Ulice z historią: Czarnieckiego

Ulice z historią
Typography

Przed II wojną światową, dzisiejsza ulica Czarnieckiego miała dwie nazwy: Bergstrasse (w wolnym tłumaczeniu Górna) - od przejazdu kolejowego do skrzyżowania z obecną Sienkiewicza, a dalej do Kajkowa - Kaiserstrasse (Cesarska).

Po wojnie ulicę nazwano imieniem Juliusza Słowackiego by po niedługim czasie przemianować ją na Sikorskiego. Generał patronem długo nie pobył. Jako przedstawiciel Rządu Londyńskiego i przedwojennej sanacji nie był godny tego aby w socjalistycznym mieście istniała ulica jego imienia. Nastały nowe czasy i w drugiej połowie lat 40. patronami ulic zostawali tzw. „utrwalacze władzy ludowej”. Ulica Sikorskiego stała się więc ulicą Stanisława Czarneckiego. Nowy patron był przed II wojną światową członkiem Komunistycznej Partii Polski a po wojnie II sekretarzem Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej w Węgorzewie. Zginął 15 lutego 1946 roku we wsi Kruklanki nieopodal Węgorzewa w zasadzce zorganizowanej przez oddział zbrojnego podziemia Romualda Rajsa „Burego” z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Nowa nazwa przetrwała do połowy lat 60. kiedy to prawie bezboleśnie patronem został hetman Stefan Czarniecki. Nawet skrót imienia (St.) się zgadzał. Mimo tego, jeszcze długo potem, w społecznej świadomości mieszkańców Ostródy istniała ulica Czarneckiego.

Idąc z Kajkowa do miasta po prawej stronie mijamy budynek z czerwonej cegły, który przez długie lata był kajkowską szkołą podstawową. Średnio uczyło się w niej około 180 uczniów. W końcu lat 70. kajkowska podstawówka przestała funkcjonować a w budynku osiedliła się szkoła rolnicza, która funkcjonuje tu do dziś. Po drugiej stronie ulicy funkcjonował Rejon Eksploatacji Dróg Publicznych. Dziś w jego „biurowcu” mieści się Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Tuż za tym budynkiem przechodzimy pod linią wysokiego napięcia biegnącą z rozdzielni prądu w Kajkowie, nieopodal dzisiejszych Szafranek, do Olsztyna. W miejscu gdzie przebiegała, była granica między Kajkowem z Ostródą. Teraz jest ona około 200 metrów bliżej Kajkowa.

Po lewej stronie drogi, za linią wysokiego napięcia, stoi duży budynek z wysokim kominem. Mieściła się w nim piekarnia „Gigant” należąca do Powszechnej Spółdzielni Spożywców "Społem”, która zaopatrywała w pieczywo większość ostródzian. Wraz z rozwojem prywatnego rynku piekarniczego „Gigant” przestał działać i obecnie funkcjonuje tu sklep z artykułami wyposażenia mieszkań.

Dalej za skrzyżowaniem z ulicą Poniatowskiego stał domek otoczony ogródkiem. Mieszkała w nim pewna pani, która zajmowała się krawiectwem. Dziś w większości kupujemy gotowe ubrania ale w tamtych czasach nie było to tak powszechne. Kto w latach 70. chciał nosić „szwedy” czyli spodnie z szerokimi nogawkami musiał udać się do krawca.

Za tym domkiem znajdowały się ogródki działkowe, ciągnące się aż do ulicy Jagiełły (która wtedy jeszcze nie istniała), należące w większości do pracowników Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. W latach 70. powstało na tym miejscu, znane obecnie wszystkim, osiedle czteropiętrowych bloków mieszkalnych. Mniej więcej naprzeciw „bunkra” stał zielony drewniany kiosk należący do pana Nalewajko, w którym można było kupić różne napoje a przede wszystkim piwo w butelkach z charakterystycznym druciano-porcelanowym zamknięciem (kapsli jeszcze nie stosowano). Po drugiej stronie ulicy leżały prywatne ogródki, które zabudowano później tzw. „blokami morlińskimi”, w związku z powstającymi wtedy zakładami mięsnymi. W miejscu dzisiejszego „bunkra” istniał kiedyś warsztat samochodowy.

Później powstała tu pierwsza ostródzka galeria handlowa ze słynną, najlepszą wówczas w mieście restauracjo-kawiarnią „Pod Turem”. Ostródzianie natychmiast ochrzcili budynek mianem „bunkra” i tak pozostało do dzisiaj.


Idąc dalej, wkraczało się do właściwego miasta. Tuż za skrzyżowaniem Czarnieckiego i Jagiełły, w miejscu gdzie teraz stoją blaszaki, stał oszklony lokal „Kubuś” (nazywano je ze względu na architekturę „akwariami”), gdzie serwowano przede wszystkim piwo z nalewaka. Szklane masywne kufle, po użyciu opłukiwano jedynie w blaszanej wanience, wbudowanej w ladę, w wodzie którą zmieniano kilka razy dziennie (czy na pewno?). Nikt wtedy zbytnio nie przejmował się higieną w takich lokalach. Oprócz napojów serwowano tam również kilka potraw takich jak tatar, bigos czy w miarę smaczne flaki. Z lokalu tego we wtorki i piątki korzystali przede wszystkim ludzie, którzy handlowali na targowisku miejskim, na miejscu którego zbudowano później wspomniane „blaszaki”.

Targowisko, w mieście które nie miało swojego centrum, było głównym placem, na którym dwa razy w tygodniu, w dni handlowe, spotykali się mieszkańcy górnej i dolnej Ostródy. Nazywane rynkiem, usytuowane było pomiędzy ulicami Czarneckiego (dzisiaj Czarnieckiego), PKWN (obecnie Piłsudskiego) i Gdańską (teraz Jagiełły). Targ miał kształt prostokąta. Od ulicy Czarnieckiego ciągnął się rząd drewnianych, pomalowanych na zielono, zamykanych straganów zwanych „budkami”. Okoliczni rolnicy sprzedawali w nich przede wszystkim mięso z uboju gospodarczego powszechnie zwane rąbanką. Oczywiście mięso było przedtem badane przez weterynarza. Za budkami było kilka rzędów zadaszonych ale otwartych straganów, na których można było nabyć warzywa, owoce, mleko i jego przetwory (twaróg, śmietanę i masło), bity drób i inne podobne artykuły. Głębiej było wolne miejsce, na które zajeżdżały furmanki z ziemniakami, kapustą a także z żywymi zwierzętami, takimi jak prosięta, kozy, gęsi i kury.


Naprzeciw rynku, za istniejącym obecnie przystankiem autobusowym mieścił się plac zabaw dla dzieci z huśtawkami, karuzelami, piaskownicami i zjeżdżalniami. Plac odgrodzony był murem od leżących zaraz za nim Białych Koszar.

Idąc dalej, przed ulicą Kopernika, miał zakład fryzjerski pan Rochaczewski, z którego usług w latach 70. korzystałem wielokrotnie. Najpopularniejszą fryzurą wśród chłopców był tzw. „kancik”, w której to włosy na dole z tyłu głowy musiały mieć wyraźną granicę.

Po drugiej stronie Kopernika, na rogu z Czarnieckiego był sklep spożywczy o wdzięcznej nazwie „Gosposia”. Przylegał do niego sklep Ostródzkiej Spółdzielni Mleczarskiej, gdzie kupowało się mleko nalewane z bańki, twaróg na wagę, znakomite ostródzkie sery czy nie widywaną od dawna w handlu serwatkę.

Idąc dalej ulicą Czarnieckiego dochodziło się do skrzyżowania z ulicą Grunwaldzką. Po prawej stronie, gdzie dzisiaj stoi narożnik z murowanych bloków, stały dwa baraki pokryte eternitem, w których mieściły się dwa sklepy – sportowy i obuwniczy. W sportowym można było kupić namiot, drewniany (jeszcze) kajak, łyżwy przypinane do butów na tzw. „plastynki” (kto nie wie co to jest, niech poszuka w sieci), później łyżwy z butami – hokejowe i figurowe, kije do hokeja i krążki do gry. Łyżwiarstwo lodowe było wtedy bardzo popularne. Ślizgano się przede wszystkim na zamarzniętych jeziorach. W Ostródzie przygotowywano też sztuczne lodowiska. Najbardziej znane znajdowało się przy ul. Czarnieckiego, za przedszkolem nr 1 (przy skrzyżowaniu z ul. Grunwaldzką). Ciekawe czemu ta dyscyplina sportu obecnie tak straciła na popularności, mało widuje się łyżwiarzy. Bardziej popularne stały się rolki.

Spośród innego typu asortymentu w sklepie tym królował jeszcze sprzęt wędkarski. Można było tu nabyć wędki, haczyki, spławiki i inne akcesoria niezbędne ówczesnemu wędkarzowi.


Wróćmy jednak na ulicę Czarnieckiego, którą idąc dalej natrafiamy po minięciu skweru na leżący dalej tzw. „Kombinat”. W tym miejscu działały trzy lokale gastronomiczne – restauracja „Zacisze”, kawiarnia „Pół Czarnej” oraz pijalnia piwa zwana szumnie „Restauracją Letnią”.

Na skrzyżowaniu ulic Czarnieckiego i Jana Pawła II, w miejscu gdzie dzisiaj stoi Dom Handlowy „Fiołek”, przez długie lata prężnie funkcjonował Rolniczy Dom Towarowy, własność Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Można w nim było, z wyjątkiem żywności, kupić wszystko. Śrubki, nakrętki, dętki, gwoździe, widły, kosy, części zamienne do maszyn rolniczych, rowery, motocykle i skutery, farby i pędzle, a nawet pulpity pod nuty, aparaty fotograficzne czy wędki.


Za skrzyżowaniem z ulicą Sienkiewicza, tak jak obecnie, stoi kościół katolicki. Jeszcze po wojnie wejście od ulicy zdobiła ładna ceglana brama. Dalej, za budynkiem plebanii, stał „Hotel Du Nord”, który przed I wojną zmienił nazwę na Nordischer Hof (Zajazd Północny). Po II wojnie rozebrano go a w miejscu tym zbudowano trzy oszklone pawilony handlowe stojące do dziś.

Po drugiej stronie, naprzeciwko kościoła, stał ciąg kamienic, które nie przetrwały ostatniej wojny. W miejscu tym obecnie są współczesne kamienice z handlowymi parterami.

Dalej na rogu z ulicą 11 Listopada, gdzie dziś stoi zaokrąglony budynek, mieścił się parterowy budynek w którym przez długie lata działał zakład fotograficzny pana Stefana Kochanowskiego oraz zakład szewski.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.