Opowieści z zimowej krainy

Historia
Typography

Wszechobecny śnieg, tłumiący wszelkie odgłosy rzeczywistości, nastraja do tego, by zasiąść przy trzaskającym ogniu i wsłuchać się w pradawne opowieści starej bajarki.  Opowieści, w których zawsze tkwi ziarnko prawdy...

Hen daleko, choć może nie tak bardzo daleko, bo na Wzgórzach Dylewskich, w gęstwinie zarośli znajduje się kamień nazywany Kobyłą. Różowy głaz, zwieńczony ostrą linią wystającej z ziemi krawędzi, rzeczywiście przypomina kształtem starego konia leżącego na ziemi.

Starzy ludzie powiadają, że dawno, dawno temu ciężkie gliniaste pola orał pewien surowy i nieprzyjemny w obejściu gospodarz. Rola była ciężka, orka szła pod górę, gleba lepiła się do lemiesza, a kobyła coraz bardziej opadała z sił. Zbliżał się zmierzch, a pole nie było zaorane nawet w połowie. Złościł się gospodarz, pokrzykiwał na kobyłę, zaciekle chłostał ją batem. Koń nie miał już sił. Podrywany do wysiłku coraz to mocniejszym smaganiem, opadł w końcu na przednie pęciny, a potem przewrócił się na bok. W oczach gospodarza ani przez moment nie pojawiła się litość. W zaciekłości i szaleństwie szarpał powodami, zmuszając konia do powstania...na nic to się jednak zdało. W końcu świsnął złowróżbnie batem i wychrypiał: „Obyś kamieniem  tu się ostała! Ty, która ziemi nie szanujesz, ziemi, której ja jestem częścią!” Pochmurne jesienne niebo zakołysało się nad pofałdowaną rolą, błysnęło, huknęło! Po chwili zamiast konia przy na wpół zaoranej skibie leżał wydłużony głaz, z którego spływała w glebę krew. Zagrzmiało, zaświstało, a chłop – nagle oniemiały i nieruchomy – poszarzał na twarzy i zanim zdążył wyrzec słowo rozsypał się rdzawym pyłem po całej swej dziedzinie, stał się naprawdę częścią swej ziemi. Krew z boków skamieniałej kobyły przestała płynąć, wiatr zelżał i delikatnym podmuchem osuszył rany. Na szczycie zaoranego pagórka spoczął na wieczność różowy głaz, którzy okoliczni mieszkańcy nazwali Kobyłą...

To jednak nie koniec opowieści. W parowach porośniętych gęstym lasem mieszkały od wieków duchy strzegące tej krainy. Posnęły zaklęte w korzeniach starych drzew. Obudziły się nagle, gdy magiczna burza przemieniła konia w kamień, a zaciekłego gospodarza obróciła w pył. Niechętnie wyglądały ze swej podziemnej krainy, pomrukując z niezadowoleniem. Był jednak pewien duch, któremu przed wiekami na bark padła kropla krwi ludzkiej przelanej w bitwie Prusów z zakonnymi rycerzami. Oj, wielka to była bitwa, wielu rycerzy padło w dolinie niedaleko Lubawy... Duch dzielnie sekundował Prusom, prowadził zbrojną rękę  dzielnego Sasina, gdy ten raził toporem mistrza Helmericha. Krzyżacka krew trysnęła z rany, a jedna gorąca kropla upadła na niewidzialne ramię ducha. W dolinie mieszkał potem kapłan, nie był ani pruski, ani krzyżacki...Tajemniczy pustelnik, który nocami palił ognie na zboczach i mruczał niezrozumiałe zaklęcia. Pod korzeniami starego jesionu koło szałasu pustelnika zamieszkał ów waleczny duch. Znamię krzyżackiej krwi uczyniło go duchem niespokojnym, głodnym walki i odrobiny szaleństwa...

Gdy obudziła go magiczna burza wywołana przez złego chłopa, po zmroku wyszedł ze swej podziemnej pieczary i z zaciekawieniem przykucnął obok różowego kamienia. Dotknął go i nagle poczuł, że kamień zadrżał, jak żywy koń...Dało się nawet usłyszeć ciche parsknięcie! Duch usiadł okrakiem na kamieniu i ścisnął jego boki kolanami, jakby to był prawdziwy rumak. I nagle stało się. Kamień ożył, duch poczuł, że siedzi na grzbiecie żywego konia, w którym wrze gorąca krew. Chwycił konia za grzywę, krzyknął i spiął go do skoku! Zaczarowana para runęła do przodu niby grom! Pomknęli w szaleńczym galopie! Duch śpiewał starodawną pieśń, koń rżał, aż powietrze drgało pomiędzy wzgórzami. W księżycowej poświacie galopowali tak do pierwszych oznak świtu.

I tak już zostało. Kiedy księżyc dochodzi do pełni, duch dosiada magicznej kobyły i rusza w szaleńczy galop. Okoliczni mieszkańcy od wieków słyszą te wybryki...A tuż obok miejsca, w którym spoczywa Kobyła, pojawił się nie wiadomo skąd parów porośnięty głogiem. Niektórzy powiadają, że wyryły go kopyta magicznego konia. Gdy rusza do dzikiego gonu i gdy się zatrzymuje, żłobi w ziemi zaczarowany jar...dziwne miejsce, gdzie czas nie mija i wszystko trwa niezmiennie od wieków. Gdy w czas nowiu przykucnie się na dnie parowu, można zobaczyć bladą twarz  z gorejącymi oczyma i szlachetnie ukształtowane ramię z mieniącym się szkarłatem znamieniem. Duch przeniósł się tu  z bitewnej doliny koło Lubawy i zamieszkał między głogami, by być bliżej swego umiłowanego rumaka...

Tak opowiadają mieszkańcy Wzgórz Dylewskich. A wiedzą co mówią, żyją wszak w magicznej krainie! To wszystko to najprawdziwsza prawda...

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.