Kraina zimowych łowów

Historia
Typography

Wzgórza Dylewskie najpiękniej wyglądają jesienią. Różnobarwne plamy drzew liściastych poprzetykane łatami wiecznie zielonych świerków i sosen oszałamiają, przyprawiają o zawrót głowy. Najbardziej zaś tajemnicze są Wzgórza Dylewskie zimą, szczególnie gdy puszysty śnieg pokryje ponową całą pofałdowaną przestrzeń. Każda leśna ścieżka zamienia się wówczas w sekretny tunel prowadzący do krainy zimowych łowów.

Łowiectwo należy do najbardziej archaicznych rytuałów, a jednocześnie jest to jeden z najdawniejszych sposobów zdobywania pożywienia. Na ślady łowieckich zachowań ludzi, choćby w postaci tzw. wilczych dołów, służących do polowania na wilki właśnie i inną grubą zwierzynę, dość często można się natknąć także w naszych lasach. Ich owalne i okrągłe niecki, przypominające czasami leje po bombach, rysują się w leśnym krajobrazie szczególnie wyraźnie wtedy, gdy ściśnie pierwszy mróz, a zbutwiałą ściółkę pokryje drobny delikatny śnieg. Jak relief na wytartym kamiennym epitafium ujawnia się wówczas między drzewami plątanina ścieżek zwierząt i ludzi, pojawiają się nieistniejące już przesieki i pozostałości tzw. Wolfsgarten czyli systemów pułapek na zwierzynę. Niektóre z tych „dołków” liczą sobie nawet 500 lat – być może oprócz wilków chwytano w nie również niedźwiedzie. Na leśnych polanach, nad zarastającymi bagienkami pasły się wtedy ostatnie olbrzymy naszych lasów – tury.

Leśna przestrzeń, już od czasów powstania straży leśnej w średniowieczu, była teatrem zmagań nie tylko ludzi ze zwierzyną, ale i samych ludzi: leśników oraz kłusowników. Poza wspomnieniami zapisanymi na kartach myśliwskich sztambuchów, pamiątkami tej odwiecznej wojny są groby leśniczych, którzy zginęli od kul kłusowników. Na Wzgórzach Dylewskich, w lesie niedaleko od majątku Bednarki, znajduje się grób leśniczego Kałuży, nadzorującego lasy należące do hrabiego Albrechta zu Eulenburg.

Bednareckie lasy obfitowały w zwierzynę płową, mnóstwo tu było jeleni, na które czyhali amatorzy nielegalnych polowań. Leśniczy Kałuża wydał im totalną wojnę. Tropił, a potem niszczył zakładane przez nich wnyki i sidła, płoszył ich z zasadzek, rujnował zamaskowane ziemianki. Leśniczy zdawał sobie sprawę, że w którymś momencie może stać się ofiarą zdradzieckiego strzału, dlatego wszystkich wokół prosił, łącznie ze swym pracodawcą hrabią zu Eulenburg, aby – jeśli zginie podczas służby – pochowali go w środku lasu, tam gdzie pracował. I jak w filmowym scenariuszu ziściło się to, co Kałuża wypowiedział. Jesienią 1924 r., podczas zasadzki na kłusownika z Pietrzwałdu, trafiony został przez niego kulą w głowę. Hrabia Albrecht zu Eulenburg pochował go na leśnym wzgórzu w cieniu starych drzew, tak by – zgodnie ze swym życzeniem – z zaświatów mógł nadal strzec swej leśnej dziedziny.

Wiosną tego tragicznego 1924 r., dokładnie dnia 10 marca, leśniczy Kałuża ustrzelił w bednareckim lesie rysia, jak niektórzy powiadają, ostatniego rysia w Prusach Wschodnich. Wątpliwy to powód do dumy, ale podobno sam Kałuża czuł się z tym nieswojo, bo strzelając do zwierza o szarym świcie nie do końca wiedział do czego strzela. W niemieckim piśmie myśliwskim zapisano, że ów ryś – licząc od nosa do ogona – miał długość 119 cm, w kłębie był wysoki na 64 cm, a ważył 43 funty czyli około 22 kilogramy.

Leśny kompleks koło Bednarek był łakomym kąskiem dla miłośników łowiectwa od zawsze, często przechodził z rąk do rąk. Carl von Rose, dziedzic Dylewa i zawołany myśliwy, już od 1912 r. próbował odkupić bednarecki las od rodziny Bode, która stała się jego właścicielem zaledwie dwa lata wcześniej, po rozwiązaniu firmy tartacznej Schenk und Bode (istniała od 1898 r.). Zakupiwszy w końcu upragniony las w 1917 r., chcąc na zawsze potwierdzić swe prawo do tej krainy zimowych i wiecznych łowów, rok później ufundował kamień pamiątkowy na stoku doliny Jeziora Francuskiego, z napisem „C. v. Rose 1918”.

W tym samym 1918 r. rodzina von Rose odsprzedała majątek Bednarki hrabiemu Albrechtowi zu Eulenburg i las został podzielony. Tak było jednak tylko na papierze, drzewa w kniei nadał szumiały tak samo, a zwierzyna przemykała swymi sekretnymi tunelami bez jakiegokolwiek respektu dla granic.

Lasy Wzgórz Dylewskich to tajemnicza kraina zimowych łowów, ale i kraina łowów wiecznych, kraina duchów dawnych strażników leśnych i ich odwiecznych wrogów – kłusowników. Być może zdarza się taki moment w czas cichego zmroku, że o pełni księżyca spotykają się leśni wojownicy u grobu leśniczego Kałuży, by choć na kilka godzin – do świtu – zawrzeć rozejm. Wszak wszyscy są ludźmi lasu...

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.