Z historii ostródzkiej opieki społecznej

Historia
Typography

Troska o najbiedniejsze warstwy społeczeństwa to dziś system zinstytucjonalizowany i biurokratyczny. Jego sprawiedliwość społeczna bywa postrzegana rozmaicie. A jak wyglądało to w dawnej Ostródzie?

21 stycznia 1634 r. elektor pruski ustanowił podatek miejski na rzecz przytułku w Ostródzie. W tym czasie mieszkało w nim sześciu starców. Tenże Spittal, jak nazywano niegdyś przytułki, znajdował się prawdopodobnie tuż za Bramą Łazienną czyli u wylotu dzisiejszej ul. Pułaskiego na ul. Olsztyńską. Potem został przeniesiony na Rossgartenstrasse czyli obecną ul. Mickiewicza, do budynków, które znajdowały się w okolicach dzisiejszego hotelu Willa Port Resort. Był to tak zwany przytułek św. Jerzego. Drugie przytulisko dla ubogich znajdowało się koło Bramy Garncarskiej, w rejonie obecnego banku PKO BP.

31 stycznia 1885 r. ogłoszone zostało królewskie zarządzenie zamieniające nałożony przez elektora w 1634 r. podatek w naturze (z płodów ziemi) na czynsz pieniężny. Miał być on przekazywany w formie odsetek kapitałowych, od kapitału który specjalnie na cele przytułku  miał być wpłacany do kasy miejskiej. Każdy zobowiązany do podatku na rzecz przytułku musiał zadeklarować wysokość kapitału, od którego odsetki miały przechodzić na cel utrzymania przytułku. Ostródzianie byli w tej mierze dość hojni.

Wizerunek przytułku św. Jerzego znamy dzięki znanemu ostródzkiemu fotografowi, Hugonowi Cartsensenowi. Budynki pochodzące z okresu rozbudowy miasta po wielkim pożarze w lipcu 1788 r. zachowały się w doskonałej kondycji do 1945 r. i były często prezentowane na ostródzkich widokówkach jako najstarsze domy w mieście.

18 marca 1649 r. na podstawie zarządzenia elektorskiego burmistrz i rada miasta Ostródy nakazali mieszczanom obowiązek wpłaty 5 groszy od każdej posiadanej włóki ziemi na fundusz, który miał służyć miastu przy specjalnych okolicznościach, szczególnie w trudnych terminach wojen i epidemii. Aczkolwiek był to raczej rodzaj podatku, to cel, któremu miały służyć „oszczędzane” przymusowo pieniądze, czynił ze wspomnianego zarządzenia pierwszy akt prawny formalizujący instytucję oszczędzania. Dotychczas powszechnie obowiązywała formuła tezauryzacji czyli gromadzenia ściąganych w podatkach funduszy bez ściśle określonego dla pozyskiwanych sum przeznaczenia. W konsekwencji często brakowało pieniędzy na cele publiczne, na potrzeby miasta. Zarządzenie marcowe z 1649 r. było poważną zmianą w sposobie zarządzania finansami miejskimi.

Dwieście lat później, 18 marca 1852 r. powołano do życia Miejską Kasę Oszczędzania. Kasa ta miała służyć stabilizacji pozycji ekonomicznej mieszczaństwa. Miała stanowić instytucję umożliwiającą ostródzianom korzystną lokatę nadwyżek finansowych. Miała być także bezpiecznym miejscem składania pieniędzy oszczędzanych na wszelkie ważne życiowe okoliczności, zarówno na otwarcie nowego przedsięwzięcia, jak też na tak zwaną „czarną godzinę”. Służyła ponadto ochronie interesów biedniejszych warstw społeczeństwa miejskiego poprzez zapewnienie im prawa do bezpiecznego oszczędzania. Obok znaczenia ekonomicznego powołanie Miejskiej Kasy Oszczędzania – według ówczesnego zarządu miasta – miało być także wyrazem moralnej troski władz o interesy mieszkańców Ostródy.

Trudno powiedzieć na ile ta troska była prawdziwa i skuteczna, ale niejako na poparcie genezy takiej deklaracji warto wspomnieć burmistrza Fahrenholtza, który 21 marca 1654 r. na królewieckiej Albertynie ufundował stypendium dla zdolnych studentów z Ostródy i okolic, z kapitałem zakładowym 2 tysięcy marek. Każdy stypendysta mógł otrzymywać przez 3 lata po 120 marek rocznie na swoje studia uniwersyteckie. Mimo iż wskutek wojen schorowany i niewidomy już burmistrz około roku 1660 znacznie zubożał, jego stypendium zostało utrzymane i funkcjonowało do pierwszych lat XX wieku.

Troska o obywateli jest podobno zaszczytem, ale po cichu uznaje się ją za balast utrudniający bliżej nieokreślony tzw. „rozwój”. W częstym użyciu jest pojęcie wędki, którą wręcza się ubogim, namawiając ich do podjęcia aktywności. Szkoda tylko, że w wodzie ryb coś nie ma, a inspektorzy wędkarscy domierzają spore kary za brak karty wędkarskiej. Nic, tylko iść się napić...

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.