Jest parny czwartek 16 lipca 1931 roku, pora obiadowa. Nad Ostródą wiszą ciężkie, deszczowe chmury, zanosi się na burzę. Redaktor dyżurny „General-Anzeiger”, Wilhelm Stompke, spogląda zza swojego biurka na pustą Hauptstrasse (dzisiejszy, równoległy do ulicy Zamkowej, południowy odcinek Placu Tysiąclecia). Nudzi się do chwili, kiedy w otwartych drzwiach staje wysoka, zgrabna brunetka. Mimo duchoty twarz zasłania jej czarna woalka.

Przyznaję się! Tak, tak, przyznaję się! – krzyczała Dorota, patrząc z przerażeniem na rozżarzone do białości szczypce w rękach kata. – Nie róbcie mi krzywdy, wszystko powiem, wszystko! Tylko nie pozwólcie temu bydlakowi, żeby mi znowu... Boże, nie pozwólcie! Tak, zabiliśmy, zabiliśmy, o ja nieszczęsna, kazaliśmy udusić, zabiliśmy, ale ja umiłowałam Ottona! Boże, jak ja go umiłowałam!

Wydarzenia, o których rozpisywała się nazistowska prasa w całych Niemczech, rozegrały się na początku lipca 1940 roku w lesie Skapen, w pobliżu ujścia Kanału Oberlandzkiego (obecnie Elbląskiego) do Jeziora Drwęckiego. Swój początek miały trzy tygodnie wcześniej pod Miłomłynem, gdzie na śródleśnej drodze w okolicach Bieberswalde (dzisiejsza Liwa) oddział motocyklistów SS zatrzymał niewielki tabor litewskich Cyganów. W dwóch klatkach na wozach podróżowały z nimi trzy tresowane w słynnej akademii smorgońskiej niedźwiedzie. W jednej dwie młode samice, w drugiej wielki, prawie czterystukilogramowy samiec. Po „rutynowym” w przypadku skundlonych rasowo Ariów, za jakich mieli Cyganów niemieccy teoretycy rasizmu, przeszukaniu i wybebeszeniu wozów, skatowaniu mężczyzn i upokorzeniu kobiet, dowódca oddziału zarządził pokaz dla swoich żołnierzy. Pod lufami szmajserów kazał muzykom grać, a Cygankom tańczyć razem z niedźwiedziami. W końcu, znudzony, rozkazał zabić zwierzęta, a ludzi związać i wrzucić na wozy. SS-mani otworzyli ogień. Obie niedźwiedzice przeszyte kulami padły na miejscu, ale samiec, niegroźnie tylko ranny w kark, zdołał uciec do lasu.

Ostróda, 9 lutego 1929 roku. Słupki rtęci od kilku dni pokazują nawet minus 35 stopni Celsjusza. Trwa zima stulecia. Z przerębla, wyciętego na skutym prawie metrowej grubości lodem Jeziorze Drwęckim, rybacy wyławiają zwłoki mężczyzny. Szybko okazuje się, że nieszczęśnik został zamordowany. Zagadkę jego śmierci stara się rozwiązać wachmistrz kryminalny Gustaw Wirth.

Więcej artykułów…

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.