchnęła do wody kajak, wskoczyła do niego i powiosłowała w stronę odległej o 6 kilometrów Ostródy.

Po raz pierwszy wiosłowała ciężkim kajakiem sama. Nie zważając na ból pękających na dłoniach pęcherzy, uparcie płynęła przed siebie, głośno wzywając pomocy w nadziei, że zwróci tym uwagę biwakujących być może w pobliżu turystów.

Tymczasem Kaspar to tracił przytomność, to znów ją odzyskiwał. Leżąc w malignie usłyszał w pewnej chwili odgłos drapania. Z wysiłkiem zwrócił głowę ku oknu i jęknął. Niedźwiedź, stojąc na tylnych łapach, drapał pazurami w zabezpieczającą je stalową siatkę. Przyciągnięte zapachem krwi zwierzę znowu wróciło. Kaspar wiedział, że jednym uderzeniem potężnej łapy mogło zerwać siatkę i wtargnąć do środka.

Dźwignął się na nogi. Z tasakiem w ręku zrobił niepewny krok w stronę okna i z jękiem upadł na podłogę. Przenosząc cały ciężar ciała na zdrową nogę podniósł się jeszcze raz. Zebrał resztki sił, wydał z siebie ryk wściekłości i bólu i rzucił się przed siebie. Tasak uderzył w parapet tuż przed rozdziawionym pyskiem bestii.

Zanim zemdlał, Kaspar zdołał jeszcze dostrzec, że niedźwiedź odchodzi. Kiedy się ocknął, z ogromnym wysiłkiem zabezpieczył okiennice. Następnie, wyjąc z bólu i czołgając się po podłodze, przepchnął pod drzwi drewniany stół, po czym znowu padł bez czucia w kałuży krwi.

Heidi nie było już od dwóch godzin.

Mniej więcej w tym samym czasie Heidi dostrzegła z daleka motorówkę straży rybackiej. Zaczęła rozpaczliwie krzyczeć i wymachiwać rękami. W parę chwil później dwaj umundurowani i uzbrojeni fnkcjonariusze, Otto Kunzler i Heinz Pleitz, cumowali jej kajak przy burcie swojej łodzi. Heidi  z płaczem opowiedziała im o Kasparze.

Kunzler i Pleitz nie chcieli wierzyć słowom dziewczyny. Przecież ostatni niedźwiedź zabity został na Mazurach w XVII wieku. Mimo to jednak, pełną mocą silnika, popłynęli do miejsca, które wskazała im Heidi.

Ich łódź, jak zapisał potem w notatce służbowej Pleitz, przybiła do obozowiska o godzinie 11.10, cztery godziny po ataku bestii. Rozglądając się bacznie na boki cała trójka pobiegła ku szałasowi.

- Kaspar, jesteśmy – zawołała Heidi.

Żadnej odpowiedzi.

Strażnicy odblokowali drzwi i z bronią gotową do strzału weszli do środka. Leżący na podłodze Kaspar uniósł na chwilę głowę, a potem znowu zemdlał.

Osiem godzin po ataku niedźwiedzia, Kaspar Zimmer, po przetransportowaniu do Ostródy, opatrzony został w szpitalu garnizonowym. Później, ponieważ był już formalnie żołnierzem Wehrmachtu, przewieziono go wojskową sanitarką go Gdańska. Tam zajęli się nim chirurdzy z Akademii Medycznej. Uratowali mu życie, ale było to jedyne co mogli zrobić.

Propagandyści III Rzeszy, którzy początkowo planowali wykreować Kaspara na symbol  narodowosocjalistycznego nadczłowieka, który nawet z litewskim niedźwiedziem da sobie radę, szybko z tych planów zrezygnowali.

 Jąkający się, jeżdżący na wózku inwalidzkim i śliniący się maszkaron z łysą, poharataną głową, do takich celów się nie nadawał. Rodzice załatwili mu miejsce w sanatorium dla weteranów w Wogezach. Po wyzwoleniu Francji przez aliantów, słuch o nim zaginął.

Haidi tylko raz odwiedziła Kaspara w szpitalu. Potem wyjechała do Monachium i nie napisała do niego ani jednego listu. Nie wiadomo jakie były jej dalsze losy.

Dwa dni po masakrze na obozowisku drwali, strażnik leśny Dieter Schultz zastrzelił ośmioletniego niedźwiedzia, który złapał się w sidła w pobliżu szałasu. Był to ostatni, przez kilka tygodni wolno żyjący, niedźwiedź na Mazurach.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.