Wszystkiemu winni są masoni

Historia
Typography

Szosa z Zajączek do Glaznot od późnej wiosny aż do jesieni otulona jest ciemną gęstwą lasu porastającego oba jej pobocza. Z prawej strony gąszcz kryje stary nasyp nieistniejącej już kolei Samborowo-Turza Wielka, z lewej zaś jeszcze do niedawna wyniosłe drzewa przykrywały swymi zielonymi koronami jeden z najciekawszych cmentarzy w dawnych Prusach Wschodnich. Niedawno część drzew wycięto, otwierając widok na kamienno-ceglaną kaplicę grobową rodziny Kramerów, dziedziców majątku w Zajączkach.

Kramerowie przybyli z Pomorza, gdzie dzierżawili majątek Gohren (pol. Górzyno) w powiecie słupskim. W drugiej połowie lat 50. XIX w. Eduard Kramer wydzierżawił od grafa Osten-Janowitz dobra Haasenberg (pol. Zajączki), a po kilku latach kupił je na własność. W 1878 r. wziął w dzierżawę od tegoż samego grafa rycerski majątek Lipowo (niem. Leip). Zmarł w wieku 64 lat w 1886 r., zostawiając żonę z ośmiorgiem dzieci. Kobieta była bardzo zapobiegliwa i gospodarna, dla trzech najstarszych synów kupiła majątki. Między innymi dla pierworodnego Hansa seniora w 1897 r. kupiła majątek Bałcyny (niem. Balzen). W latach 20. XX w. dobra te stały się własnością najmłodszego z synów Hansa seniora – majora Maxa Kramera.

Po śmierci seniorki rodu (zmarła w wieku 80 lat wiosną 1919 r.) majątek Haasenberg przejął najstarszy syn Hans Kramer senior, który wcześniej był właścicielem majątku Pittehnen (pol. Pytyny) w powiecie morąskim. Gdy zmarł wiosną 1931 r., schedę po nim na majątku Haasenberg przejął najstarszy syn Cecil, z zawodu prawnik. Był zapalonym myśliwym, koło starego młyna nad rzeką Gizelą założył bażanciarnię. Jego brat Hans junior w 1926 r. objął w zarząd – kupione rok wcześniej przez swego ojca, Hansa seniora – majątek Lipowo i folwark w Ciemniaku (niem. Dunkelwalde) nad Drwęcą. W 1933 r. stał się właścicielem tych dóbr. Podobnie jak większość junkrów, od 1940 r. Hans junior służył w wojsku. Trudno się zatem dziwić, że mimo swego deklarowanego antyhitleryzmu, rodzina Kramerów znalazła się na celowniku zwycięskiej Armii Czerwonej. Żona Hansa juniora w 1945 r. uciekła przed Rosjanami do Niemiec i osiadła w Hamburgu.

Cecil Kramer w 1945 r. został pojmany przez Rosjan i rozpoznany jako posiadacz ziemski – rozstrzelany. Jego żona w czasie ucieczki przed Rosjanami zderzyła się swoim samochodem osobowym z ciężarówką – w wypadku zginął jeden z jej synów bliźniaków i opiekunka dzieci, ona sama została ciężko ranna. Dzięki wstawiennictwu generała Lascha, przyjaciela domu Kramerów, ostatnia dziedziczka dóbr Haasenberg wraz z pozostałymi dwoma synami została przetransportowana do szpitala w Königsbergu. Tydzień później jednym ze statków wysiedleńczych przez Danię dopłynęli do Niemiec.

Potomkowie Kramerów żyją w Niemczech, od czasu do czasu odwiedzają swoje dawne dobra w Bałcynach, czasami bywają też w Zajączkach...

Nieistniejący już pałac, którego zgliszcza porastają dzikie chaszcze i przykrywają zwały pegeerowskich śmieci, był niegdyś miejscem masońskich misteriów. Mężczyźni z rodu Kramerów należeli do ostródzkiej Loży Wolnomularskiej „W drodze na Wschód” i dość często gościli swych braci na tajnych i oficjalnych spotkaniach. W lokalnej tradycji ustnej mieszkańców majątku i okolic spotkania te obrosły mitami, które łączono niekiedy z dawnymi przekazami o istniejącym przed wiekami w Zajączkach klasztorze. Materialnym dowodem na jego istnienie miał być tzw. Płaczący Kamień – granitowa misa pokaźnych rozmiarów z dwoma głębokimi wyżłobieniami na krawędzi. W czasach świetności majątku Haasenberg misa ta stała w parku dworskim, okolona starymi drzewami, na skraju zanikającego niewielkiego mokradła, w odległej przeszłości zapewne stawu.

Według lokalnej opowieści zbiornik wodny powstał w miejscu klasztoru żeńskiego, który w wyniku klątwy zapadł się pod ziemię. W niektórych wersjach przekazu misa uznawana jest za chrzcielnicę, istnieją jednak interpretacje według których jest to część ołtarza, przy którym odprawiane były specjalne obrzędy i to za ich przyczyną klasztor dotknęła klątwa. Mieszkańcy majątku Haasenberg uważali, ze wolnomularze wykorzystują kamienną misę do swych obrzędów, bo chcą poznać tajemnicę przeklętego klasztoru i – jak to zwykle w takich opowieściach bywa – dotrzeć do ukrytego skarbu. W swych misteriach zajączkowscy masoni mieli podobno używać eliksiru dającego zdolność jasnowidzenia, sporządzanego na bazie wina i łez przeklętych zakonnic, które nawet w największy upał zbierały się na dnie misy. Stąd nazwa – Płaczący Kamień.

Nie wiadomo, czy Kramerom udało się dotrzeć do tajemnicy przeklętego klasztoru, ich tajemnice pochowane zostały razem z doczesnymi szczątkami w kaplicy na leśnym cmentarzu. Granitowa misa, choć przemieszczona ze swego pierwotnego miejsca, wciąż jednak trwa na starym folwarku, jak wyzwanie dla poszukiwaczy skarbów. Wprawdzie zamiast łez zakonnic częściej tam można zobaczyć brudnawą deszczówkę, ale gdyby tak to przedestylować?

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.