- Nareszcie! – westchnął z nieskrywaną ulgą wachmistrz kryminalny Gustav Wirth, gdy rozsiadł się w swym służbowym fotelu. Była dopiero ósma rano, ale lipcowe słońce 1919 roku dawało się we znaki już od wschodu, racząc mieszkańców Ostródy niemiłosiernym upałem. Jako, że policjant nie należał do ludzi wątłych, bo jak sam twierdził policjant powinien mieć posturę budzącą respekt, szczególnie ciężko znosił tak wysokie temperatury. Nie pomagał nawet przewiewny, letni, uszyty z cieniutkiej wełny garnitur w kolorze beżu i kratę księcia Walii, ani delikatna lniana koszula. Wszystko to przyklejało mu się do ciała, wywołując na twarzy policjanta skrzywienie a w myślach obrzydzenie. Jedyne co go dziś tak bardzo cieszyło to to, że nie zamierzał, aż do fajrantu, wychodzić ze swojego biura mieszczącego się w piwnicach nowego ratusza przy Schillerstraβe (ul. Sienkiewicza). Wnętrze, było raczej skromnie urządzone, jak to biuro urzędnika opłacanego z budżetu państwa. Jednak w taką pogodę piwniczne położenie i grube mury okazywały się niezastąpione. Praca papierkowa nigdy nie cieszyła go bardziej jak dziś.

Wydarzenia, o których rozpisywała się nazistowska prasa w całych Niemczech, rozegrały się na początku lipca 1940 roku w lesie Skapen, w pobliżu ujścia Kanału Oberlandzkiego (obecnie Elbląskiego) do Jeziora Drwęckiego. Swój początek miały trzy tygodnie wcześniej pod Miłomłynem, gdzie na śródleśnej drodze w okolicach Bieberswalde (dzisiejsza Liwa) oddział motocyklistów SS zatrzymał niewielki tabor litewskich Cyganów. W dwóch klatkach na wozach podróżowały z nimi trzy tresowane w słynnej akademii smorgońskiej niedźwiedzie. W jednej dwie młode samice, w drugiej wielki, prawie czterystukilogramowy samiec. Po „rutynowym” w przypadku skundlonych rasowo Ariów, za jakich mieli Cyganów niemieccy teoretycy rasizmu, przeszukaniu i wybebeszeniu wozów, skatowaniu mężczyzn i upokorzeniu kobiet, dowódca oddziału zarządził pokaz dla swoich żołnierzy. Pod lufami szmajserów kazał muzykom grać, a Cygankom tańczyć razem z niedźwiedziami. W końcu, znudzony, rozkazał zabić zwierzęta, a ludzi związać i wrzucić na wozy. SS-mani otworzyli ogień. Obie niedźwiedzice przeszyte kulami padły na miejscu, ale samiec, niegroźnie tylko ranny w kark, zdołał uciec do lasu.

Jest parny czwartek 16 lipca 1931 roku, pora obiadowa. Nad Ostródą wiszą ciężkie, deszczowe chmury, zanosi się na burzę. Redaktor dyżurny „General-Anzeiger”, Wilhelm Stompke, spogląda zza swojego biurka na pustą Hauptstrasse (dzisiejszy, równoległy do ulicy Zamkowej, południowy odcinek Placu Tysiąclecia). Nudzi się do chwili, kiedy w otwartych drzwiach staje wysoka, zgrabna brunetka. Mimo duchoty twarz zasłania jej czarna woalka.

Lata 30-te minionego stulecia. W Ostródzie funkcjonuje 5 targowisk, które dwa razy w tygodniu zapełniają się barwnym, rozkrzyczanym tłumem zachwalających swój towar handlarzy i kupujących. Po obu stronach fontanny Trzech Cesarzy (dzisiaj Fontanna Jedności Europejskiej), na Starym i Nowym Rynku sprzedawane są wszelkiego rodzaju artykuły spożywcze, przy gmachu poczty funkcjonuje targ rybny, w okolicy dzisiejszych ulic Stapińskiego i Pułaskiego targ ziemniaczany, a za gazownią targ bydlęcy i koński. Od kilkunastu tygodni, co jakiś czas w ostródzkiej komendzie policji pojawiają się wściekli handlarze, wysypując na biurko komendanta fałszywe monety dwumarkowe. Komendant, po konsultacji ze zwierzchnikami, wyznacza dwuosobowe patrole cywilnych wywiadowców, którzy, wmieszani w tłum, mają bacznie obserwować kupujących.

Więcej artykułów…

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.