Wyklęci pod Ostródą: Tak zginął "Żelazny"

Opowieści
Typography

Wtorek, 11 czerwca 1946, opuszczone zabudowania gospodarcze 2 km od szosy sztumskiej. Partyzanci 5 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej od kilku godzin ukrywają się w parterowym budynku, obserwując ze strychu wzmożony ruch ciężarówek z wojskiem i milicją. Półprzytomny podporucznik Zdzisław Badocha „Żelazny” majaczy w gorączce. Sanitariuszka Danuta Siedzikówna „Inka” aplikuje mu sulfonamidy i morfinę. Nic więcej nie może zrobić. Rana odniesiona w potyczce pod Tulicami ciągle krwawi i żołnierze bezsilnie patrzą na cierpienia swojego dowódcy.

Po południu Bogdan Obuchowski „Zbyszek” prosi sierżanta Olgierda Christę „Leszka”, który objął komendę nad oddziałem, o zgodę na udanie się po pomoc do odległych o kilka kilometrów Zielenic (obecnie Zielonka). Zarządcą tamtejszego majątku jest Józef Piątek (prawdziwe nazwisko Jan Semka), przesiedleniec z Wileńszczyzny, inspektor Państwowych Nieruchomości Ziemskich na powiaty sztumski i malborski, członek konspiracji wileńskiej, bliski współpracownik „Łupaszki”. W Zielenicach znajduje się zorganizowany przez niego punkt łączności z dowództwem Okręgu.

„Leszek” nie chce puścić Obuchowskiego samego, ale „Zbyszek” przekonuje go, że w pojedynkę łatwiej mu będzie uniknąć patroli. Przebiera się w cywilne ubranie, za paskiem spodni, pod marynarką, ukrywa pistolet. Wraca po kilku godzinach konnym zaprzęgiem z wtajemniczonym woźnicą. Żołnierze starannie wyściełają pojazd sianem, ostrożnie układają na nim „Żelaznego”, przykrywają go końską derką. W skupieniu żegnają dowódcę. Jeszcze nie wiedzą, że widzą go po raz ostatni.

Piątek, 14 czerwca 1946, leśniczówka „Jodłówka”, wczesne popołudnie

Felczer Stanisław Wojdyłło wraz z córką leśniczego Jadwigą pomagają „Żelaznemu” wsiąść do bryczki. Zdzisław Badocha jest bardzo blady, słania się na nogach. Wprawdzie od rana już nie gorączkuje, na obiad zjadł nawet trochę rosołu, lecz wcześniej stracił zbyt dużo krwi. Humor go jednak nie opuszcza. Żartując, umawia się z panną Jadzią „na kawę i kieliszek reńskiego, za kilka miesięcy, w wolnej Polsce”. Wojdyłło wie, że „Żelazny” nie powinien jeszcze wstawać, ani tym bardziej podróżować, musi leżeć i wypoczywać, ale w „Jodłówce” nie ma dobrych warunków do rehabilitacji. Potrzebne są leki i fachowa opieka. Dlatego kontaktuje się z Józefem Piątkiem, a ten poleca przewieźć podporucznika Badochę do pobliskiego Czernina, do majątku zarządzanego przez Ottomara Zielke, przedwojennego działacza kaszubskiego. Zielke, od dawna współpracujący z majorem Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”, stworzył w Czerninie coś na kształt konspiracyjnego sanatorium dla rannych partyzantów, gdzie rekonwalescentami opiekuje się jego siostrzenica Hanna, dyplomowana pielęgniarka. Regularnie majątek odwiedza też „w celach myśliwskich” doktor Antoni Życiecki, Wilnianin, lekarz ze Sztumu.

Wojdyłło osobiście siada na koźle i pogania konia. Ruszają w drogę.

Piątek 28 czerwca 1946, Malbork, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego

Na biurku komendanta od kilku dni leżą nadesłane z Gdańska protokoły przesłuchań Reginy Żelińskiej „Reginy, łączniczki ”5 Brygady jeszcze z czasów partyzantki na Wileńszczyźnie. Aresztowana 20 kwietnia 1946 r. przez WUBP, już podczas pierwszego „spotkania” ze śledczymi, 22 kwietnia, w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, zagrożona pobiciem załamuje się i deklaruje kolaborację z resortem bezpieczeństwa. W toku przesłuchań ujawnia, między innymi, nazwiska współpracujących z 5 Brygadą administratorów majątków ziemskich z okolic Sztumu. W środę 26 czerwca oficer śledczy Czesław Jabłoński, dostarcza komendantowi protokół z przesłuchania niejakiego Baranika, szabrownika i drobnego rzezimieszka, który potwierdza informacje „Reginy” o punktach kontaktowych oddziałów „Łupaszki”, szczególną uwagę zwracając na aktywność Józefa Piątka (Jana Semki) w Zielenicach.

Na wczorajszej odprawie, z udziałem komendanta powiatowego Milicji Obywatelskiej, zapada decyzja o aresztowaniu Piątka. Po dyskusji postanowiono nie powiadamiać o akcji ani WUBP w Gdańsku, ani tym bardziej PUBP w Sztumie, lecz przeprowadzić ją wyłącznie własnymi siłami. Szefowi malborskiej ubecji, z braku wyników zagrożonemu na swoim stanowisku, potrzebny jest każdy sukces, którym mógłby pochwalić się przed zwierzchnikami w województwie. Akurat ta operacja, widziana z perspektywy jego gabinetu, wydaje się bardzo prosta w realizacji, dlatego do jej przeprowadzenia mobilizuje stosunkowo niewielkie siły.

O godzinie 9 w kierunku Zielenic wyruszają dwa samochody. W pierwszym, osobowym willisie, jadą dwaj ubrani po cywilnemu funkcjonariusze PUBP: podporucznik Czesław Jabłoński i starszy sierżant Marian Babiński. Drugi, ciężarowy studebaker, wiezie dwunastu mililicjantów, uzbrojonych w broń automatyczną i granaty.

Marian Babiński do akcji zgłasza się na ochotnika. Były partyzant Armii Krajowej obwodu hrubieszowskiego, wstępuje do UB w 1944 roku. Szybko nawiązuje kontakt ze Stanisławem Ludwikowskim, funkcjonariuszem resortu bezpieczeństwa z Rzeszowa, od listopada 1944 roku współpracującym z miejscową komórką WiN. Ich łączniczką z podziemiem jest Katarzyna Fuglewicz „Jadwiga”. To jej przekazują informacje o planowanych obławach, szczególnie gorliwych ubekach, losie aresztowanych osób. Dostarczają też plany siedzib bezpieki i okolicznych więzień. W styczniu 1945 roku „Jadwiga” aranżuje spotkanie obu z Mieczysławem Kawalcem „Żbikiem”, ówczesnym komendantem obwodu AK w Rzeszowie (aresztowany 1 lutego 1948 roku osobiście przez osławionego Józefa Światłę, po okrutnym śledztwie zamordowany wraz z całym sztabem IV Zarządu WiN w marcu 1951 roku). „Żbik” odbiera od nich przysięgę i nadaje pseudonimy: Babińskiemu „97”, Ludwikowskiemu „98”. W lutym 1946 roku Babiński zostaje skierowany do szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, skąd po dwóch miesiącach otrzymuje przydział do Malborka. Wyjazd do Zielenic jest jego pierwszą akcją w powiecie malborskim.

Podczas jazdy Marian Babiński częstuje Czesława Jabłońskiego alkoholem, palą papierosy, rozmawiają. Namawia Jabłońskiego, żeby przed aresztowaniem Józefa Piątka przeprowadzić w Zielenicach wywiad środowiskowy, „w celu rozpoznania jego kontaktów operacyjnych”. Tylko we dwóch. Liczy na to, że uda mu się ostrzec Piątka i umożliwić mu ucieczkę.

Piątek 28 czerwca 1946, majątek ziemski Zielenice

Osobowy willis zatrzymuje się półtora kilometra przed Zielenicami. Obydwaj funkcjonariusze UB wysiadają z auta, zakładają cyklistówki. Przeładowują pistolety i umieszczają je w kaburach pod pachami. Zapinają marynarki. Jabłoński uniesioną dłonią daje znak kierowcy ciężarówki wiozącej milicjantów, żeby zjechał na pobocze. Podchodzi i informuje dowodzącego nimi sierżanta o tym, co postanowili wspólnie z Babińskim. Sierżant wydaje krótki rozkaz i milicjanci opuszczają pojazd. Rozkładają się w cieniu przydrożnych drzew, zapalają papierosy, niektórzy wyjmują przygotowany na drogę suchy prowiant. Ubecy pieszo ruszają do Zielenic.

Już od pierwszego napotkanego robotnika dowiadują się, że Józefa Piątka nie ma w majątku. Próbują z nim rozmawiać, wypytują o odwiedzających zarządcę obcych. Robotnik nie ufa nieznajomym cywilom, nie kwapi się z udzielaniem im informacji. Kieruje ich do dworku, w którym mieści się biuro gospodarstwa. Tam przyjmuje ich buchalter, Jan Bieniak, ukrywający się żołnierz NSZ, który bezbłędnie rozpoznaje w cywilach funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Prosi gości na piętro do gabinetu zarządcy. Proponuje herbatę. Babiński odmawia, ale Jabłoński chętnie by się napił. Zdejmuje czapkę, rozsiada się za biurkiem Piątka, niby od niechcenia przegląda leżące na blacie papiery. Babiński siada na krześle obok. Obydwaj popełniają błąd – nie rozpinają marynarek.

Bieniak, cały w uśmiechach, przeprasza na chwilę „szanownych panów”, mówi, że musi zejść na dół, do kuchni po herbatę i cukier. Zamiast tego idzie do pokoju obok, z szuflady komody wyjmuje pistolet parabellum i chowa go za plecami. Szybkim krokiem wraca do gabinetu, podchodzi do Jabłońskiego i z bliska strzela mu w twarz. Trafia w czoło i pocisk urywa Jabłońskiemu połowę głowy. Bieniak odwraca się do Babińskiego. Ten podrywa się na nogi, przewracając krzesło. Szarpie się z guzikami marynarki. „Poczekaj, nie strzelaj, jestem z wami!” – krzyczy. Bieniak dwukrotnie naciska na spust. Pierwszy pocisk trafia Babińskiego w szyję i rzuca go na ścianę. Drugi wchodzi lewym okiem i wychodzi przez potylicę, wyrywając w niej dziurę wielkości pięści.

Bieniak po dwa stopnie zbiega po schodach. Twarz i przód koszuli upstrzone ma piegami z krwi zastrzelonych mężczyzn. Z pistoletem w dłoni biegnie w kierunku Czernina, musi koniecznie ostrzec przebywającego tam Józefa Piątka. Za ostatnimi zabudowaniami majątku zatrzymuje się i odwraca. Patrzy na przerażone twarze robotników rolnych. Po chwili widzi wjeżdżającą do Zielenic ciężarówkę z milicjantami. Wtedy zmienia zamiar. Kryjąc się za drzewami przemyka przez sad i okrężną drogą wraca do Zielenic. Ukrywa się w oborze, gdzie po dwóch dniach znajdują go żołnierze KBW. Kilka dni później Sąd Wojskowy w Gdańsku skazuje Bieniaka na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Piątek 28 czerwca 1946, majątek ziemski w Czerninie, południe

Na werandzie pałacyku rodziny Donimirskich, do niedawna właścicieli Czernina, trzej mężczyźni kończą późne śniadanie, kiedy przybiega pracownica folwarku z wiadomością, że majątek „okrąża jakieś wojsko”. To oddział 12 milicjantów, którzy na odgłos strzałów natychmiast przybyli do Zielenic, a po uzyskaniu informacji o kierunku ucieczki Jana Bieniaka, ruszyli za nim w pogoń do Czernina. Józef Piątek, Zdzisław Badocha „Żelazny” i Stanisław Szczykno „Stach” zrywają się od stołu i wybiegają do otaczającego pałacyk parku. „Stach”, główny kurier 5 Brygady Wileńskiej, na polecenie majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, przybył tu dzisiaj rano wraz z Piątkiem, żeby odebrać z „meliny” dowódcę 5 szwadronu i odstawić go z powrotem do oddziału.

Józef Piątek, świetnie znający teren, opuszcza obu zdezorientowanych partyzantów, sam zaś ucieka. Przedostaje się potem do Starogardu Gdańskiego, gdzie melduje się pod nazwiskiem Józef Jankowski. Po kilku dniach, korzystając z pomocy siatki konspiracyjnej, wyjeżdża w olsztyńskie. Zostaje administratorem majątku w Nakomiadach (powiat mrągowski). Tam nadal prowadzi działalność konspiracyjną. Aresztowany 10 sierpnia 1948 roku ramach ogólnopolskiej „Akcji X”, skazany zostaje przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Olsztynie na 12 lat więzienia. Na wolność wychodzi na mocy amnestii w 1956 roku.

„Żelazny” i „Stach” ukrywają się w zaroślach. Widzą zacieśniający się coraz bardziej pierścień okrążenia. Szczykno oddaje Badosze swoją TT-tkę i usiłuje przedostać się na tyły pałacyku, gdzie od rana czeka zaprzężona bryczka. Kilka metrów od niej seria z pepeszy zmusza go do padnięcia na ziemię. Podbiega do niego dwóch milicjantów. Jeden z nich ogłusza go kolbą karabinu, drugi kopie w brzuch.

„Żelazny” widzi zatrzymanie „Stacha” i rzuca się do ucieczki parkową alejką. Nie kryjąc się, biegnie pochylony jej środkiem. Zauważa go milicjant Bolesław Łagocki. Krzyczy „stój, milicja” i nie czekając na reakcję puszcza w jego kierunku serię z karabinu. Chybia. „Żelazny” odwraca się i strzela z bergmanna. Również niecelnie. Podrywa się i biegnie dalej. Łagocki przymierza tym razem dokładniej. Trafia Badochę pod prawe kolano. „Żelazny” pada, ale zaraz podnosi się i utykając szuka schronienia pomiędzy drzewami. Milicjant sięga po granat. Odbezpiecza go i rzuca w kierunku „Żelaznego”. Granat przelatuje mu nad głową i wybucha kilka metrów za nim. Odłamek trafia „Żelaznego” w głowę. Zdzisław Badocha ginie na miejscu.

Paradoksem jest to, że milicjanci nie spodziewali się zastać w Czerninie legendarnego, budzącego wśród nich postrach dowódcy 5 szwadronu. Zapewne, gdyby posiadali taką informację, nie zdecydowaliby się na ujęcie go tak skromnymi siłami, lecz czekali na posiłki, co dałoby „Żelaznemu” czas na ucieczkę. Badocha został rozpoznany przez nich dopiero po złotym sygnecie 5 Brygady, na którym znajdowała się dedykacja od majora „Łupaszki”.

Śmierć „Żelaznego” była pierwszą i bodajże największą z pasma porażek poniesionych przez konspirację wileńską latem 1946 roku.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.