Charimola znaczy Miłomłyn

Historia
Typography

W Miłomłynie jest uliczka Zaułek. Maluśka, tuż za mostem na Liwie. Gdyby nie sklep spożywczy, miłomłynianie nie zapędzaliby się w nią zbyt często, a przybysze z zewnątrz nie pomyśleliby nawet o tym miejscu jako o ulicy.

Starsi tubylcy wspominają funkcjonującą  kiedyś przy moście sympatyczną knajpę z ogródkiem. Śladu po niej nie ma, ale tradycja biesiadowania została. Wytrawni smakosze trunków marki El cornuto czyli „Byk”, chętnie zapuszczają się w tę uliczkę, by po nabyciu w sklepie rubinowego płynu spożyć go na łonie przyrody. W tym celu udają się w głąb Zaułka, między łopiany koło jazu na rzece. Przycupnąwszy na fragmentach gruzu, rozważają dylematy życia. Dysputom towarzyszy szum wody przelewającej się przez jaz, mieszając się ze szlachetnym szumem wina w głowach biesiadników... Atmosfera jest błoga i trudno się dziwić, bo plener, w którym przyszło im sączyć trunki, jest nadzwyczaj  stosowny dla kulturalnych rozrywek.

W miejscu, gdzie kończy się uliczka Zaułek, tam gdzie dziś panują niepodzielnie łopiany i cuchnie brudny rów, stał niegdyś dumnie miłomłyński zamek. Wzniesiono go około 1337 r. Budynek główny miał 345 stóp długości i 40 stóp szerokości (90m x 10,5m). Wody Liwy wypełniały zamkową fosę, która chroniła budowlę i okalające ją ogrody. Na północ od „Domu”, jak Zakon nazywał swoją siedzibę, wznosiły się zabudowania przedzamcza. Bieg koryta rzeki Liwy, płynącej po przeciwnej stronie gościńca, został zmieniony tak, że płynęła ona potem przy prawej dróżce prowadzącej ku zamkowi, a w miejscu, gdzie w późniejszym okresie były zabudowania kuchni zamkowej, kręciło się młyńskie koło.

O powstaniu tego młyna od pokoleń w Miłomłynie tak opowiadano:

„Gdy Zakon wznosił zamek, a wokół niego osiedlali się rzemieślnicy i robotnicy, w pobliżu budowano zazwyczaj młyn, który zapewniał dostatek mąki. Tak też było zapewne w Miłomłynie. Od owego młyna nad rzeką Liwą Miłomłyn otrzymał swą nazwę”.

Ze źródeł historycznych wiadomo, że komtur dzierzgoński Hartung von Sonnenborn, na rozkaz Wielkiego Mistrza Dietricha von Altenburg, Prusowi o imieniu Tyle z Laseczna koło Iławy, wedle reguł prawa chełmińskiego nadał miasto „Liebemole” zwane. Było to w dniu 31 grudnia 1335 r

W XV w. zamek rozbudowano o mury kurtynowe, gdanisko, budynki folwarczne, drugi młyn i tartak na Liwie. Budynek tego drugiego młyna istniał jeszcze przed wojną – stał tuż przy moście, na przeciwległym brzegu rzeki.

W latach 1567-1587 zamek w Miłomłynie był siedzibą biskupstwa pomezańskiego.

W roku 1567 pierwszym biskupem pomezańskim został Georg von Venedig (Venediger).

Pochodził ze szlacheckiego rodu, którego nazwa wzięła się od wsi Wenecja w parafii Słonecznik, leżącej 12 km na północ od Miłomłyna. Przyszły biskup urodził się tam w roku 1519. Biskup Venediger zmarł 3 listopada 1574 r. w wieku 55 lat. Został pochowany z wielkimi honorami w miłomłyńskim kościele. Na nowego biskupa Pomezanii wybrano Johanna Wiganda. 2 maja 1575 r. został wyświęcony przez biskupa Sambii, Thomasa Heshesiusa. Ten drugi i zarazem ostatni biskup Pomezanii zmarł 21 października 1587 r. w swej miłomłyńskiej rezydencji na zamku.

Niedługo po śmierci Wiganda w pomieszczeniach zamkowych ulokowano Królewski Urząd Domenialny, od XVIII w. tzw. Kamerę Wojenno-Domenialną, zadaniem urzędników której miało być zarządzanie materialnymi sprawami garnizonu i królewskich majątków domenialnych.

W XVIII w. część budynków pozamkowych wykorzystywano do celów koszarowych miłomłyńskiego garnizonu, ale że warunki tu były nader podłe, dachy przeciekały, a piece dymiły, wojsko wyniosło się do Olsztyna.

W okresie likwidacji tutejszych królewszczyzn w latach 1803-07, jako zadośćuczynienie panu Münsterbergowi, wierzycielowi, dzierżawcy i ostatniemu zarządcy domeny zamkowej, rejencja oddała mu na własność teren zamku z przyległościami i rozległym ogrodem.

Całą tę posiadłość krótko potem zakupiła hugenocka rodzina szlachecka de Nève, która w połowie XVIII w. uciekła z Francji przed prześladowaniami religijnymi. Rodzina ta zamieszkała w położonym na terenie zamkowym dawnym domu biskupów pomezańskich, (tzw. Sommervilla). Po pożarze w 1848 r., który strawił wszystkie zabudowania, ostatni przedstawiciel tej hugenockiej rodziny przeprowadził się do Elbląga i tam mieszkał do końca swego życia.

Piękną pozostałością  po pobycie rodziny de Nève w Miłomłynie jest tzw. Hugenottenfiedhof, miejsce ich rodowego pochówku – wydłużony nasyp porośnięty dębami i dominującym rozmiarami wiązem, widoczny dziś wśród łąk na południe od miasta.

Spalone i zrujnowane zgliszcza wraz z przyległym ogrodem na tzw. przymusowej licytacji w 1849 r. za sumę 3250 talarów kupił mistrz ciesielski Becker. Na zachowanych piwnicach willi biskupów pomezańskich wzniósł swój dom willowy, który użytkował do około roku 1862, gdy nad brzegiem uruchomionego przed rokiem Kanału Elbląskiego zbudował pierwszy w Miłomłynie spichlerz, a obok nowy dom mieszkalny oraz zabudowania gospodarcze. Willę na terenie zamkowym odkupiło wówczas istniejące od 1841 r. Nadleśnictwo Prinzwald i urządziło w niej swoją siedzibę.

Budynek villa Becker, jak powszechnie nazywano siedzibę nadleśnictwa, został prawie całkowicie zniszczony po II wojnie światowej i zachowała się jedynie jego mniej reprezentacyjna, zachodnia część. Dom może i zwykły, ale za to jakie ma piwnice! Ni mniej ni więcej, są to piwnice gotyckie, pochodzące prawdopodobnie z okresu budowy zamku, a zatem z I połowy XIV w.! Jedyna sklepiona pozostałość po miłomłyńskim zamku!

Z piwnicami tymi wiąże się ciekawa historia. Nadleśniczy Franz Garthaus, katolik i gorący orędownik budowy kaplicy rzymskokatolickiej w Miłomłynie, w latach 1923-1931 udostępnił wiernym jedną z owych gotyckich piwnic. W łukowo sklepionym pomieszczeniu o powierzchni ca 30 m² odbywały niedzielne nabożeństwa, które prowadził ksiądz przyjeżdżający z Ostródy. Dopiero w 1932 r., gdy z inicjatywy Franza Garthausa wzniesiono kaplicę św. Elzbiety, wierni wynieśli się z zamkowych piwnic.

Łopiany otuliły dziś resztę zamkowych tajemnic, stara zamkowa fosa od niechcenia udaje (sic!) brudny ściek... . Smakosze rubinowych wynalazków rozważają wciąż swe życiowe wybory... mieszają się szumy wodne i zmysłowe... łąki podmiejskie zaczynają kwitnąć... ulica Zaułek żyje swoim życiem...

Teren zamkowy wraz z budynkiem kryjącym gotyckie piwnice to nadal własność leśników, teraz polskiego Nadleśnictwa Miłomłyn. Póki co zieloni ludzie dzielnie strzegą tej cennej pamiątki przeszłości miasta. Pozostaje mieć nadzieję, że żaden geszefciarz tego nie „łyknie” i kiedyś – oby jak najrychlej - władza miejska odkryje walory uliczki Zaułek.

* Charimola – łacińska nazwa Miłomłyna

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.