Plebiscyt 1920. Ostróda chce być niemiecka

Historia
Typography

11 lipca 1920 roku odbył się plebiscyt, w którym mieszkańcy Warmii, Mazur i Powiśla zadecydowali o swojej przynależności państwowej. Kulisy wygranego przez Niemców plebiscytu w Ostródzie i powiecie ostródzkim opisują Ryszard Bogucki i Wiesław Skrobot.

PLEBISCYT 1920 ROKU W POWIECIE OSTRÓDZKIM
Ryszard Bogucki

Przeprowadzone po I wojnie światowej plebiscyty dotyczyły ustalenia przebiegu granicy pomiędzy Polską i Niemcami na Powiślu, Warmii i Mazurach, Górnym Śląsku oraz między Polską i Czechosłowacją na Śląsku Cieszyńskim, Spiszu i Orawie i miały się odbyć na wspomnianych terytoriach. Decyzję o takim rozstrzygnięciu podjęto na paryskiej konferencji pokojowej, która obradowała od 18 stycznia 1919 do 21 stycznia 1920 r. Konferencja miała zapewnić wieczysty pokój w Europie i na świecie poprzez rozwiązanie wszystkich problemów, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej.

Datę plebiscytu na Warmii i Mazurach ustalono na niedzielę 11 lipca 1920 roku. Tereny objęte tym plebiscytem stanowiły południowe powiaty Prus Wschodnich: olsztyński, ostródzki, nidzicki, olecki, ełcki, reszelski, piski, szczycieński, mrągowski, giżycki i suski (z Iławą). Na Powiślu były to powiaty malborski, sztumski i kwidzyński. Na czas plebiscytu wojska niemieckie miały opuścić sporny teren. W Ostródzie stało się to 3 lutego 1920 r. Mimo tego, po wyjściu wojsk niemieckich, Mazurzy którzy optowali za przynależnością tych ziem do Polski, nie poczuli się bezpieczniej. Do ochrony plebiscytowego terenu przybył tylko jeden batalion brytyjskiej piechoty. Niemcy do zabezpieczenia terenu mieli do dyspozycji paramilitarne formacje bojowe w rodzaju Sicherheitswehry, Einwohnerwehry, Ortswehry i podobnych. Strona polska również powołała do ochrony ludności Straż Mazurską, lecz nie była ona w stanie skutecznie przeciwstawić się niemieckim bojówkom.

Polskie interesy w tym czasie reprezentowały komitety plebiscytowe. Mazurski Komitet Plebiscytowy objął swym zasięgiem powiaty ostródzki, nidzicki, mrągowski, szczycieński, piski, giżycki, ełcki i olecki. Warmiński Komitet Plebiscytowy działał na terenie powiatu olsztyńskiego, reszelskiego, malborskiego, sztumskiego i kwidzyńskiego.

Już pod koniec 1919 roku rozpoczęto akcję propagandową, w powiecie ostródzkim odbywały się spotkania przedwyborcze. Dnia 12 czerwca w znajdującym się u zbiegu dzisiejszych ulic 11- go Listopada i Przechodniej hotelu Rote Schloss, odbył się wiec wyborczy, którego przebieg tak opisywał Franciszek Wesołowski, kierownik okręgowy Straży Mazurskiej.

Wiec zagaił p. Pawłowski o godz. 3 po południu. Podczas zagajenia przeszkadzano ze strony niemieckiej. W czasie mowy p. Pawłowskiego Niemcy zaczęli śpiewać „Deutschland itd.” i „Deutschland hoch in Ehren”. W tym czasie p. Gablesa z „Sokoła” tutejszego zaczepiono i bito (...). Także i p. Pawłowski był ze strony niemieckiej spoliczkowany. Mnie osobiście chcieli zbić i wyrzucić oknem, w tym momencie wkroczyła policja i zapobiegła temu.(...) Na oddziały warmińskie i mazurskie spuścić się nie mogę, gdyż chowali się po kątach. Rozkazy moje do Warmiaków nie były wykonane. Ten hałas ze strony niemieckiej trwał do godz. 11 wieczorem.

Następnego dnia, w zupełnie innej atmosferze, odbył się wiec w Dąbrównie. Wesołowski pisał:

Dnia 13 czerca 1920 roku, staraniem miejscowych obywateli, urządzony został olbrzymi wiec w powiecie ostródzkim, na wielkiej polance, położonej w pobliżu Pól Grunwaldzkich. Program dnia zabawy był następujący: już o godzinie 11 rano nadciągał rozliczny korowód pojazdów ze wszech stron do miasteczka Dąbrówno (Gilgenburg), gdzie o godz. 12 odbyło się uroczyste poświęcenie sztandaru istniejącego od niedawna pierwszego kółka rolniczego. Miejscowy proboszcz, ks. Ziemkowski, po odbytej ceremonii poświęcenia, w gorących słowach podniósł znaczenie tej pierwszej placówki polskiej na terenie plebiscytowym tego powiatu. Następnie cały pochód przy udziale blisko 3 tysięcy ludzi i do 150 pojazdów przy dobrze zorganizowanej Straży Bezpieczeństwa i przy dźwiękach przygrywającej kapeli potoczył się z wolna w kierunku miejsca zabawy. Wozom i pojazdom nie było końca. W połowie drogi do miejsca mającego się odbyć wiecu i zabawy, pochód nasz natknął się na oddział Niemców, którzy w celach kontrmanifestacji zebrali się w ilości około 50 ludzi (w tym sporo niewiast i kilku Sicherheitswehrów) i przy akompaniamencie muzyki (Deutchmeistera) paradowali nam naprzeciw, ośmieszając się jedynie szczupłą garstką wobec naszego imponującego pochodu.

Również w innych miejscowościach odbywały się zebrania i wiece: 16 czerwca w Mörken (Mierki – obecnie w powiecie olsztyńskim, wówczas należały do powiatu ostródzkiego) odbyło się zebranie polskie rozproszone przez bandę niemiecką. Wesołowski zanotował:

W czasie zajścia kilka osób było rannych.(...) Przy ostatnim wiecu polskim, który odbył się w Glaznotach dnia 27 czerwca 1920 r., Niemcy na tyle nabrali czelności, że nie ukrywali swoich zamiarów i odgrażali się, że to ostatnia zabawka polska na plebiscycie.

W tym samym czasie odbywały się również niemieckie wiece i zebrania. Ich ukoronowaniem była sobota 10 lipca. Tego dnia w wielu miejscowościach zorganizowano tzw. Deutsches Tag (Niemiecki Dzień). W Ostródzie ulicami Grunwaldzką i Drwęcką odbył się pochód różnych towarzystw i organizacji. Na stadionie miejskim zorganizowano patriotyczny wiec ludności niemieckiej.

W dniu plebiscytu w wyborach wzięło udział ok. 60% uprawnionych. Nie głosowali przede wszystkim Mazurzy, którzy ugięli się pod niemieckim terrorem. Na 371715 głosów oddanych w Olsztyńskim Okręgu Plebiscytowym tylko 7980 było za Polską (2%). W powiecie ostródzkim na 47482 głosujących 1043 osoby opowiedziały się za Polską. W samej Ostródzie na 8696 głosów 17 było za Polską.

Najlepiej wypadł powiat olsztyński (bez miasta) gdzie około 13% głosujących zadeklarowało się za Polską. Powiat ostródzki może się jednak poszczycić tym, że trzy wsie na południowo- zachodnim krańcu zostały przyłączone do Polski. Były to Lubstynek (93 głosy na144), Napromek (45 na 88) i Groszki (69 na 74). Za Polską opowiedziała się również osada Georghental (obecnie Wólka Klonowska – 26 głosów na 28). Nie została jednak przyznana Polsce, gdyż stanowiłaby enklawę na terenie Prus Wschodnich. Polska uzyskała również niewielki skrawek terenu (5 wsi) w powiecie sztumskim na prawym brzegu Wisły.

Dlaczego tak mało osób na terenie plebiscytowym opowiedziało się za Polską? Przyczyn jest co najmniej kilka. Jedna z nich to propaganda niemiecka, poparta siłą formacji paramilitarnych. Zastraszanie opowiadających się za Polską było tak wielkie, że tuż przed plebiscytem, pracę porzucili zecerzy w drukarniach „Gazety Olsztyńskiej” (30 czerwca) i „Mazura”(6 lipca): Z powodu gróźb, terroru niemieckiego, wszyscy zecerzy drukarni „Mazura” zaprzestali pracy – donosił 7 lipca Kazimierz Jaroszyk, redaktor szczycieńskiego „Mazura” Mazurskiemu Komitetowi Plebiscytowemu.

Zawiniła także zła organizacja i słaba propaganda ze strony polskiej. Większość agitatorów wywodziła się spoza Prus i nie znała specyfiki tej krainy ani problemów Mazurów. Potężnym czynnikiem propagandowym była również wojna polsko-bolszewicka i tragiczne położenie wojsk polskich w czerwcu i lipcu 1920 roku. Propaganda niemiecka skrzętnie wykorzystała ten fakt, rozsiewając pogłoski o tymczasowości młodego państwa polskiego. Również to, że głosujący nie wybierali między Polską a Niemcami, lecz między Polską a Prusami Wschodnimi, miał zasadnicze znaczenie. Mazurzy w zasadzie nie utożsamiał się ani z Polską ani z Niemcami. Mazur przede wszystkim uważał się za Wschodnioprusaka.

Tak charakteryzuje w maju 1920 r. ten lud konsul generalny RP w Olsztynie: Ludność mazurska, zawdzięczając swej kilkowiekowej niewoli, zatraciła swą psychologię i umysłowość polską, przejmując równocześnie częściowo umysłowość i cechy charakteru niemieckie (...) Mazur przejął od Niemca kult siły, jak również zmaterializował się, pobudki idealne, które Polaka porywają do czynu, nie mają doń dostępu. Aby przeciągnąć Mazura na naszą stronę należy mu pokazać, że się posiada dużą siłę, a przynajmniej znaczny wpływ na rządy (...) Mazur jest wielkim materialistą, stąd też i przekupnym. My również moglibyśmy mieć bardzo wielką liczbę Mazurów przekupionych (...) Zresztą Mazur pieniądze by brał, lecz z chwilą gdyby chodziło o bardziej czynne wystąpienie, cofnąłby się niezawodnie, ma on bowiem za duży respekt przed Niemcem. W tym czasie Polska owej siły nie posiadała. Czyż nie potwierdza tej opinii przykład Dąbrówna, gdzie na miesiąc przed plebiscytem 3 tysiące ludzi bierze udział w patriotycznym, propolskim wiecu, a podczas głosowania jedynie 49 osób głosuje za Polską na 1256 głosujących.

Na wynik plebiscytu miały także wpływ ekscesy w dniu głosowania. Bojówki niemieckie w wielu miejscowościach utrudniały przebieg wyborów, często nie wydawano polskich kart do głosowania (głosujący przed komisją wyborczą musiał opowiedzieć się, jaką opcję wybiera – Prusy Wschodnie czy Polskę). Prawie wszystkie komisje składały się z Niemców. W takiej sytuacji nietrudno o sfałszowanie wyników, co na pewno niejednokrotnie miało miejsce. Na końcowy wynik miało także wpływ około 150 tysięcy emigrantów z Niemiec, urodzonych w Prusach Wschodnich, którym pozwolono głosować w plebiscycie.

Po plebiscycie zachowało się niewiele pamiątek. Jedną z nich jest obelisk z wyrytą datą plebiscytu znajdujący się w pozostałościach parku na tyłach Park Hotelu. Pomnik ten, przez długi czas zapomniany, został w 2003 roku przywrócony przez członków Ostródzkiego Stowarzyszenia Kulturowego SASINIA. Drugi kamień znajduje się na Francuskiej Górze nieopodal Jeziora Francuskiego w Parku Krajobrazowym Wzgórz Dylewskich. Wyryto na nim inicjały A. S.(Abstimmung Strein – kamień plebiscytowy) i datę plebiscytu. Być może są jeszcze inne pomniki w naszym powiecie, o których na razie nie wiemy.

Na koniec warto przytoczyć niektóre wyniki Plebiscytu. Większość głosów za Polską oddano w południowej części powiatu. W Lewałdzie padło 149 głosów na 400. W pobliskim Małym Lewałdzie 47 na 162, a 30 na 376 w Mierkach. Także w Glaznotach i Wygodzie zanotowano polskie głosy – odpowiednio 65 na 363 i 29 na 141. Względnie dużo odnotowano także w Elgnowie: 139 na 549. W wielu miejscowościach nie padł ani jeden głos na Polskę. Tak głosowano na przykład w Miłomłynie (1512 głosów). W Łukcie odnotowano 1 głos na 593.

DLACZEGO POLACY PRZEGRALI?
Wiesław Skrobot

Powstały mnogie opracowania, opublikowano wybory źródeł, zorganizowano setki konferencji i seminariów, a także wieców i manifestacji. Mimo zmian kulturowych, do których doszło w ciągu ostatnich kilkunastu lat transformacji, lipcowy plebiscyt ciągle pozostaje nierozstrzygniętym moralnie wątkiem polskiej historii.

Faktem historycznym, który nie podlega dyskusji, jest plebiscytowa przegrana orędowników polskości Warmii i Mazur. Przyczyny, które do tego doprowadziły były rozmaite. W polskiej historiografii długo dominował pogląd, który i dzisiaj jeszcze bywa głoszony, że to wszystko za sprawą pruskiego militaryzmu, germańskiej buty i bezwzględności metod strony niemieckiej. Dla Niemców z kolei dążenie do zwycięstwa plebiscytowego stało się rodzajem zadośćuczynienia za upokorzenia Traktatu Wersalskiego, a jednocześnie okazją do wyeksponowania idei pangermańskiej.

I z jednej, i z drugiej strony, zarówno cele, jak i metody, miały charakter polityczny. Większe możliwości, jak i większą sprawność organizacyjną mieli jednak Niemcy - i to zadecydowało o ich sukcesie. 29 specjalnych statków tzw. Seedienst Ostpreussen na czas plebiscytu dowiozło 86.637 osób, a specjalnymi pociągami przybyło dalsze 70.791 uprawnionych do głosowania, głównie z Nadrenii i Westfalii. Zezwalał na to artykuł 95 Traktatu Wersalskiego, według którego w plebiscycie mogli wziąć udział wszyscy, którzy potrafili udokumentować swój związek z Prusami Wschodnimi na podstawie świadectwa szkolnego, poświadczenia zatrudnienia, związków rodzinnych i wielu innych, bardziej mglistych dowodów. Można zatem powiedzieć, że Niemcy wykorzystali nieścisłości w międzynarodowym dokumencie, który w założeniu miał złamać kark ich militaryzmowi. To taki chichot europejskiej historii, taka czkawka, która odbiła się jeszcze potem w Jałcie, a i dzisiaj ma się wrażenie, że nie przeszła...

Rozmaite materiały źródłowe pokazują atmosferę przygotowań do plebiscytu. Działaniom politycznym i aktywnościom organizacji społecznych towarzyszyły akcje agitacyjne bojówek, bijatyki i demolacje. Jak w każdej walce politycznej, trudno było mówić o szlachetności poczynań, każda ze stron - na miarę swoich możliwości - szukała najdogodniejszych pozycji do realizacji swych celów i do tych celów próbowała przekonać zwykłych ludzi. Ci zaś, w znacznej mierze zasiedziali mieszkańcy wsi, kierowali się w swych decyzjach bardzo praktycznymi przesłankami. Pewna autochtonka ze Wzgórz Dylewskich opowiadała, że mimo polskiego pochodzenia - podobnie jak wielu jej sąsiadów - głosowała za Prusami Wschodnimi, bo miała na względzie dobrą organizację gospodarczą i zabezpieczenie socjalne, jakie gwarantowało jej Landwirtschaftliche Kreisgenossenschaft (Powiatowe Towarzystwo Gospodarcze).

W powiecie ostródzkim uprawnionych do udziału w plebiscycie było 54.298 osób, w tym przyjezdnych z Niemiec właściwych - 20.605 osób. Do głosowania w Ostródzie i miejscowościach powiatu poszło ogółem 47.428 uprawnionych. Aczkolwiek w skali prowincji powiat ostródzki znalazł się na drugiej pozycji pod względem ilości głosów oddanych za Polską (za powiatem olsztyńskim), to w skali lokalnej było to zaledwie 2,2%.

Rozważanie powodów takiego, a nie innego rozkładu głosów, a także tłumaczenie przyczyn takiego, a nie innego stosunku głosujących do rozstrzygnięć mających nastąpić po plebiscycie, nie prowadzi do niczego. Z całą pewnością ta gromada ponad dwudziestu tysięcy przyjezdnych Niemców stanowiła mocny argument, ale jego siła leżała głównie w skali przewagi moralnej, a nie tkwiła w realności oddziaływania na rzeczywiste wyniki plebiscytu. W gruncie rzeczy plebiscyt nie był niczym dobrym. Wyeksponował i spowodował wzmocnienie poczucia niemieckości w mieszkańcach Prus Wschodnich. Owa słynna wschodniopruska różnorodność, to poczucie Hiesigkeit (swojskość, tutejszość) zaczęło przeradzać się w poczucie „obcości”.

Kamienie plebiscytowe, apogeum stawiania których przypadło na rok 1925, stały się symbolicznymi kamieniami granicznymi, znaczącymi rozpad wartości, które dawały w przeszłości pomyślność społeczną Prusom Wschodnim. Kamienie zachowane w okolicach Ostródy wyróżniają się pośród znanych z dokumentacji fotograficznej z innych powiatów. Na kamieniach plebiscytowych wypisywano zwykle ilość głosów oddanych za Niemcami i przyrzeczenie Wir bleiben deutsch (Pozostaniemy niemieccy), natomiast na dwóch trwających jeszcze kamieniach ostródzkich (w parku Collisa i w lesie koło Miejskiej Woli) widnieje tylko skromna data 11.07.1920. Tę lakoniczność zapisu warto odczytać nie jako kolejny znak pamięci męczeństwa narodu polskiego, a raczej jako symbol otwartości ostródzkiego społeczeństwa, jako znak jego europejskiej swojskości.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.