Ten, który powrócił. Ostródzka opowieść wigilijna

Opowieści
Typography

Telegram z wiadomością, że młody Tobias Fischer poległ 8 sierpnia 1918 roku pod Amiens we Francji osobiście przyniósł jego ojcu, Antonowi, telegrafista Ahab Unger. Anton, który właśnie rąbał mięso w swojej rzeźni, najpierw umył starannie ręce, dokładnie wytarł je w fartuch, dopiero potem się rozpłakał. Nie wiedział, jak o śmierci jedynego syna powiedzieć żonie.

Minęło 17 lat. W ostatnich dniach listopada 1935 roku małżonkowie Fischer otrzymali krótki list wysłany z Neapolu. Anton, drżącym ze wzruszenia głosem, odczytał go swojej na wpół ociemniałej żonie Luizie: „Ukochana Mamo, umiłowany Tato. Wiem, że będzie to dla Was szok, ale ja żyję i wkrótce się spotkamy. Nie mogę dużo pisać, bo okropne przeżycia ostatnich lat we francuskiej niewoli, bardzo nadwerężyły moje zdrowie i ręka niepewnie wodzi piórem po papierze. Kiedy przyjadę do Osterode i ucałuję Wasze ukochane dłonie, o wszystkim Wam opowiem. P.s. Nie mówcie nikomu o tym liście, dopóki nie przyjadę. Wasz kochający syn Tobias”. Fischerowie z płaczem padli sobie w ramiona.

Tydzień później nadeszła pocztówka z widokiem Mediolanu: „Przyjeżdżam w Wigilię Świąt Narodzenia Pańskiego. Niech ktoś odbierze mnie z dworca. T.”.

Na wigilii w domu państwa Fischerów zebrało się dostojne towarzystwo. Byli burmistrz, pastor, komendant policji, Sturmbannführer SS, oraz znajomi Tobiasa z młodzieńczych lat. Wszyscy zauważyli, że Tobias przez lata niewoli bardzo się zmienił. Właściwie nie do poznania. Ale 17 lat to wszakże kawał czasu. Nic dziwnego, że zmieniły się rysy twarzy i sylwetka człowieka, który z młodzieńca stał się mężczyzną, zwłaszcza że lata te spędził w nieludzkich warunkach niewoli w Gujanie Francuskiej.

***

Tobias przy wigilijnym stole opowiadał, jak podczas szturmu wojsk niemieckich na Amiens został pchnięty francuskim bagnetem, a potem ciężko ranny w głowę odłamkiem granatu (na dowód czego pokazał szramę na brzuchu i niewielką bliznę w okolicy lewej skroni). Nieprzytomny i uznany za martwego, pozostawiony został przez swych towarzyszy na polu bitwy. Wpisano go potem na urzędową listę poległych i wysłano telegram do rodziny. Przytomność odzyskał dopiero we francuskim lazarecie, dokąd przewieziono go w stanie niemal beznadziejnym. Po kilkumiesięcznej kuracji w szpitalu, w czasie której nie miał możliwości napisania listu do rodziców, przewieziono go do obozu jenieckiego. Po drodze usiłował zbiec, ale złapali go francuscy żołnierze. W czasie szarpaniny jednego z nich zabił, za co stanął przed sądem wojennym i skazany został na 20 lat ciężkich robót w obozie karnym w Gujanie. Nauczył się tam szewstwa i szył buty dla armii francuskiej. Kilkakrotnie, bez powodzenia, próbował ucieczki. Aż kiedyś przybył do Gujany włoski statek handlowy, którego kapitan, wzruszony losami nieszczęsnego jeńca, dał się nakłonić do ukrycia go pod pokładem i przewiezienia do Neapolu. Tobias zobowiązał się słowem honoru do niezdradzenia nigdy nazwy statku i nazwiska jego kapitana, dlatego prosi zebranych, aby go o to nie wypytywali.

***

Wśród gości wigilijnych był emerytowany policjant, wachtmeister Johann Rielke, który podszedł do młodego Fischera z wyciągniętą ręką.

- Pamiętasz mnie, Tobias?
- Jak mógłbym zapomnieć? Zawsze pana lubiłem, podziwiałem i szanowałem.

Rielke wytrzeszczył oczy. Tobias, owszem, musiał go pamiętać, ale w żadnym wypadku lubić i podziwiać, o szacunku nie wspominając. Bo rozpieszczany przez bogatego ojca i wpatrzoną w jedynaka matkę młody Fischer był zwykłym chuliganem, a do tego bezczelnym złodziejaszkiem. A wredny wachtmeister Rielke nękał Tobiasa od zarania jego złodziejskiej kariery. Podejrzewał go o każde przestępstwo popełnione w mieście. Łaził za nim. Obserwował go i śledził. Groził mu i wiele razy aresztował – zarówno za coś, jak i za nic. Spuszczał mu łomot w piwnicy ostródzkiego aresztu.

Tobias ukradł z zemsty rower Rielkego i sprzedał go na targu. Zatrzymał tylko dzwonek i odesłał go wachtmeisterowi w anonimowej paczce. Został aresztowany i pewnie znowu dostałby łomot, gdyby nie interwencja jego ojca u samego komendanta. Nie było żadnego dowodu, niczego poza uzasadnionymi podejrzeniami. Dwa tygodnie później Rielke kupił żonie podrośniętego szczeniaka boksera. Tobias natychmiast ukradł go spod drzwi kościoła w czasie niedzielnego nabożeństwa i sprzedał Cyganom. Rielke otwarcie powiedział wtedy, że „zabije tego gnojka Fischera”. A teraz nagle takie słowa?
Wychodząc z przyjęcia Rielke ukradkiem schował do kieszeni kieliszek, z którego pił Tobias.

***

Minęły święta, ostródzianie wrócili do swych codziennych zajęć. Tobias unikał wychodzenia z domu, wolał siedzieć w swoim pokoju, słuchając radia i czytając gazety. Był małomówny, ale czyż można się temu dziwić po tylu przejściach? Na pytania, czy nauczył się francuskiego, odpowiadał że nie, ponieważ siedział zawsze w pojedynczej celi. Nie pamiętał wielu szczegółów z dzieciństwa, ale i to specjalnie nikogo nie dziwiło. Zabawnie wyglądały nieliczne spotkania z towarzyszami broni.

- Czy przypominasz sobie, Tobiasie, jak straszliwie zimno było w Nowy Rok 1915?
- O tak, psi mróz panował wtedy, podskakiwaliśmy w miejscu, żeby się rozgrzać.
- Słyszycie, słyszycie, on sobie doskonale przypomina, ten nasz kochany Tobias!

A tymczasem kochany Tobias przez całe dnie wylegiwał się w łóżku, pielęgnowany przez starych rodziców, którym od dnia powrotu syna powodziło się o tyle gorzej, że przestali otrzymywać pobieraną dotąd rządową zapomogę. Wprawdzie do syna zaczęły nadchodzić od patriotycznie nastawionych ostródzian i ich rodzin z Niemiec spore kwoty, ale pieniądze te składał na swoje konto bankowe.

***

Tymczasem Rielke, wykorzystując swoje dawne znajomości w policji, kazał porównać odciski palców pobrane z kieliszka wyniesionego z domu Fischerów z tymi, które znajdowały się w miejscowej policyjnej kartotece. Nie zgadzały się. Przekonał wtedy komendanta ostródzkiej policji, żeby wysłał je do Berlina. Tam porównano je z materiałem znajdującym się w centralnym archiwum. Ku zdumieniu policjantów stwierdzono, że są to linie papilarne niejakiego Herberta Radtke, z zawodu szewca, karanego kilkakrotnie za pospolite przestępstwa, znanego dobrze także władzom szwajcarskim.

Urodzony w Duisburgu Radtke, rzeczywiście był na wojnie i walczył w jednym oddziale z Tobiasem Fischerem. Zaprzyjaźnił się z nim i podczas długich rozmów w okopach, poznał jego przedwojenne losy. Dość pobieżnie, jak się później okazało. Był świadkiem śmierci Tobiasa pod Amiens, sam później zdezerterował z armii i uciekł do Neapolu. Stamtąd wysłał list do Fischerów, tam też zgłosił się w konsulacie niemieckim, gdzie opowiadając swoją fałszywą historię jeńca wojennego, otrzymał nowe dokumenty.

Kiedy nadeszła odpowiedź z Berlina, Herberta Radtkego aresztowano, aresztowania dokonał osobiście komendant ostródzkiej policji. Lekarz, który na polecenie komendanta zbadał Radtkego stwierdził, że blizna na brzuchu po rzekomym pchnięciu francuskim bagnetem jest śladem po prozaicznej operacji wrzodów żołądka, a rana na skroni jest raną ciętą, zadaną prawdopodobnie nożem w jakiej bójce.

Starym Fischerom nie udało się wytłumaczyć, że ten, który podawał się za ich ukochanego Tobiasa, jest w rzeczywistości zwykłym oszustem. Schorowani ludzie do końca swoich dni wierzyli, że jest ich cudownie ocalonym synem.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.