Kochasz mnie? To rozwal mu łeb!

Opowieści
Typography

Na zwłoki Kostasa R. natrafił o 4 rano przypadkowy wędkarz. Obnażone do połowy, leżały na wznak w płytkiej wodzie u ujścia Drwęcy do jeziora, tuż obok drewnianego budynku byłej tawerny i wypożyczalni kajaków. Wędkarz, zanim pobiegł z krzykiem wzywać milicję, najpierw zwymiotował. Pierwszy raz widział tak zmasakrowaną twarz.

Kilka godzin później trójka podejrzanych o zabójstwo siedziała już pod kluczem w ostródzkim areszcie. Przyznali się do winy. Wieczorem, milicyjną nyską, eskortowaną przez dwa fiaty na sygnale, przewieziono ich do komendy wojewódzkiej w Olsztynie. Oficjalnie obawiano się linczu, skądinąd wiadomo jednak było, że sprawa ta przerosła zakres kompetencji ostródzkiej prokuratury. W grę wchodzić mógł bowiem aspekt polityczny, dlatego jedyna w województwie gazeta, organ KW PZPR, nie zamieściła na temat tego zabójstwa nawet krótkiej wzmianki.

Ofiara – Kostas (23 lata)

Kostas R. przyjechał do Polski w 1949 roku, wraz z falą przeszło 12 tysięcy greckich uciekinierów, po przegranej przez komunistów wojnie domowej. Miał wtedy niecałe 4 lata. Jego rodzice, zdeklarowani marksiści, osiedlili się na Śląsku. Ojciec – filozof z wykształcenia, były nauczyciel akademicki na uniwersytecie w Thessalonikach, otworzył w Bytomiu grecki bar, matka pracowała w kuchni. W Bytomiu Kostas dorastał, w Bytomiu – po ukończeniu szkoły podstawowej i przyzakładowej zawodówki – poszedł pracować pod ziemię w kopalni „Szombierki”.

Bardzo przystojny, choć nieproporcjonalnie zbudowany (krótkie nogi, długie ręce, umięśniony tors), wśród kolegów z pracy zasłynął z niesamowitej siły, skłonności do alkoholu i całonocnego imprezowania w mieszanym towarzystwie. Kobiety za nim szalały, bo i gest miał Kostas szeroki. W jeden wieczór potrafił przepić miesięczną pensję państwowego urzędnika, ale zarobki górnika znacznie przerastały wtedy średnią krajową.

Krzywym okiem na pijackie wyczyny Kostasa patrzył jego sztygar, górnik z dziada pradziada, człowiek niezłomnych zasad, dla którego praca w kopalni była niemal misją. Nie zamierzał tolerować na szychcie skacowanego, słaniającego się na nogach pracownika. Po pierwszej „żółtej kartce”, kiedy kolejny raz wyczuł w oddechu Greka alkohol, nie wahając się wyrzucił go za bramę.

W 1968 roku, który nie należał w kraju do najspokojniejszych (marcowe rozruchy studenckie, antysyjonistyczne przemówienie w Sejmie I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, „dobrowolna” emigracja do Izraela ludzi podejrzanych o żydowskie pochodzenie, wreszcie inwazja wojsk Układu Warszawskiego na „bratnią” Czechosłowację), miało to jednoznaczne konsekwencje. Skoro nie chce cię kopalnia, przygarnie cię armia. Dwudziestotrzyletni Kostas dostał powołanie do wojska, konkretnie zaś do odbycia służby w WSW przy ostródzkim garnizonie.

Wczesnym popołudniem 12 września wysiadł z pociągu na ostródzkim dworcu. Miał czas, w jednostce musiał zameldować się dopiero nazajutrz, dlatego ostatnie chwile w cywilu postanowił spędzić tak jak lubi i najlepiej potrafi. Najpierw w dworcowym barze wypił dwa piwa, potem wstąpił na „setkę” do pobliskiej restauracji. Tam spotkał swoich morderców.

Oprawca pierwszy – Mariola (26 lat)

Mariola Bieniek nie miała głowy do nauki. Atrakcyjna, nad wiek rozwinięta blondynka, edukację zakończyła na ośmiu klasach podstawówki, ciągnięta „za uszy” przez życzliwego kierownika szkoły, który prywatnie był konkubentem jej matki. Z nim też, w wieku niespełna 15 lat, straciła dziewictwo. Zażyłości pomiędzy nauczycielem, a nieletnią panienką nie dało się ukryć przed wścibskimi oczami wiejskiej społeczności w podostródzkim B., dlatego matka postanowiła wysłać ją do szkoły krawieckiej w Łodzi. Byle dalej od domu i złośliwych języków sąsiadów.

Mariola wytrzymała w szkole tylko półtora roku, ale póki co do domu wracać nie zamierzała. W Łodzi związała się z tyleż barwnym, co niebezpiecznym półświatkiem bałuckich lumpów i zamieszkała z niejakim Henrykiem M., pseudonim „Mruk”, oficjalnie mechanikiem samochodowym, faktycznie zaś znanym tamtejszej milicji złodziejem i paserem, który nie gardził również zwykłym rozbojem. Mijały lata, a Mariola coraz bardziej rozsmakowywała się w alkoholowo-rozrywkowych maratonach, z krótkimi przerwami na rodzenie Henrykowi M. kolejnych dzieci. W sumie - w dwuletnich odstępach – urodziła trzech chłopców. Sielanka skończyła się, kiedy Henrykowi powinęła się w końcu noga i poszedł odsiadywać ośmioletni wyrok. W tym samym czasie sąd odebrał Marioli prawa rodzicielskie, a trójkę chłopców nakazał umieścić w domu dziecka. Mariola jeszcze przez rok zmieniała partnerów, poszukując kolejnej wielkiej miłości, w końcu spakowała skromny dobytek i w 1965 roku wróciła do matki.

W rodzinnym B. widywano ją jednak tylko sporadycznie. Większość czasu spędzała w ostródzkich barach i restauracjach, gdzie znano ją pod pseudonimem „Żmija”. Tu poznała stałego bywalca restauracji „Zacisze”, Józefa Tuzimka (pseudonim „Ziut”), u którego wkrótce zamieszkała i z którym, a także z Leszkiem Salewskim (pseudonim „Młody”), utworzyła trzyosobowy gang, specjalizujący się w napadach na „zmęczonych” klientów ostródzkiej gastronomii.

Schemat działania bandy był prosty. Mariola wypatrywała wśród gości odpowiedniego, dobrze już podchmielonego mężczyznę, dosiadała się do jego stolika i roztaczała przed nim cały swój urok, niby przypadkiem prezentując przy okazji to, czym obdarzyła ją natura. Kiedy rozochocony kandydat na delikwenta był już dostatecznie urobiony, Mariola brała go czule za rękę i prowadziła do parku nad jeziorem Drwęckim. Tam, przytuleni, siadali na ławce, a po chwili zjawiali się Tuzimek z Salewskim i – w zależności od humoru – albo tylko ogłuszali delikwenta pończochą wypełnioną piaskiem, albo, odgrywając role zazdrosnego męża i zatroskanego o cnotę siostry brata, bili go do nieprzytomności. Potem czyścili gościowi kieszenie i pozbawiali zegarka. Łupy z takich akcji z reguły nie były zbyt wielkie, ale pozwalały na finansowanie kolejnych zakrapianych zabaw.

Oprawca drugi – Józef (38 lat)

Józef Tuzimek, z zawodu murarz, ożenił się w 1960 roku i w ciągu pięciu lat spłodził czwórkę dzieci. Wobec rodziny był okrutny, a to z tego powodu, że w domu pojawiał się najczęściej tęgo pijany (o ile się w ogóle pojawiał) i od razu brał się do rękoczynów. Wynikało to z faktu, że Tuzimek nad wyraz lubił wszystkie kobiety i natrętna obecność w domu ślubnej bardzo go denerwowała. Żona nie wytrzymała w końcu ciągłej gehenny, zabrała dzieci i „w jednej koszulinie” uciekła do rodziców w kieleckie. Odtąd Tuzimek miał całe trzypokojowe mieszkanie dla siebie i mógł gościć w nim kogo tylko chciał.

„Ziutowi” Tuzimkowi wiecznie brakowało pieniędzy. Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej postanowił na stałe zostać w armii, jednakże szybko – na skutek pijaństwa i niesubordynacji – kazano mu iść „pod kapelusz”. Zatrudnił się wtedy jako strażnik w banku, lecz i ta praca, z powyższych przyczyn, wkrótce go porzuciła. Podobno miał niezłą smykałkę do drewna i w rzadkich chwilach trzeźwości rzeźbił lipowe świątki. Frasobliwe „Jezuski” jego autorstwa kupowali czasem odwiedzający Ostródę turyści, ale pieniędzy z ich sprzedaży wystarczało zaledwie na dwa, trzy dni ostrego picia w „Zaciszu”. Bo „Ziut” miał gest i lubił stawiać.

Mariolę „Żmiję” Bieniek poznał podczas jednej z alkoholowych libacji i od razu przypadli sobie do gustu. Dlatego, kiedy opuściła go żona, już na drugi dzień zaproponował jej wspólne zamieszkanie. Kochankowie szybko odkryli w sobie pokrewne dusze i dogadali się co do sposobu zdobywania łatwej forsy. Do spółki postanowili dokooptować Leszka Salewskiego, dalekiego kuzyna Tuzimka, który od niedawna także pomieszkiwał u niego kątem.

Oprawca trzeci – Leszek (22 lata)

Leszek Salewski pochodził z Bolesławca, konkretnie zaś wychowywał się w tamtejszym sierocińcu. Umiejętności i chęci wystarczyło mu zaledwie na ukończenie podstawówki, potem, zgodnie z PRL-owską tradycją, upomniało się o niego wojsko. Służąc w ostródzkiej samochodówce poznał dziewczynę, z którą po wyjściu do cywila zamieszkał. Z tego związku urodziła się dziewczynka. Salewski, jak mógł, wymigiwał się od ożenku, ponieważ jego ukochana, w chwilach wolnych od pracy w kiosku „Ruchu”, amatorsko trudniła się prostytucją, a tego wychowany w duchu moralności chrześcijańskiej przez Siostry Elżbietanki Salewski nie mógł ścierpieć. Szczęśliwie (?!), tuż po jego aresztowaniu, konkubina zmarła w wieku at dwudziestu na udar mózgu, dzieckiem zaś zaopiekowało się państwo. Leszek Salewski, jako jedyny z trójki oskarżonych, dobrowolnie współpracował z prokuraturą i chętnie udzielał wyjaśnień.

Opis zbrodni

Fragment stenogramu z przesłuchania Leszka Salewskiego w prokuraturze wojewódzkiej w Olsztynie (stylistyka pytań i odpowiedzi oryginalna):

„Pyt.: - Czy podejrzanemu wiadomo z bezpośredniego doświadczenia, żeby Józef Tuzimek napadał na ludzi w celach rabunkowych?
Odp.: - Tak, z bezpośredniego doświadczenia, to on napadał.
Pyt.: - Jak wobec tego podejrzany scharakteryzowałby swój stosunek do postępowania Józefa Tuzimka?
Odp.: - Ja bym scharakteryzował swój stosunek do postępowania, jako tego, że dobrze, bo Ziut, znaczy się Tuzimek Józef, dawał mi często pieniądze i różne rzeczy, znaczy albo do ubrania, albo na przykład radio na baterie, albo coś do jedzenia. I mogłem u niego mieszkać za darmo.
Pyt.: - Proszę opowiedzieć do protokołu, co wydarzyło się w nocy z 12 na 13 września bieżącego roku.
Odp.: - No to, jak wtedy przyszłem do „Dwójki”, znaczy się restauracji „Dworcowa”, to Mariola i Ziut siedzieli przy stoliku z tym czarniawym, znaczy się tym Grekiem i pili z nim wódkę. Jak ja się dosiadłem, to on popatrzał się na mnie i zapytał, kto to ja jestem. To wtedy Mariola powiedziała, że brat. To on powiedział, że mogę też się z nimi napić i chciał mnie objąć i pocałować. To ja go odepchłem, a on pochylił głowę i chyba usnął. To wtedy Mariola powiedziała, że musimy go załatwić i że ona go wyprowadzi. Ale on posiedział, posiedział, a potem sam wstał i wyszedł. To my poszliśmy za nim. Jak tylko on wyszedł z „Dwójki”, znaczy się z restauracji, to zaraz usiadł na chodniku i nie chciał się podnieść. To ja z Ziutem, znaczy z Tuzimkiem Józefem, wzięliśmy go pod ręce i poprowadziliśmy nad jezioro. Mariola jeszcze mówiła, żeby to wyglądało, że prowadzimy upitego kolegę. On co chwila upadał na kolana, ale my go trzymaliśmy i tak doszliśmy do rzeki. Mariolka powiedziała, żeby położyć go na trawie i wziąć co ma przy sobie. To ja patrzyłem, czy nikogo nie ma, a Ziut go rozebrał z kurtki i koszuli i wyjmował mu co ma z kieszeni w spodniach i zdjął z ręki zegarek, taki zagraniczny, z narysowaną Myszką Miki. Potem poszliśmy z powrotem, ale Mariolka powiedziała, że trzeba będzie się wrócić i go zabić, bo on za dużo wie i może nas potem rozpoznać na milicji. Powiedziała Ziutowi: „jak mnie kochasz, to go zabij”. No to Ziut powiedział, żeby młody, znaczy się ja, go zabił. To ja powiedziałem, że dobrze, ale jak? No to Ziut, Tuzimek Józef, to on się zaśmiał i powiedział: „weź płytkę z chodnika i rozwal mu łeb”. A Mariola wzięła mnie za rękę i zapytała się: „zrobisz to dla mnie, młody?”. No to ja wziąłem taką płytkę i uderzyłem tego Greka w głowę. Ale on się wtedy obudził i zapytał: „co wy mi robicie, chłopaki, czemu mnie bijecie?”. To ja go znowu uderzyłem trzy albo cztery razy, a jak on upadł, to zacząłem mu tupać nogami po buzi, aż się przestał ruszać i tylko tak charczał. To wtedy my z Ziutem go wzięliśmy i wrzuciliśmy do wody. A potem jeszcze rzucaliśmy na niego różne krzaki, żeby przykryć. Mariola też rzucała”.

Z wydanej na żądanie sądu opinii biegłych lekarzy psychiatrów: Wszyscy oskarżeni przejawiają skłonności psychopatyczne. Wszyscy także działali świadomie i nie mogą być wyłączeni z odpowiedzialności prawnej. Są zatem – mówiąc najogólniej – ludźmi normalnymi. W gruncie rzeczy skaza na psychice, obiektywnie istniejąca, powinna być przez każdego z oskarżonych w zarodku stłumiona. Tyle tylko, że nikt z trzyosobowej bandy, nie zadał sobie takiego trudu. Mordując oskarżeni mieli pełne rozeznanie znaczenia swoich czynów. Zabili z zimną krwią, chcieli tego. Wiedzieli, co robią.

U Leszka Salewskiego biegła dr Lawendzka stwierdziła nieznaczny niedorozwój umysłowy. Jego uczucia wyższe są obniżone. Oznacza to, że Salewski kocha albo nienawidzi dosłownie, nie zdając sobie sprawy z tego, że każde uczucie ma wiele odcieni jednej barwy. Spostrzeżenia biegłej potwierdzają wcześniejsze testy, w których Salewski odpowiadał na proste pytania:

„Pyt:. - Kto to jest patriota?
Odp.: - Patriota, to jest taki człowiek, Polak taki, co myśli tyko, żeby w Polsce ludzie dobrze żyli, nie kłócili się i nie bili i robili jeszcze tak, żeby przede wszystkim nie było wcale przestępstw.
Pyt.: - Co to jest miłość?
Odp.: - Miłość to jest wtedy, jak się kogoś kocha. I jak się kogoś zna. Ta osoba musi być ładna, ładnie ubrana, żeby bez wstydu można się było pokazać na mieście, albo w restauracji. Nie ma miłości, jak się stosunkuje z kimś, kogo się nie zna. Słowo „kochać” to jest wtedy, jak się rodzą dzieci i jest rodzina, dom i dzieci są ładnie ubrane.
Pyt.: - Co to jest honor?
Odp.: - Honor jest wtedy, jak jedna osoba zrobi drugiej krzywdę albo specjalnie, to ona unosi się honorem i jest obrażona.
Pyt.: - Co to jest etyka?
Odp.: - To jest trudne słowo, zagraniczne, nie polskie. Ono coś znaczy, ale co, nie wiem.
Pyt.: - Jakie oskarżony ma marzenia?
Odp.: - Marzenie to ja mam takie, żeby mieć ładną żonę, dom i dzieci żeby były. I dzieci te muszą być dobrze wychowane, żeby nie popełniały przestępstw”.

Doktor Lawendzka uważa, że Salewski nie odbiega poziomem od pewnej normy, przewidzianej dla ludzi z wykształceniem podstawowym.

Epilog

Wszyscy oskarżeni zostali skazani na kary dożywotniego więzienia. Sąd nie dopatrzył się w ich działaniu motywów politycznych, co sugerowała prokuratura. Leszek Salewski po dwóch latach odsiadki popełnił samobójstwo, wieszając się na prześcieradle na więziennej kracie. Co do losów Marioli Bieniek i Józefa Tuzimka nie mam żadnych informacji.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.