Szantażystka

Opowieści
Typography

Jest parny czwartek 16 lipca 1931 roku, pora obiadowa. Nad Ostródą wiszą ciężkie, deszczowe chmury, zanosi się na burzę. Redaktor dyżurny „General-Anzeiger”, Wilhelm Stompke, spogląda zza swojego biurka na pustą Hauptstrasse (dzisiejszy, równoległy do ulicy Zamkowej, południowy odcinek Placu Tysiąclecia). Nudzi się do chwili, kiedy w otwartych drzwiach staje wysoka, zgrabna brunetka. Mimo duchoty twarz zasłania jej czarna woalka.

- Chcę dać ogłoszenie – mówi. Redaktor Stompke usłużnie posuwa jej odpowiedni formularz.

„Psa małego, szczeniaka, czujnego, porządnego, zdecydowanie kupię. Oferty z ceną pod numer 87912”. Dama płaci 20 fenigów i wychodzi z redakcji.

Kilka dni później, trzydziestu dwóch prominentnych mieszkańców Ostródy, otrzymuje pocztą list o następującej treści:

Szanowny Panie!
Wiem, że niniejszym pismem sprawię Ci dużo kłopotu, nie czynię tego jednak ze złości, lecz z biedy. Otóż swego czasu, nie będę przypominała ani czasu, ani miejsca, ani też innych okoliczności, choć pamiętam je dobrze, Szanowny Pan korzystał wówczas z usług mego ciała.
Zachowałam wszystko dotąd w tajemnicy, choć wiem, jakie nosi Pan piękne nazwisko i jakie masz stanowisko wśród ludzi. Ażebym jednak miała tę tajemnicę zachować nadal, proszę mi przysłać 500 marek w liście do redakcji „General-Anzeiger” pod nr 87912 do dnia 25 sierpnia 1931. Jestem w skrajnej nędzy i dlatego muszę do Pana list takiej treści napisać. Prawdziwy głód, którego Ty Panie pewnie jeszcze nie zaznałeś, mnie do tego zmusił. Mam dużo długów i nikt mi nawet bułki nie chce dać na kredyt. Mamże iść kraść? I dostać się do więzienia? Czy nie lepiej, że zwrócę się do Ciebie, Panie, byś Ty, coś z usług mego ciała korzystał, a któremu dotąd dochowałam tajemnicy przed żoną i ludźmi, mi pomógł! Myślę, że mnie nie zostawisz w takiej skrajnej nędzy i rozpaczy. Chciałabym żyć wreszcie jako człowiek. Umiem pięknie haftować, ale brak mi pieniędzy na rozpoczęcie tej pracy. Pomnij mej usługi cielesnej Panie, niech Twoje serce zmięknie dla mnie.

Wiedz jednak, że jestem doprowadzona do takiej ostateczności, że gdybyś na moją prośbę pozostał głuchy i mnie nie pomógł, będę i ja nielitościwa, doniosę o wszystkim Twojej żonie, napiszę do niej lub sama pójdę, choćby mnie miała ze schodów zwalić i opowiem w sposób dobitny, gdzie, kiedy i jak żonę zdradziłeś ze mną, a zrobię to tak wiarygodnie (bo znam Cię tak samo dobrze, jak Twoja żona), że Twoja żona, mimo Twoich ewentualnych energicznych zaprzeczeń i tak mnie uwierzy! Cóż potem? Skandal i rozwód! którego Ty sobie przecież nie życzysz! To też myślę, że do tej ostateczności nie dopuścisz. Tyle wówczas okazałeś mi serca, nie chciałabym być Ci niewdzięczna. Dobrze mi wówczas zapłaciłeś. Umiałeś ocenić to, że jestem ładna, zgrabna no i, że umiem mocno i gorąco pieścić i kochać. Pamiętasz te chwile? Było Ci wówczas u mnie tak dobrze! A taki byłeś głodny i chciwy moich pieszczot! Wspomnij te słodkie grzechy! Prześlij kobiecie, która Ci dała tyle rozkoszy te 500 marek, które są mi niezbędne, aby żyć, a Tobie zagwarantuję spokój wobec żony na zawsze. Czekam! Czekam głodna!!!!!!

List otrzymali adwokaci, lekarze, radni miejscy. Kilku z nich, mających nie całkiem czyste sumienie, „dla świętego spokoju” wysłało pieniądze. Inni, w zaciszu swoich gabinetów, gryźli palce i kombinowali, co z tym fantem zrobić.

Przekręt miałby duże szanse powodzenia, gdyby szantażystka nie zagalopowała się. Listy wysłała mianowicie również do kilku dostojników kościelnych, znanych powszechnie z kryształowej uczciwości.

Jeden z anonimów dostaje znany i szanowany mecenas Skowron, który bez wahania pokazuje go swojej żonie. Ta nie zastanawia się ani chwili. Idzie do swojego spowiednika, pastora Mielke, pokazuje mu list i pyta, co ma w tej sytuacji czynić. Jej zdziwienie nie ma granic, kiedy pastor oświadcza, że również otrzymał takie pismo. Mecenasowa natychmiast składa doniesienie na policji.

Sprawa nabiera tempa, gdy na policję napływają kolejne doniesienia. Kierownictwo nad dochodzeniem obejmuje kierownik wydziału śledczego, komisarz Adalbert Schultze. Zarządza obserwację redakcji „General-Anzeiger”. W godzinach odbierania ofert budynek obserwuje tajny agent. Nie czeka długo.

Jest 4 sierpnia 1931 roku, południe. Do redakcji wchodzi młoda, przystojna, elegancko ubrana kobieta i wyniosłym tonem żąda wydania przesyłek nadesłanych pod numer 87912. Odbiera kilka kopert i chowa je do torebki. Następnie udaje się na pocztę, gdzie zamawia rozmowę telefoniczną. Zanim jednak uzyska połączenie, aresztuje ją policyjny tajniak.

Na komendzie policji sprawdzają jej personalia. To dwudziestoośmioletnia Haba Zucker, córka zmarłego niedawno, szanowanego kupca korzennego Barucha Zuckera, nauczycielka w ostródzkim chederze. Wydawałoby się prosta sprawa komplikuje się, kiedy Haba przedstawia dowody rzekomego prześladowania jej przez tajemniczą bandę szantażystów. Ma o tym świadczyć następujący list, który okazuje śledczemu:

Niechcący poznałaś naszą tajemnicę. Nie zdradź nas przed policją, w przeciwnym razie czeka cię kula w łeb. Pieniądze składaj pod murem obok ogrodu swojego domu. Szantażyści.

Za Habą ręczą wpływowi mieszkańcy Ostródy, dzięki czemu zwolniona zostaje z aresztu, ale jej dom pozostaje pod ścisłą obserwacją policji. W międzyczasie na adres komendy nadchodzi list wysłany z Berlina: Parchy, nie męczcie niewinnej kobiety, nas i tak nie odnajdziecie. Szantażyści.

Śledztwo utyka w martwym punkcie. Schultze nakazuje odszukanie maszyny, na której zostały napisane anonimy. Mozolne badania próbek pisma z maszyn do pisania znajomych Haby Zucker nie przynoszą żadnych rezultatów. Urząd prokuratorski zwraca uwagę na to, że w mieszkaniu Zuckerów pokój odnajmuje sublokator, posiadający własną maszynę piszącą marki „Erica”. Niestety, w czasie śledztwa przebywa on na wczasach we Włoszech, a maszyny w jego pokoju nie znaleziono.

Tymczasem za Habą Zucker cały czas chodzą tajniacy, ale zawsze są przez nią demaskowani. Kilka razy żąda nawet od napotkanych posterunkowych wylegitymowania śledzącego ją detektywa, jako napastującego ją zboczeńca.

Przełom w śledztwie przynosi dopiero rewizja w domu Haby. Wprawdzie policjanci nie znajdują żadnych obciążających ją dowodów, ale kiedy wychodzą już z mieszkania, w drzwiach spotykają młodszą siostrę Haby, Rebekę, niosącą pod pachą jakiś tajemniczy pakunek. Okazuje się nim maszyna do pisania „Erica”, będąca własnością sublokatora. Próbki pisma wykazują identyczność z tymi z anonimów.

Haba Zucker przyznaje się do autorstwa wszystkich listów, także tych od rzekomych „Szantażystów”. Swoje postępowanie tłumaczy depresją, później jednak, w sądzie, odwołuje zeznania i twierdzi, że chciała tylko zażartować z wyniosłych, napuszonych i pewnych siebie ostródzkich bogaczy.

Olsztyński sąd nie podzielił jednak jej poczucia humoru i skazał Habę na 3 lata więzienia.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.