Na bagnach karczma ta stoi

Historia
Typography

W miejscu, gdzie z tranzytowej trasy Gdańsk-Warszawa mały zielony drogowskaz pokazuje w lewo kierunek do wsi Idzbark, prawdopodobnie na początku XVII wieku powstał zajazd Morastkrug. Po polsku można to przetłumaczyć jako Karczma Bagienna albo Karczma na Bagnach.

I rzeczywiście, położenie w miejscu, gdzie Grabiczek łączy się z Drwęcą, na maleńkiej piaszczystej wysepce okolonej rozlewiskami, oddaje w pełni sens tej nazwy. Po regulacji obu rzek otoczenie wygląda zupełnie inaczej, ale kiedyś, gdy teren karczmy obwiedziony był meandrującymi korytami rzek niczym fosą, Morastkrug stanowiła quasiforteczne miejsce spokojnego wypoczynku strudzonych kupców, kurierów, pocztylionów i zwykłych podróżnych, przemierzających trakt olsztynecki.
Jak kiedyś wyglądała Karczma na Bagnach? Zachowały się wspomnienia dawnych właścicieli, możemy zatem ten obraz odtworzyć.

Dom i stajnia, stanowiąca nieodzowny element architektury zajazdów, znajdowały się pod wspólnym dachem. Budynki ustawione były równolegle do drogi. Pierwotnie karczma zbudowana została w konstrukcji szachulcowej, wypełnionej gliną zmieszaną ze słomą, potem glinę zastąpiono cegłami.

Przed domem znajdowało się poidło dla koni, do którego wiązano strudzone drogą zwierzęta. Do karczmy wchodziło się po kilku szerokich kamiennych schodkach. Duże drewniane wrota podzielone były poprzecznie na część dolną i górną, które można było otwierać oddzielnie. Za bramą znajdowała się sień, której podłoga wyłożona była cegłami. Okute buty woźniców wyżłobiły przez lata zagłębienia w ceglanej posadzce, jakby rodzaj rozwidlającej się ścieżki, prowadzącej do stajni i do szynku. Z sieni na wprost wiodły schody na górę – do pokoi noclegowych. Na prawo od schodów znajdowała się sala gościnna. Jej podłogę zbudowano z bali ciosanych siekierą. Część tego pomieszczenia zajmował podest, na którym znajdował się szynkwas. W kącie z tyłu sali stał duży piec kaflowy z dobudowanym szerokim zapieckiem. Tu najpewniej podróżni ogrzewali się zaraz po dotarciu do karczmy. Tuż obok zapiecka znajdowały się drzwi do kuchni. Było to niewielkie pomieszczenie, którego znaczną część zajmował duży piec do przygotowywania potraw. Na glinianej płycie stał żelazny trójnóg, na którym karczmarz wieszał kociołki z polewką i mięsiwem. Wnętrze kuchni oświetlały dwa maleńkie okienka i otwór drzwi, prowadzących na łąkę z tyłu zabudowań.

Z pomieszczenia sali gościnnej prowadziły także drzwi bezpośrednio do stajni, tzw. „stanu”. Jej wnętrze podzielone było na dwie części. Jedna, znajdująca się na osi szerokiej bramy, przez którą wjeżdżały do środka zaprzęgi, wybrukowano kamieniami polnymi – tu zostawiano wozy po wyprzęgnięciu koni. W głębi tej części stajni znajdował się także niewielki warsztat kowalski, w którym dokonywano napraw pojazdów i podkuwano konie. Druga część stajni nie była brukowana, a jej gliniane klepisko wyściełano słomą – znajdowały się tu zagrody dla koni. W specjalnie wydzielonym miejscu tej części stajni miały swoją zagrodę konie pocztowe i kurierskie – za ich dobrą kondycję osobiście odpowiedzialny był karczmarz.

Wokół dziejów karczmy Morastkrug narosło wiele opowiadań i bajd, mniej lub bardziej prawdziwych. Według przekazów ustnych podczas zimowego odwrotu w 1813 r. odpoczywali tu francuscy żołnierze. Z kolei w 1848 r., w czasie Wiosny Ludów, karczma była podobno miejscem spotkań okolicznej ludności – płomienne mowy miał tu wygłaszać brat karczmarza, zawołany muzyk i myśliwy, a do tego znany w powiecie zabijaka. Powiadało się także o skarbach ukrytych pod fundamentami i w ścianach karczmy, które ukrył pewien krwawy właściciel Morastkrug. Nikt jednak, mimo kilku dużych remontów i przebudowy karczmy, nie znalazł skrzynki z czerwońcami.

Do bardziej znanych właścicieli karczmy należała rodzina Rusch, która gospodarzyła tu przez wiele pokoleń do 1880 r. Potem zajazd został sprzedany rodzinie Richter. Od wdowy po karczmarzu Richterze w 1926 r. Morastkrug odkupił ostródzki przedsiębiorca Gladtke, właściciel cegielni w Górkach. W tym czasie karczma przestała pełnić swoją funkcję. W jej pomieszczeniach zamieszkali ceglarze - rodzina Otte. Nie remontowane budynki popadły w ruinę. W 1933 r. Gladtke, wyruszając na emigrację do Ameryki Południowej, sprzedał starą karczmę Arno Schwarzowi. Ten zaś gruntownie ją przebudował, a właściwie na starym fundamencie zbudował nowy dom. Na łąkach za zabudowaniami założył przedsiębiorstwo ogrodnicze. I w ten sposób karczma ostatecznie zakończyła swój żywot.

Niczym nie wyróżniające się zabudowania wiejskie po lewej stronie drogi do Idzbarka to właśnie dzieło pana Arno Schwarza. Nie przypominają zabudowań starej karczmy ani na jotę.

Pamięć o Morastkrug umyka z ludzkiej pamięci. Dzisiejsi mieszkańcy tego domu nie wiedzą nic o historycznej przeszłości miejsca swego zamieszkania. I tylko starsza pani mieszkająca przy idzbarskim młynie pamięta opowiadania swego dziadka o Karczmie na Bagnach.

W 1877 r. Karczma Bagienna została włączona w granice Idzbarka. Skoro zaś mowa o idzbarskim młynie, należy i temu miejscu poświęcić choć kilka linijek, tym bardziej, że młyn ten znajdował się w sąsiedztwie Morastkrug, po drugiej stronie drogi do wsi.

Młyn na Drwęcy zbudowano prawdopodobnie w pierwszych dziesięcioleciach XIV wieku. Być może nawet, że gdy komtur dzierzgoński Luther von Braunschweig w 1327 r. lokował wieś czynszową Hirschberg, wody Drwęcy obracały już koła tego młyna. Obiekt ten pełnił swoją funkcję, będąc oczywiście wielokrotnie przebudowywany i odbudowywany, do 1945 r. Po wojnie popadł w zupełną ruinę, po stawie pozostał tylko brudny zachwaszczony dół. Był to niezwykle smutny widok - wyrazisty, klasyczny przykład obumierania dziedzictwa kulturowego okolic Ostródy. Zdawało się, że gdy zostaną do cna wyburzone ruiny, a ostatni mieszkańcy wyniosą się w inne okolice, nie pozostanie w tym miejscu nic, co przypominać będzie, iż znajdował się tu jeden z najstarszych podostródzkich młynów, a niepamięć pochłonie go, tak jak sąsiednią karczmę. Na szczęście ten smutny scenariusz nie ziścił się.

W 2002 r. pewien ostródzki przedsiębiorca kupił ruinę i w ramach dużego remontu przekształcił młyn w oberżę, która stała się bardzo popularnym miejscem „popasania” podróżujących ruchliwą trasą nr 7, a także celem sobotnio-niedzielnych odwiedzin okolicznych mieszkańców. I tak oto osiągnięte zostały dwa cele. Uratowano cenne ze względów kulturowych miejsce i przedłużono tradycję okolicy tego miejsca – karczmę Morastkrug zastąpiła nowa oberża w sztucznie, ale interesująco postarzonym kształcie architektonicznym. Należałoby życzyć takiego szczęścia i innym podostródzkim zabytkom.

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.