Tajemnica ruin kaplicy i Świętego Stawu na Polach Grunwaldzkich

Historia
Typography

Zanim w drugiej połowie XX wieku Pola Grunwaldzkie stały się jedną z największych atrakcji turystycznych Warmii i Mazur, arena średniowiecznej batalii leżała zawsze w granicach niemieckich Prus. Uświęcona krwią tysięcy chrześcijan ziemia słynęła przez stulecia z wielu niewytłumaczalnych zdarzeń, a rzesze wiernych pielgrzymowały do niewielkiego stawu w pobliżu ruin krzyżackiej kaplicy, by zaczerpnąć z niego cudownej, uzdrawiającej wody i doświadczyć obecności błąkających się po okolicznych polach duchów poległych rycerzy.  

Dla Niemców przegrana pod Grunwaldem była zawsze wstydliwym wspomnieniem. Zaraz po bitwie, Krzyżacy otoczyli wyjątkową czcią miejsce, w którym została stoczona, uważając je za święte pole walki w obronie wiary. Kiedy nieco ponad sto lat później, władcy Prus odcięli się od zakonu i przyjęli luteranizm, dotkliwą porażkę z 1410 roku i całą krzyżacką spuściznę starano się pomijać milczeniem. Dopiero po wojnach napoleońskich Prusacy postanowili skorzystać z duchowego dziedzictwa Krzyżaków. Ustanowiono nawiązujące do symboliki zakonnej odznaczenie - Krzyż Żelazny, znalazły się pieniądze na remont zamku w Malborku, a później, po zjednoczeniu Niemiec, powszechnie wychwalano Państwo Zakonne jako „najbardziej niemieckie ze wszystkich związanych z kręgiem tej kultury”. Wróciła też pamięć o bohaterskiej, męczeńskiej wręcz klęsce pod Grunwaldem, a na polu bitwy stanął skromny pomnik.

- Siadamy w auto, robimy objazd. Wzgórek stoi, drzewami porosły. Kamień między drzewami. To tu – pisał latem 1935 roku Melchior Wańkowicz, który podążając tropami Smętka, zawędrował również pod niemiecki Grunwald. Wspomniany przez niego wzgórek skrywał pod ziemią ruiny krzyżackiej kaplicy pobitewnej, kamień upamiętniał wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena. - W walce o niemieckie istnienie i niemieckie prawo poległ tu śmiercią bohaterską wielki mistrz Ulryk von Jungingen w dniu 15 lipca 1410 roku – głosił napis na pomniku. Głaz, znany wcześniej jako Jagiełłowy, ustawiono na ruinach kaplicy dopiero w 1901 roku. Według mazurskich podań, to właśnie na nim siedział król, kiedy rzucano mu pod nogi chorągwie pokonanych krzyżaków. Krótko przed wybuchem II wojny światowej, kiedy stał przed nim Wańkowicz, był jedyną pamiątką po średniowiecznej bitwie.

Kamień upamiętniający wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena w 1935 roku

Kaplica Najświętszej Maryi Panny

Wcześniej, przez prawie pół tysiąclecia, o krwawym starciu przypominały tylko ruiny krzyżackiej kaplicy. Zbudowano ją w 1411 roku, zaraz po zakończeniu wojny z Polską, w miejscu gdzie podczas bitwy miał znajdować się obóz wojsk krzyżackich i gdzie według relacji ocalałych, zginął wielki mistrz. W trakcie budowy ekshumowano z okolicznych pól zwłoki poległych i złożono w zbiorowych mogiłach w sąsiedztwie kaplicy. Rok później antypapież Jan XXIII zaakceptował fundację i przyznał odpust odwiedzającym ją wiernym. W 1413 roku kaplica pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny została konsekrowana, ale już rok później, podczas kolejnej wojny z Polską (tzw. wojny głodowej), wojska króla Jagiełły obrabowały ją i spaliły. Zaraz po zakończeniu działań wojennych, Krzyżacy odbudowali kaplicę i umieścili w niej cudowny obraz Matki Boskiej. Świątynia, którą obsługiwało aż siedmiu księży i trzech diakonów, szybko stała się popularnym miejscem pielgrzymek, również z terenów Polski.

Po Hołdzie Pruskim i sekularyzacji Państwa Zakonnego, kaplica została własnością księcia Albrechta Hohenzollerna - ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego i pierwszego protestanckiego władcy Prus. Katoliccy księża musieli opuścić świątynię, która odtąd zaczęła popadać w ruinę, aż w 1720 roku władze pruskie postanowiły ją całkowicie rozebrać. Mimo nieprzyjaznego stosunku rządzących, którzy obawiali się "nieróbstwa i włóczęgostwa" katolickich pielgrzymów, ci nadal odwiedzali to miejsce, brali udział w uroczystych odpustach, modlili się przy ruinach kaplicy i czerpali wodę z pobliskiego, cudownego stawu.

Rysunek kaplicy na tablicy informacyjnej, ustawionej obok ruin

Święty Staw

Legenda o Świętym Stawie (niem. Heilige Teich) na Polach Grunwaldzkich jest dzisiaj prawie nieznana. Jak wiele innych ludowych podań, opuściła Prusy wraz z ich dawnymi mieszkańcami po II wojnie światowej. Wzmiankę o niej można odnaleźć m.in. w "Dziejach Ostródy" Johannesa Mullera, który opisując wizytę pod Grunwaldem króla Fryderyka Wilhelma IV z 1848 roku, pisał tak:

24 lipca król udał się na pole bitwy. W Stębarku ostródzka gildia strzelecka oczekiwała już króla ze swoją chorągwią i powitała go muzyką oraz wiwatami. Następnie ruszyła za królem na pole bitwy, gdzie już zebrały się tysiące ludzi. W miejscu, gdzie rzekomo padł wielki mistrz, wetknięta była biała chorągiew z czarnym krzyżem. Król wspiął się na istniejące jeszcze wówczas mury ruin pomnika (chodzi o kaplicę pobitewną – dop. AG), a następnie udał się ku jamom, gdzie wedle przekazu spoczywały tysiące poległych. Kilka kroków od tego miejsca znajdował się staw, w którym jak chciała legenda, zebrała się krew poległych i który działał cuda. Do 1810 roku gromadzili się tu chorzy i niewidomi, aby ozdrowieć dzięki wodzie, o jakoby cudownej mocy.

Większość osób zawodowo zajmujących się Bitwą pod Grunwaldem, z którymi rozmawiałem pisząc ten artykuł, uważa że staw istnieje do dziś i znajduje się na podwórku prywatnego gospodarstwa, tuż obok ruin kaplicy. Są też i tacy, którzy twierdzą, że zbiornik wysechł, a jego relikty są widoczne obecnie jako zagłębienie terenowe na polu, około 50 metrów na południe od kaplicy. Podczas badań powierzchniowych w latach 1959-1960 odkryto w tym miejscu dużą ilość fragmentów ceramiki późnośredniowiecznej oraz grot z tulejką do bełtu kuszy. Naukowcy uznali za prawdopodobne, że znajdował się tam wcześniej jakiś zbiornik wodny, jednak nie zdecydowali się na przeprowadzenie wykopalisk.

Staw na terenie gospodarstwa, sąsiadującego z ruinami kaplicy

Bezdyskusyjnym pozostaje fakt, że aż do połowy XIX wieku Święty Staw przyciągał na podgrunwaldzkie pola zastępy pątników, również z pobliskiego, polskiego Mazowsza. Pielgrzymi wierzyli, że jego woda ma cudowną moc, a modlitwa w miejscu śmierci tysięcy chrześcijan, na wielkim cmentarzysku wokół ruin średniowiecznej kaplicy, pomoże wybłagać bożą łaskę. Przekazywane z ust do ust ludowe podania pełne były opowieści o cudownych uzdrowieniach dokonywanych przez magiczną wodę ze stawu i niewytłumaczalnych zjawiskach, wywoływanych jakoby przez błąkające się po polu bitwy dusze zabitych rycerzy.

Co ciekawe, legenda o Świętym Stawie przynajmniej w pierwszej części – tej, mówiącej o płynących po polu bitwy strumieniach krwi - łączy się z relacją Jana Długosza. We fragmencie jego kroniki, opisującym zdobycie przez Polaków krzyżackiego obozu, a więc dokładnie okolic stawu i miejsca, gdzie rok po bitwie miała stanąć kaplica, czytamy:

Były nadto w obozie i na wozach pruskich liczne beczki wina, do których po pokonaniu wrogów zbiegło się znużone trudami walki i letnim skwarem wojsko królewskie, aby ugasić pragnienie. Jedni rycerze gasili je czerpiąc wino hełmami, inni rękawicami, jeszcze inni - butami. Ale król polski Władysław w obawie, by jego wojsko upojone winem nie stało się niesprawne i łatwe do pokonania... kazał zniszczyć i porozbijać beczki z winem. Gdy je na rozkaz królewski bardzo szybko rozbito, wino spływało na trupy poległych, których na miejscu obozu było wiele i widziano, jak zmieszane z krwią zabitych ludzi i koni płynęło czerwonym strumieniem aż na łąki wsi Stębarka.

Oba krwawe potoki - ten z kroniki Długosza i ten wywołujący cudowną reakcję w stawie z ludowej legendy - w obrazowy sposób oddają masakrę, jaka dokonała się pod Grunwaldem. Po obu stronach poległo łącznie nawet kilkanaście tysięcy walczących! Tak wielka rzeź musiała odcisnąć piętno w świadomości prostego ludu z polsko - pruskiego pogranicza, tym bardziej, że w pierwszych dziesięcioleciach po bitwie, mit szlachetnych rycerzy oddających życie w obronie wiary był pieczołowicie pielęgnowany przez kościół i władze krzyżackie. Dopóki istniała kaplica, kult tego miejsca ogniskował się wokół rzekomo cudownego obrazu Matki Boskiej. Po sekularyzacji Prus i nagłym wygnaniu stąd katolickich duchownych, obraz zaginął, kaplica popadła w ruinę, a obrzędowość pospólstwa skupiła się na pobliskim stawie.

Magiczne właściwości wody ze Świętego Stawu znane były jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku. Dziwnym zbiegiem okoliczności, dokładnie wtedy, gdy dążące do zjednoczenia państw niemieckich władze Prus przypomniały sobie o Bitwie pod Grunwaldem, legenda zaczęła popadać w zapomnienie. Podobno pewnego dnia, mieszkająca nieopodal Grunwaldu dama wykąpała w nim swojego niewidomego psa. Po tym świętokradczym incydencie, woda bezpowrotnie utraciła swoją magiczną moc, a staw przestali odwiedzać pielgrzymi. Sto lat później, kiedy po II wojnie światowej okolice Grunwaldu znalazły się w granicach Polski, a mieszkających tu od wieków Mazurów i Niemców zastąpili osadnicy z Mazowsza, pamięci o dokonujących się tutaj przez wieki cudach nie miał już kto pielęgnować.

Dla nowych, polskich władz, zwycięstwo pod należącym teraz do nich Grunwaldem było ważnym elementem polityki historycznej. W 1960 roku, w 550 rocznicę bitwy, na Wzgórzu Zwycięstwa odsłonięto zespół pomnikowy wg projektu rzeźbiarza Jerzego Bandury i architekta Witolda Cęckiewicza, który wraz z muzeum stał się szybko popularną atrakcją turystyczną.

Zespół pomnikowy na Polach Grunwaldzkich

Co na to nauka?

Właśnie przy okazji budowy pomnika i muzeum, pod Grunwaldem przeprowadzono pierwsze kompleksowe badania archeologiczne, między innymi okolic kaplicy pobitewnej i słynnego z legend stawu. Te i kolejne wykopaliska potwierdziły, że kaplicę zbudowano w miejscu, gdzie miał znajdować się obóz wojsk krzyżackich i pochowano tam ekshumowane z pola bitwy szczątki poległych. Polscy archeolodzy odkryli w najbliższym otoczeniu kaplicy skupiska ludzkich szczątków (około 300), a wewnątrz jej ruin zbiorowe groby, w których pochowano kilkudziesięciu mężczyzn z widocznymi śladami odniesionych w bitwie ran.

Najnowsze badania archeologiczne z lat 2015 - 2016 potwierdzają również, że w miejscu, gdzie Krzyżacy wybudowali kaplicę, rozegrał się ostatni, najbardziej krwawy epizod średniowiecznej batalii – oblężenie obozu wojsk zakonnych. Ustalenia naukowców pośrednio potwierdzają genezę legendy o Świętym Stawie. Jeżeli krew poległych w bitwie miała płynąć strumieniami, to tylko tam, gdzie dokonała się największa, ostateczna masakra. To właśnie ze względu na nią, Krzyżacy wybudowali kaplicę i pochowali ciała zabitych właśnie w tym, a nie innym miejscu. Czy ich krew dała magiczną moc wodzie z pobliskiego stawu? Przez setki lat właśnie to pytanie, nie pomniki czy muzeum, przyciągało pod Grunwald tysiące „turystów”.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.